Agnieszka Szott: Jesteśmy drużyną

Dodano: 21 czerwca 2011 00:01
Agnieszka Szott: Jesteśmy drużyną
Adam Popek, Informacja własna/
MediaWiki

Meczem z Hiszpanią Polki zakończyły rywalizację w grupie C. Razem z Agnieszką Szott analizujemy przyczyny poniedziałkowej porażki oraz oceniamy szanse naszej reprezentacji w kolejnej rundzie, która rozpocznie się już w najbliższą środę.

Na co stać naszą reprezentację?

Adam Popek: Dzisiejszy mecz z Hiszpankami był meczem walki. Prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie i żadna ze stron długo nie mogła być pewna swego. Mimo to, nie udało wykorzystać się szansy na osiągnięcie korzystnego rezultatu.

Agnieszka Szott: Nie udało się niestety. Był moment, kiedy naprawdę uwierzyłyśmy, że jesteśmy w stanie coś osiągnąć – wygrać. Niestety dziś, podobnie jak w sobotę czegoś zabrakło. Można się jednak cieszyć z faktu, że nawiązałyśmy z Hiszpankami równorzędną walkę. Na pewno nie był to mecz do jednego kosza i trzeba jasno powiedzieć, że postawiłyśmy rywalkom trudne warunki. Niemniej jednak musimy teraz przeanalizować, gdzie popełniłyśmy te najgorsze błędy i myślę, że w środę będzie już lepiej.

AP: Wynik tak naprawdę nie oddaje przebiegu spotkania. Wielokrotnie, bowiem to my prowadziliśmy, a Hiszpanki musiały gonić. Dlaczego, zatem nie udało się utrzymać prowadzenia?

AS: Myślę, że jednym z głównych mankamentów był brak powrotu do obrony i niekonsekwentne decyzje w ataku, jakie podejmowałyśmy. Spowodowało to, że Hiszpanki łatwo wchodziły w posiadanie piłki i notowały na swoim koncie kolejne punkty. Poza tym rywalki dużo grały z kontry. My natomiast, nie wykorzystywałyśmy tego elementu gry i niestety wiemy jaki był tego efekt.

AP: Na plus można zaliczyć początek trzeciej kwarty, kiedy to dominowały Panie nad Hiszpankami, a straty z pierwszej połowy zostały odrobione z nawiązką. Pani w tym czasie odegrała kluczową rolę, dwukrotnie trafiając zza linii 6, 75m. To chyba powinno być takim impulsem do dalszej walki?

AS: No właśnie powinno. Przecież to my prowadziłyśmy wtedy różnicą kilku punktów i byłyśmy w znacznie lepszym położeniu niż rywal. To jest jednak specyfika kobiecej koszykówki – jest nieprzewidywalna. Tutaj można prowadzić nawet kilkunastoma punktami i przegrać mecz. Nie możemy jednak teraz rozpamiętywać tego w nieskończoność i myśleć tylko o tym, że nam się nie powiodło. Powinniśmy skupić się na tym, by zwyciężać w drugiej rundzie, która przecież rozpocznie się już niebawem. Musimy się postarać i walczyć o wejście do serii finałowej.

AP: Mecz z Hiszpanią był ostatnim z pierwszej fazy turnieju. Jak Pani ją ocenia? Z jednej strony doświadczyliśmy efektownego zwycięstwa nad Niemkami, z drugiej, przechodzimy do dalszej fazy z bilansem 0-2.

AS: Myślę, że jako drużyna nie zasłużyłyśmy na to, by przed rozpoczęciem kolejnej rundy legitymować się takim bilansem. Tym akurat, nie ma co się do końca sugerować. Wszystko dlatego, że koszykówka żeńska jest kompletnie nieprzewidywalna i na dobrą sprawę każdy może wygrać z każdym. Najlepiej świadczy o tym choćby wygrana Litwy z Rosją. My cały czas walczymy. Jesteśmy drużyną, musimy grać konsekwentnie, skrupulatnie wykonywać przedmeczowe założenia i myślę, że jeśli uda się to zrealizować, to osiągniemy cel w postaci awansu. 

AP: Druga runda to już jednak nieco inny poziom. Świadomość tego, że jest to wyższa ranga pomaga czy przeszkadza?

AS: Uważam, że przede wszystkim mobilizuje nas do lepszej gry. Nie od dziś wiadomym jest, że jeśli rywalizuje się z lepszym przeciwnikiem, to poziom gry automatycznie się podnosi. Nie jesteśmy może faworytem, ale kto powiedział, że nie możemy okazać się czarnym koniem. Będziemy razem jako zespół walczyć i wierzyć w zwycięstwo. Wtedy może akurat uda się nam wyszarpać jakieś wygrane i iść do przodu pomimo wielu przeciwności.

 

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp