Agnieszka Szott: Żal zmarnowanej szansy
Ostatni tydzień upłynął pod znakiem zmagań naszej żeńskiej kadry na Mistrzostwach Europy, rozgrywanych w naszym kraju. Niestety Polki nie zdołały wywalczyć awansu do fazy finałowej i nie wystąpią za rok na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie, co było głównym celem reprezentacji.
O tym, co wydarzyło się w minionych kilkunastu dniach rozmawiamy z najbardziej doświadczoną zawodniczką naszej kadry, Agnieszką Szott.
Adam Popek: Dla nas te Mistrzostwa są już właściwie skończone, ale cofając się tydzień wstecz, jakie uczucia i oczekiwania towarzyszyły temu turniejowi?
Agnieszka Szott: Przede wszystkim chciałyśmy awansować do grupy finałowej, która rozgrywana będzie w Łodzi. Miałyśmy wielką nadzieję, że uda się powalczyć przynajmniej o tą najlepszą piątkę. Byłam właściwie pewna, że stać nas na osiągnięcie tego celu. Co więcej, miałam nawet takie wewnętrzne przekonanie, że możemy pokusić się o podium. Niestety, wyszło, jak wyszło.
AP: Obserwując kadrę jeszcze w trakcie przygotowań, można było odnieść wrażenie, że zespół jest pewny siebie i ma jasno wyznaczony cel, do którego dąży. Gdzie zatem podziała się ta siła drużyny w trakcie Mistrzostw?
AS: Nie wiem. Muszę przyznać szczerze, że do tej pory nie wiem, dlaczego tak to się potoczyło. Czuję się dosłownie, jakby mnie ktoś strzelił w głowę. Zastanawiam się cały czas, gdzie to wszystko się podziało – walka, energia, styl, który prezentowałyśmy. Nam w czasie meczów na Mistrzostwach po prostu nic nie wychodziło. Nie da się zaprzeczyć, że chęci były, zależało nam na tym wszystkim ogromnie, ale wszyscy widzieli jaki był efekt.
AP: Z perspektywy czasu uważa Pani, że zostały poczynione jakieś błędy w trakcie przygotowań?
AS: Nie mnie to oceniać. Ja zaufałam trenerowi, poznałam go trochę i wiem, że musi zostać solidnie przeprowadzony pewien okres, by pojawiła się oczekiwana forma. To tak jak z egzaminami – trzeba się najpierw nauczyć, by potem je zdać. Myślę, że każda z nas zrobiła wszystko, by zdać ten test, ale coś nie wyszło. Nie sądzę, by przeszkodziło w tym zmęczenie, czy stres. Czułyśmy się dobrze przygotowane pod każdym względem i nawet przed pierwszym meczem, gdy wszystkie sobie rozmawiałyśmy, byłyśmy bardzo ciekawe tej inauguracji, w ogóle nie towarzyszył nam strach.
AP: Powiedziała Pani, że nie był to strach, a w pierwszym meczu z Czarnogórą, która notabene okazała się później bardzo mocna, widać było po zespole duże zdenerwowanie i brak współpracy.
AS: Tak, to prawda. Nie da się ukryć, że tak to wyglądało. Myślę jednak, że bardziej zdenerwowanie wprowadził fakt, że nie oceniałyśmy Czarnogóry tak wysoko, nie spodziewałyśmy się, że są w tak dobrej formie. Przypuszczałyśmy raczej, że Czarnogórki będą walczyć, ale to nam uda się dociągnąć zwycięstwo. Rzeczywistość okazała się natomiast zupełnie odmienna. Czarnogóra z coraz większą łatwością zdobywała punkty, a my je traciłyśmy. Trzeba przyznać, że bardzo słabo broniłyśmy i chyba przez to wkradło się w nasze poczynania zdenerwowanie. Każda z nas jak najszybciej chciała przełamać złą passę, indywidualnie pociągnąć zespół, a tak naprawdę obracało się to przeciwko nam.
AP: Czy gdyby ten początek wyglądałby inaczej, byłaby szansa na osiągnięcie lepszego wyniku?
AS: Myślę, że tak, bo ta porażka była bardzo dotkliwa i trochę podcięła nam skrzydła. Później, co prawda morale zostały odbudowane, bo wygrałyśmy z Niemkami, ale nie da się ukryć, że gdybyśmy zwyciężyły na początku, to sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej, o wiele lepiej. Wtedy miałybyśmy o wiele lepszy bilans i nawet porażka z Łotwą nie pozbawiłaby nas szans na walkę o strefę finałową. Do tego środowego meczu podchodziłyśmy jednak z bilansem 0-2 i przegrana praktycznie pozbawiła nas szans na dalszy awans.
AP: Te Mistrzostwa były dla nas szczególne, bo występowaliśmy na nich jako gospodarz. Mam świadomość, że z pewnością oczekiwania były przez to większe, ale własne mury chyba powinny pomagać?
AS: Powinny pomagać, z całą pewnością. Dziwi nas to, że grając u siebie miałyśmy taką słabą skuteczność. Przecież na własnym terenie powinnyśmy trafiać z zamkniętymi oczami, to była nasza hala. Niestety tak dobrze nie było i dlatego też wyniki tak wyglądały. Wiem, że nie było takiej możliwości, ale mogłyśmy troszkę dłużej potrenować w Spodku, może pomogłoby to w jakimś stopniu. Gdybyśmy przyjechały tu przed rywalkami, miałybyśmy już na wejściu pewną przewagę, a tak nie mogłyśmy tego aspektu wykorzystać na swoją stronę. Hala powinna być naszym dodatkowym atutem, ale również w tym względzie była porażka.
AP: Czy rywalki pod względem sportowym były poza waszym zasięgiem?
AS: Uważam, że nie. Moim zdaniem mamy naprawdę dobrą drużynę, złożoną z zawodniczek, które w swoich klubach potrafiły wziąć na siebie odpowiedzialność za grę i indywidualnie przesądzać o wynikach. Wiem, że niektórzy twierdzą, że mamy słaby zespół, ale ja się z tym stwierdzeniem po prostu nie zgadzam. Nawet jeśli pod uwagę wziąć fakt, że kilku podstawowych koszykarek z nami nie było. Być może potrzebowałyśmy jeszcze czasu, żeby się bardziej dograć. Niby każda z nas chciała jak najlepiej, ale w czasie gry nie pomagałyśmy sobie nawzajem wystarczająco. Dotyczy to sytuacji przy budowaniu ataków, gdzie powinnyśmy wypracowywać sobie jak najlepsze pozycje. To wszystko jednak nie było zgrane w czasie, takie chaotyczne.
AP: Niemniej jednak z Niemkami udało się wygrać i to w dość przekonującym stylu. Dlaczego więc, nie poszły Panie za ciosem?
AS: Właśnie tego nie rozumiem. Przecież z tymi Niemkami naprawdę dobrze się prezentowałyśmy, byłyśmy drużyną, wspierałyśmy się. Tak się jednak zdarza, że raz się wygrywa, raz nie. Gdy zwyciężamy, wszyscy nas klepią po plecach, gdy przegrywamy gnoją nas z każdej strony, brzydko mówiąc. Podobnie jest na boisku, gdy wynik jest korzystny to wszystko jest dobrze. W innym przypadku często nie ma tego wsparcia i być może nam trochę tego zabrakło, by w trudnych chwilach okazać pomocną dłoń. Przy tym wszystkim stawiam jednak wielki znak zapytania, bo do chwili obecnej trudno mi jednoznacznie rozszyfrować co poszło nie tak.
AP: Przed meczem z Łotyszkami wiadomo już było, że aby awansować dalej, trzeba będzie wygrać wszystkie trzy spotkania, albo liczyć na korzystny układ wyników rywali. Czy świadomość tej trudnej misji nie przeszkodziła w walce na parkiecie?
AS: Na pewno bardzo chciałyśmy wygrać. Byłyśmy niesamowicie skoncentrowane, dużo rozmawiałyśmy o tym meczu. Wiedziałyśmy, bowiem, że musimy wygrać co najmniej dwa pierwsze starcia. Nie chciałyśmy bawić się w kalkulacje i nastawiałyśmy się po prostu na zwycięstwa. Mówię to nawet w kontekście meczu z Francuzkami, z którymi w razie potrzeby też walczyłybyśmy do upadłego. Strasznie zależało nam na tym, żeby to wygrać. Marzyłyśmy, że pojedziemy do Łodzi, spotkamy się z naszymi rodzinami, znajomymi, którzy będą nas wspierać i będziemy grali o najwyższe cele. Nie przebrnęliśmy jednak kilku wcześniejszych progów.
AP: Mecz z Łotwą okazał się tym decydującym…
AS: Gwoździem do trumny.
AP: No właśnie, trudno było dojść do siebie po tym meczu?
AS: Tak, dlatego też później grałyśmy już bez takiego serca, walki. Każdy z nas próbował coś tam z siebie wykrzesać, ale to już nie było to samo. Gdzieś tam w podświadomości była ta porażka, ten żal, bo Łotwa nie jest od nas nie wiadomo jak lepszym zespołem. Uważam nawet, że na każdej pozycji mamy lepsze personalia, ale nie umieliśmy tego „sprzedać” na boisku.
AP: Analizując błędy poczynione w trakcie turnieju można by się odwołać do słów trenera Maciejewskiego, który jako główną przyczynę porażek wskazywał nieumiejętność zastosowania zagrywek taktycznych. Zgodzi się Pani z tym?
AS: I tak, i nie. Nie chcę przy tym krytykować trenera, bo zazwyczaj po porażkach to jego się obarcza winą. On na pewno wziął na siebie ciężar tej reprezentacji, aczkolwiek takie sytuacje, o których wspomniałeś na pewno się zdarzały. Zresztą mocno denerwowała się o to Paulina Pawlak, bo zamiast dograć daną zagrywkę do końca, często ktoś się wyłamywał. Na pewno każda z nas chciała dobrze, chciała zdobyć punkty dla zespołu, ale niestety nie zawsze był na to czas i miejsce. Przez to tworzyły się właśnie takie głupie akcje, bałagan. Może też za mało przykładałyśmy się do zasłon? Faktycznie rzadko zdarzało się, byśmy wypracowały sobie naprawdę czyste pozycje. Za każdym razem ktoś był niedokładny, ktoś za szybko się wyrwał, więc na pewno sporo winy leży w nas. No i nie da się przy tym pominąć kwestii zaufania, o której już mówiłam.
AP: Ale nie jest to kwestia braku przyswojenia taktyki?
AS: Nie, myślę, że nie. Owszem były błędy, które na poziomie reprezentacyjnym nie powinny się zdarzać, ale nie było takich sytuacji, gdy rozgrywająca krzyczy, jaki wariant taktyczny mamy zagrać, a połowa dziewczyn nie wie o co chodzi. Na tym poziomie byłoby to nie do pomyślenia. Być może faktycznie stres zaburzał logiczne myślenie. Nie chcę jednak oceniać ani pracy wykonanej przez trenera, ani koleżanek, bo każda z nas chciała zwyciężać i oddała serce za drużynę.
AP :Nagrodzić można walkę i ambicję całego zespołu, jednak to nie wystarczy do tego, by osiągnąć na Mistrzostwach Europy satysfakcjonujący wynik.
AS: Oczywiście. Do tego musi dojść mądrość, dokładność i pewność siebie. U nas to wyglądało tak strasznie chaotycznie, że pewne rzeczy nie mogły dojść do skutku.
AP: Zadziałał efekt przemotywowania?
AS: (Chwila ciszy) Bardzo możliwe.
AP: Te Mistrzostwa do dla Pani jedna z większych życiowych porażek?
AS: Myślę nawet, że w moim dotychczasowym życiu największa. Miałyśmy naprawdę fajną drużynę, taki kolektyw i wiem, że dla nas wszystkich to wielka porażka. Nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek dostaniemy taką szansę.
AP: Jak widzi Pani przyszłość tego zespołu?
AS: Na pewno wrócą zawodniczki, które teraz są kontuzjowane. Mamy trochę świeżej krwi, więc nie powinno być źle. Nie mnie jednak to oceniać. Każdy trener ma swoje wizje i dobiera sobie zawodniczki wedle własnego uznania, bo nie każdy też potrafi pracować z danym szkoleniowcem. Ja póki co chcę wrócić do klubu, potrenować trochę i czekam już na nowy sezon, bo chcę zapomnieć o tych wszystkich niepowodzeniach i znowu grać o zwycięstwa. A co będzie dalej? Czas pokaże.
AP: Każda koszykarka ma swój EuroBasket?
AS: Oj tak. Zdecydowanie.

Adam Popek
Jako redaktor portalu odpowiadał za tworzenie i koordynowanie treści dotyczących krajowej i międzynarodowej koszykówki. Dbał o rzetelność publikowanych informacji, analiz oraz wywiadów z zawodnikami i trenerami. Jego praca pomagała rozwijać społeczność fanów koszykówki i budować pozycję portalu jako wiarygodnego źródła wiedzy o tej dyscyplinie.
Czytaj więcej najlepszych treści tego autora!