Dallas Mavericks Mistrzami NBA !

Dodano: 13 czerwca 2011 04:51
Dallas Mavericks Mistrzami NBA !
Adam Więckowski, Informacja własna
Obraz własny

Stało się ! Dallas Mavericks wzięli doskonały rewanż na Miami Heat za finał w 2006 roku i pewnie pokonali drużynę Erika Spoelstry na ich parkiecie. Bohaterem spotkania został Jason Terry, który zgromadził na swoim koncie 27 punktów (11/16 z gry). Tym samym, tegoroczny sezon dobiegł końca, a wielkimi zwycięzcami niewątpliwie zostali Dirk Nowitzki wraz z Jasonem Kiddem.

Od samego początku meczu dało się zauważyć, że na gospodarzach ciążyła ogromna presja. Dwoma air ball'ami "popisał" się Mario Chalmers, jednak dzięki bardzo ambitnej walce pod tablicami, koszykarzom Heat udało się zebrać piłkę i oddać ją do LeBrona Jamesa, który zagrał na przekór krytykom i bez problemu trafił z dystansu. Na odpowiedź Mavericks nie trzeba było jednak długo czekać. Bardzo dobrze w mecz weszli przyjezdni, którzy nie pozwolili, aby gospodarze zdołali wypracować jakąkolwiek przewagę. Po niecałych czterech minutach spotkania udało im się nawet wyjść na nieznaczne prowadzenie, a to wszystko dzięki doskonałej skuteczności Mariona oraz Jose Barei. Nie było jednak siły i sposobu na Jamesa, który nareszcie zaczął grać na najwyższym poziomie i w zaledwie 5 minut zdołał zapisać na swoim koncie aż 9 punktów (4/4 z gry). Na taki obrót spraw nie mógł przystać Rick Carlisle i poprosił o przerwę na żądanie, która miała na celu wytrącenie swoich rywali z doskonałej dyspozycji. Po krótkim odpoczynku nic nie wskazywało na to, że passa gospodarzy miałaby się prędko zakończyć. Wyższy bieg wrzucił również Dwyane Wade oraz Chris Bosh, którzy regularnie nękali obronę przyjezdnych i pewnie zdobywali kolejne punkty. Sytuacja diametralnie się zmieniła po tym, jak na parkiecie pojawił się Jason Terry, który zastąpił na parkiecie, mającego problemy z faulami, Dirka Nowitzkiego. Terry w przeciągu minuty (!) zdobył 5 punktów i w błyskawicznym tempie zniwelował straty swojej drużyny. Kolejna akcja okazała się jeszcze bardziej zaskakująca niż poprzednie, ponieważ zza łuku trafił Cardinal i wyprowadził Mavericks na jednopuntkowe prowadzenie. Przyjezdni nie mieli zamiaru zwalniać tempa i za sprawą kolejnych doskonałych zagrań Terry'ego i Chandlera, Mavs powiększyli przewagę do 4 punktów. Dosłownie chwilę później Miami Heat w dziecinny sposób zgubili piłkę, co doskonale wykorzystał Stevenson, który dokładnie przymierzył zza łuku i uciszył publiczność zgromadzoną w American Airlines Arena. Gospodarze odpowiedzieli zaledwie trafieniem House'a i po pierwszej kwarcie tracili do Mavericks 5 "oczek". Warto zauważyć, że w tej części meczu Mavs z Dirkiem na parkiecie byli -7 (niecałe 7 min. gry), a z Cardinalem +12 (ponad 5 min. gry).

Druga kwarta rozpoczęła się bardzo nerwowo. Obydwie drużyny w dosyć prosty sposób straciły piłkę i na pierwsze punkty musieliśmy trochę poczekać. Trzeba jednak otwarcie przyznać, że było warto, ponieważ Mavericks przeprowadzili kilka doskonałych akcji, po których m.in. dwukrotnie zza łuku trafił Stevenson, kolejne punkty dołożył Terry oraz bardzo dobrze spisywał się Mahinmi. W mgnieniu oka przewaga przyjezdnych wzrosła do 12 "oczek" i o "czas" poprosił Erik Spoelstra. Po powrocie na parkiet sytuacja zmieniła się jak w kalejdoskopie. Najpierw za trzy trafił kolejny raz House, chwilę później łatwe punkty zdobyli Wade oraz Chalmers i przewaga Mavs stopniała do zaledwie 5 punktów. Na taki obrót sprawa błyskawicznie zareagował Rick Carlisle i poprosił o przerwę na żądanie. Po powrocie na boisko fantastyczna seria Miami nadal trwała (run 14:0). Gospodarze trafiali dosłownie z każdej pozycji, a obrona przyjezdnych po prostu nie istniała. Smaczek tej doskonałej serii dołożył świetny blok Dwyane Wade'a na Tysonie Chandler'ze, którego nie powstydziliby się najlepsi blokujący w całej lidze. Wszystkie te sytuacje wywołały wiele emocji w obu zespołach, zarówno tych pozytywnych i negatywnych. Pomiędzy koszykarzami obu drużyn doszło do ostrej przepychanki i mecz musiał zostać na chwilę przerwany. Po krótkiej przerwie wszystko wróciło do normy i na parkiecie zaczęliśmy być świadkami wyrównanej gry, dzięki czemu wynik spotkania cały czas oscylował w okolicach remisu. Miami Heat tworzyli bardzo efektowne akcje, po których kolejne punkty zdobywał Wade i James. Mavericks nie stali jednak bezczynnie i za sprawą doskonałej dyspozycji Jasona Terry'ego nie pozwolili, aby gospodarze zdołali zbudować wyraźną przewagę. Co więcej, po upływie następnych kilkunastu sekund przyjezdni wyszli na ponowne prowadzenie, po tym jak Terry po raz trzeci trafił zza łuku. Do końca drugiej kwarty przyszło nam być świadkami gry "kosz za kosz" i żadna z drużyn nie potrafiła już wypracować przewagi, dzięki której mogłaby się czuć w miarę bezpiecznie przed trzecią odsłoną meczu. Na przerwę zawodnicy schodzili przy wyniku 53:51 dla Mavericks. Warto dodać, że bardzo słabe spotkanie rozgrywa dotychczasowy lider Mavs, Dirk Nowitzki. Niemiec trafił zaledwie jeden spośród 12 oddanych rzutów. Odpowiedzialność za zdobywanie punktów wziął na swoje barki Jason Terry, który zapisał na swoim koncie 19 "oczek" przy 80% skuteczności.

Trzecia kwarta zaczęła się bardzo optymistycznie dla Mavericks, ponieważ nareszcie odblokował się Dirk Nowitzki i po raz drugi trafił do kosza. Przyjezdni zdecydowanie lepiej rozpoczęli drugą połowę m.in. za sprawą świetnych podkoszowych wejść Jose Barei oraz kolejnych celnych rzutów Dirka Nowitzkiego. Po niecałych 4 minutach przewaga Mavs wzrosła do 7 punktów i Erik Spoelstra poprosił o "czas". Po krótkiej przerwie Mavs stracili swojego podkoszowego, który miał spore problemy z faulami. Tyson Chanlder, bo o nim mowa, w walce o piłkę pod własną tablicą popchnął Chrisa Bosha i zanotował na swoim koncie 4 przewinienie. Tym samym, jego miejsce na parkiecie zajął Cardinal, który pokazał się z bardzo dobrej strony podczas pierwszej kwarty. Kolejne minuty upływały pod znakiem lekkiej przewagi przyjezdnych. "Zaliczka" Mavericks przez cały czas utrzymywała się w granicach 5 punktów, głównie dzięki kolejnym bardzo dobrym akcjom Jose Barei oraz pojedynczym celnym trafieniom Dirka Nowitzkiego. Swoje popisowe zagranie zaprezentował Cardinal, który kolejny raz wymusił faul w ataku. Sfrustrowani gospodarze grali coraz bardziej nerwowo i doskonale zdawali sobie sprawę, że jeżeli nadal myślą o końcowym sukcesie, to muszą szybko wziąć się do pracy i nadrobić straty. LeBron James miał w tym momencie na swoim koncie 11 punktów, jednak można powiedzieć, że kolejny raz zawodził. LBJ podejmował niezrozumiałe decyzje w ataku, co najczęściej kończyło się stratą lub niecelnym rzutem. Jego asekuracyjna gra nie prowadziła do niczego dobrego, a wręcz przeciwnie. Czas płynął nieubłaganie, a koszykarze Miami nie potrafili grać wystarczająco dobrze, aby dojść swojego rywala. Na taki obrót spraw nie mógł przystać Erik Spolestra i na 3 minuty przed końcem trzeciej kwarty poprosił o przerwę na żądanie. Po krótkim odpoczynku gra Miami niewiele się zmieniła. Gospodarze nie potrafili zniwelować swoich strat, notorycznie pudłowali nawet z rzutów osobistych (Howard, James). "Gwóźdź do trumny" dołożył najpierw Jason Kidd, który trafił zza łuku, a chwilę później buzzer beater'em popisał się Mahinmi i przewaga Mavericks przed ostatnią odsłoną meczu wynosiła już 9 punktów.

Czwarta kwarta rozpoczęła się niezwykle efektownie. Po stracie Mavericks piłkę przechwycił Dwyane Wade i w błyskawicznej kontrze po prostu przeskoczył Dirka i w niewiarygodny sposób zapakował piłkę do kosza. Warto dodać, że w tej akcji popularny "Flash" był faulowany, ale nie wykorzystał dogodnej okazji i nie dopisał kolejnego punktu na swoim koncie. Mavericks nie pozostawali dłużni i bardzo szybko odpowiedzieli na ataki gospodarzy. Z bardzo trudnej pozycji za 3 trafił Jose Barea i przewaga Mavs powróciła do wcześniejszych rozmiarów. Dosłownie chwilę później koszykarze Miami Heat w dziecinny sposób stracili piłkę i przyjezdni mieli doskonałą okazje do szybkiej kontry. Jason Terry błyskawicznie popędził pod atakowany kosz, jednak podczas rzutu był faulowany i trafił zaledwie jedenego "osobistego". Po tej akcji o przerwę na żądanie poprosił Erik Spoelstra, ponieważ jego podopieczni nie potrafili grać wystarczająco efektywnie, aby zniwelować straty do Mavericks. Po powrocie na parkiet gospodarze nie mieli zbyt dużo powodów do radości. Koszykarze Mavs znakomicie rozgrywali kolejne akcje i ich przewaga wzrosła do 12 punktów! Gospodarze byli zdecydowanie nieskoncentrowani, czego dowodem może być strata Wade'a (odbił piłkę od własnej nogi) czy fatalny rzut Jamesa, który wbił przysłowiowego gwoździa w tablice. Erik Spoelstra nie wytrzymał i w przeciągu niecałych 2 minut drugi raz poprosił o "czas". Po krótkiej przerwie obie ekipy nie próżnowały. W drużynie Mavericks przebudził się Dirk Nowitzki, który potrafił trafić w kluczowym momencie z niewyobrażalnie trudnych pozycji. Po stronie gospodarzy cały czas walczyła wielka trójka, która jednak nie zawsze potrafiła sforsować obronę przyjezdnych. James dwoił się i troił, Bosh bardzo ambitnie walczył pod tablicami, ale i to mogło być za mało, ponieważ w bardzo prosty sposób piłkę stracił m.in. Chalmers. Nie byłoby może w tym nic złego, gdyby nie fakt, że ta sytuacja miała miejsca podczas kontry, którą gospodarze wręcz musieli zamienić na pewne punkty. Podopieczni Erika Spoelstry totalnie się pogubili. Żaden z koszykarzy Miami Heat nie chciał wziąć na siebie odpowiedzialności i piłka wędrowała dosłownie po wszystkich zawodnikach. Takie akcje najczęściej kończyły się stratą lub wymuszonym rzutem z bardzo trudnej pozycji, który po prostu nie mógł znaleźć drogi do kosza. Natomiast po drugiej stronie kosza na dobre rozszalał się Dirk Nowitzki, który bez najmniejszych problemów ogrywał Chrisa Bosha i tylko powiększał, już i tak dużą przewagę swojej drużyny. Bezradny był James, który kilkukrotnie próbował swoich sił z dystansu. Do samego końca przyjezdni grali bardzo mądrze i nie pozwolili gospodarzom na odrobienie strat. Zwycięstwo przypieczętował Jason Kidd, który bezbłędnie spisywał się na linii rzutów wolnych. Tym samym, Dallas Mavericks pokonali Miami Heat 105:95, a w całym wielkim finale triumfowali 4:2.Bohaterem spotkania niewątpliwie był Jason Terry, który z ogromną pewnością i bez większych problemów zdobywał kolejne punkty, które pozwalały Mavs budować coraz wyższą przewagę. Terry na przestrzeni całego meczu zgromadził na swoim koncie 27 "oczek", 3 zbiórki oraz 2 asysty. Nie można oczywiście nie wspomnieć o Dirku Nowitzkim, który był najlepszym zawodnikiem tegorocznych finałów. Tym razem Niemiec miał trochę problemów ze skutecznością, jednak nie przeszkodziło mu to w "demolce" w ostatniej kwarcie. Dirk zdołał zdobyć w sumie 21 punktów oraz zebrał 11 piłek. Nie byłoby tego sukcesu bez dwóch innych zawodników. Pierwszym z nich jest Tyson Chandler, który doskonale walczył pod tablicami. Nie było piłki, której by nie dotknął i o którą by nie zawalczył z często większymi od siebie. Cichym bohaterem tego spotkania był Jose Barea, który doskonale kreował grę swojej drużyny, a dodatkowo potrafił w świetny sposób wbić się pod kosz rywala i zdobyć bardzo ważne punkty. Dzisiejszej nocy Barea zdobył 15 "oczek" oraz rozdał 5 kluczowych podań. Nie sposób nie wspomnieć również o Jasonie Kidd'zie, który potrafił trafić w kluczowych i najważniejszych momentach w meczu. W sumie największy weteran w Dallas Mavericks uzbierał na swoim koncie 9 punktów i 8 asyst.W ekipie gospodarzy trudno wspominać o bohaterach i najlepszych zawodnikach. Zawiodła cała drużyna, szczególnie w końcówce meczu. Żaden z koszykarzy nie chciał brać na siebie odpowiedzialności i najczęściej piłka wędrowała po całym boisku bez większego sensu i pomysłu. Kolejny raz zawiódł LeBron James, który w kluczowych momentach popełniał szkolne błędy i nie potrafił poradzić sobie z presją, jaka na nim ciążyła. Swoich sił w pojedynkę próbował również Mario Chalmers, jednak i to nie zakończyło się najlepiej. Chalmers tracił piłkę, bądź faulował, więc i ta strategia nie przynosiła oczekiwanych rezultatów. Cała drużyna Miami zagrała na niskim poziomie, co przełożyło się na końcowy rezultat."Cały czas ciężko mi w to uwierzyć" - powiedział zaraz po meczu Dirk Nowitzki. "Pracowaliśmy na to niezmiernie ciężko i w końcu się udało. Włożyliśmy wiele wysiłku i nareszcie nasze starania zostały nagrodzone. Być najlepszą drużyną na świecie to fantastyczne uczucie, którego po prostu nie da opisać się słowami. Jestem niezmiernie szczęśliwy, chociaż nadal nie do końca wierzę w to, co się wydarzyło.""Nie czuję się winny. Po prostu nie i koniec" - mówił niezawodolony LeBron James. "Nie udało się w 2007 roku kiedy przegrałem jako gracz Cavaliers przeciwko Spurs. Nie udało się i tym razem przeciwko Dallas. Nic na to nie poradzę.""Wszędzie słychać głosy, że zasłużyli na to jak nikt inny" - powiedział Chris Bosh. "Pozostało nam spuścić głowy, ponieważ byli od na lepsi, trzeba to oficjalnie przyznać. Musimy szybko wziąć się w garść i z nadzieją patrzeć w przyszłość.""Byli od nas lepsi. Trudno jest wygrać z kimś, kto nad tobą przeważa." - krótko podsumował Dwyane Wade.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp