Dallas Mavericks wychodzą na prowadzenie w Wielkim Finale !
Kolejny fantastyczny mecz za nami. Tym razem atut własnego parkietu doskonale wykorzystali Dallas Mavericks i w bardzo ważnym spotkaniu pokonali Miami Heat. Przyjezdnym nie pomógł nawet świetny występ LeBrona Jamesa, który zapisał na swoim koncie efektowne triple-double. Gospodarze pokonali drużynę Erika Spoelstry 112:103.
Od samego początku meczu na boisku królowała nerwowość i pewnym było, że żadna z ekip łatwo nie odda skóry. Spotkanie zaczęło się inaczej niż poprzednie, ponieważ niespodziewanie to gospodarze od pierwszego wyrzutu piłki przejęli inicjatywę i narzucili swój styl gry. Tym samym po nieco ponad 5 minutach meczu, Mavericks zdołali wyjść na sześciopunktowe prowadzenie. Taka sytuacja miała miejsce głównie dzięki bardzo dobrej i efektywnej grze zespołowej i doskonałemu dzieleniu się piłką. Z drugiej strony złe wrażenie po poprzednim pojedynku bardzo mocno chciał zatrzeć LeBron James. LBJ wyglądał jednak na bardzo stremowanego i kolejny raz miał problemy ze zdobywaniem punktów. Warto odnotować, że po nico ponad siedmiu minutach gry parkiet musiał opuścić Anthony, ponieważ bardzo szybko "złapał" dwa przewinienia i Erik Spoelstra postanowił zastąpić go kluczowym rezerwowym, Udonisem Haslemem. Kolejne akcje były przeprowadzane w błyskawicznym tempie i trzeba przyznać, że początek spotkania stał na wysokim poziomie. Przewaga gospodarzy przez cały czas utrzymywała się w graniach 5 punktów i nic nie wskazywało na to, że koszykarze z Miami będą w stanie szybko ją odrobić. "Wejście smoka" zaliczył Cardinal, który otrzymał bardzo dobre podanie i bez problemu trafił zza łuku. Wydawało się, że Mavs powiększą swoją dotychczasową "zaliczkę", jednak już w następnej akcji Mike Miller odpowiedział takim samym rzutem i tym samym przyjezdni nie pozwolili na zwiększenie swojej straty do rywala. Ku zaskoczeniu kibiców gospodarzy, sytuacja zmieniła się jak w kalejdoskopie. Parkiet z powodu drobnego urazu musiał opuścić Dwyane Wade i wydawało się, że Mavs nie będą mieli problemu, aby powiększyć swoją przewagę. Było jednak zupełnie inaczej, ponieważ Miami, grające w bardzo rezerwowym składzie, szybko nadrobiło straty, a nawet wyszło na prowadzenie za sprawą fantastycznego buzzer beater'a w wykonaniu Mario Chalmersa, który chwilę wcześniej dorzucił jeszcze trzy punkty poprzez rzut zza łuku. Swój wkład w odrobienie strat miał również Howard, który w niespełna trzy minuty dorzucił od siebie 4"oczka".
Druga kwarta rozpoczęła się równie efektownie, jak zakończyła pierwsza. W niewiarygodny sposób, wraz z końcową syreną i przez ręce, zza łuku trafił Jason Terry, co było doskonałą odpowiedzią na szybkie punkty Jamesa i doprowadziło do kolejnego remisu w tym spotkaniu. W nastpępnych minutach rozwój wypadków był minimalnie korzystniejszy dla Miami Heat, którzy wyszli na dwupunktowe prowadzenie, które utrzymywali pomimo iż na parkiecie przez cały czas nie było Dwyane Wade'a. Nie musieliśmy jednak zbyt długo czekać na powrót popularnego "Flasha" na boisko. Pomimo iż nie wyglądał na koszykarza, który jest w pełni gotowy do gry, to szybko powrócił na parkiet i doskonale kreował kolejne akcje i zdobywał niezwykle ważne punkty z naprawdę trudnych pozycji. W ofensywie bardzo dobrze wspierał go Chris Bosh, który jednak jest znany z rozgrywania dobrej pierwszej połowy, a w późniejszej fazie meczu zazwyczaj coś się w nim "zacinało" i CB1 nie potrafił już tak łatwo znajdywać drogi do kosza. Konsekwentna gra w obronie i ataku pozwoliła przyjezdnym na wypracowanie sześciopunktowej przewagi, która mogła zaskakiwać, ponieważ to Mavericks przez większą część meczu narzucali swoje tempo i dobrze prowadzili grę. Jednak jak to miało miejsce w poprzednich meczach, i tym razem koszykarze Mavs nic nie zrobili sobie ze sporych strat i w błyskawicznym tempie dogonili przeciwnika. Doskonale grał Tyson Chandler oraz Dirk Nowitzki, który zdążył nas już przyzwyczaić do kolejnych fantastycznych rzutów. Bardzo dobrze prezentował się również Jason Terry, który oprócz zdobywania bardzo ważnych punktów, potrafił doskonale rozegrać piłkę i podać ją do lepiej ustawionego kolegi z zespołu. Należy zauważyć, że przez cały czas bardzo skuteczne okazywały się być pick'n'rolle w wykonaniu Chandlera i Terry'ego. Koszykarze Miami zupełnie nie radzili sobie w tych sytuacjach w obronie i gospodarze bez większych problemów zdobywali kolejne punkty właśnie poprzez szybkie pick'n'rolle. Do końca tej części meczu Mavs zdołali wypracować trzy "oczka" przewagi za sprawą kolejnych efektownych zagrań Terry'ego oraz Nowitzkiego. W ostatniej akcji pierwszej połowy swoich sił zza łuku próbował jeszcze LeBron James, jednak jego rzut okazał się być nieskuteczny i zawodnicy schodzili na przerwę przy wyniku 60:57 dla Mavs. Najlepiej w pierwszej połowie spotkania zaprezentował się niewątpliwie Dirk Nowiztki, który na przestrzeni niecałych 20 minut zgromadził na swoim koncie 16 punktów. Warto również wspomnieć o Mario Chalmersie, który trafił aż cztery "trójki" i to głównie dzięki jego ofensywnym poczynaniom Miami trzymało się blisko gospodarzy w kluczowych momentach. Kluczowa dla losów całego meczu może okazać się doskonała skuteczność gospodarzy. Koszykarze Mavericks trafiali 66% rzutów (23/35 za 2, 5/7 za 3).
Po przerwie od mocnego uderzenia rozpoczęli koszykarze Miami Heat. Za sprawą celnego rzutu Mike'a Millera zza łuku, przyjezdni szybko zniwelowali straty i doprowadzili do remisu. Nie trzeba było jednak długo czekać na odpowiedź, ponieważ najpierw błyskawicznie trafił Jason Kidd, a następnie 3 punkty dorzucił od siebie Jose Barea. Warto dodać, że Miami Heat rozpoczęli trzecią kwartę bez udziału Dwyane Wade'a, który najprawdopodobniej odczuwał zbyt duży ból spowodowany urazem stopy. Gospodarze wyraźnie wskoczyli na wyższe obroty i regularnie zdobywali bardzo ważne punkty. Kolejny raz doskonale spisał się Nowitzki, który w ostatniej sekundzie trafił zza łuku. Chwilę później jego wyczyn powtórzył Jose Barea. Miami Heat zdołali jedynie odpowiedzieć dwoma punktami LeBrona Jamesa i przewaga Mavs osiągnęła pułap 4 "oczek". Na przerwę na żądanie zdecydował się Erik Spoelstra, który wyraźnie nie był zadowolony z poczynań swoich podopiecznych w defensywie. Krótka przerwa doskonale wpłynęła na koszykarzy Mavericks. Świetny mecz rozgrywał Barea, który efektownymi wejściami podkoszowymi regularnie nękał obronę przyjezdnych. Nie trzeba było jednak długo czekać, aby ponownie cieszyć się z punktów gospodarzy. Ponownie za 3 punkty trafił Jason Kidd i przewaga gospodarzy osiągnęła rekordowe rozmiary (9 "oczek"). Warto zauważyć, że na parkiet powrócił Dwyane Wade, jednak i on nie potrafił powstrzymać doskonale dysponowanych koszykarzy Mavs. Na taki obrót spraw nie mógł przystać trener Miami i poprosił o kolejny "czas". Po krótkiej przerwie, niewiele zmieniło się na parkiecie. Do końca tej części meczu koszykarzom z Miami udało się jedynie zniwelować straty do 6 punktów, jednak taka sytuacja miała miejsce głównie dzięki niepotrzebnym faulom w wykonaniu zawodników Mavericks. Tym samym, wynik końcowy był wciąż sprawą otwartą. Doskonale pamiętamy, że już nie takie przewagi każda z drużyn potrafiła roztrwonić i mogliśmy być pewni, że czeka nas jeszcze sporo emocji.
Ostatnia część meczu bardzo dobrze rozpoczęła się dla gospodarzy. Doskonale dysponowany tego wieczoru, Jose Barea, popisał się akcją 2+1 i powiększył przewagę swojej drużyny. Przyjezdni nie mieli jednak zamiaru łatwo składać broni. Za sprawą nienagannej obrony i skutecznych akcji Haslema i Wade'a w ataku, "Żary" zdołały znacznie zniwelować straty i na dobre powrócić do gry. Rick Carlisle widząc taki, a nie inny obrót spraw, poprosił o przerwę na żądanie. Po powrocie na parkiet kolejny raz "swoje 3 grosze" wtrącił Jose Barea, który po raz czwarty trafił zza łuku i nie pozwolił koszykarzom z Miami doprowadzić do remisu. W odpowiedzi niesamowite akcje tworzyli Dwyane Wade oraz LeBron James, którzy w kontrach byli po prostu nie do zatrzymania. Sprawy w swoje ręce wziął jednak Dirk Nowitzki i dołożył od siebie niezmiernie ważne 2 punkty z linii rzutów wolnych. Nadszedł czas, podczas którego w grze Mavs coś się zacięło. W niewiarygodnie szybkim tempie Miami Heat odrobili całkowicie straty, a nawet wyszli na jednopunktowe prowadzenie (run 6:0). Taka sytuacja miała miejsce dzięki znakomitej dyspozycji LeBrona Jamesa, który kolejnymi doskonałymi podaniami "obsługiwał" swoich kolegów z drużyny. Jego świetne kreowanie gry bardzo dobrze wykorzystywali Haslem oraz Wade, którzy nie mieli większych problemów ze zdobywaniem punkty z zupełnie "czystych" pozycji. Na niecałe 5 minut przed końcem spotkania w niezwykle kluczowym momencie trafił Dwyane Wade. "Flash", pomimo bardzo agresywnej obrony, trafił zza łuku i powiększył przewagę swojej drużyny do 4 "oczek". Koszykarze z Dallas nie mieli jednak zamiaru się poddawać. Mozolnie odrabiali straty i na niecałe 3 minuty przed końcem meczu wyszli nawet na dwupunktowe prowadzenie ! Najpierw doskonale spisał się Jason Terry, który trafił z dystansu, a chwilę później fantastycznym dunkiem popisał się Dirk Nowitzki. Miami Heat zdecydowanie nie radzili sobie z presją, która na nich ciążyła. Dwukrotnie zawiódł LeBron James, który w dwóch kolejnych akcjach przyczynił się do przejęcia piłki przez gospodarzy. Na półtorej minuty przed zakończeniem spotkania kolejny raz świetnie spisał się Jason Kidd, który w znakomity sposób trafił zza łuku i powiększył przewagę Mavs do 5 punktów ! W odpowiedzi swoich sił próbował Dwyane Wade, który jednak zgubił piłkę i zaprzepaścił szanse na szybkie odrobienie strat. Na niecałą minutę przed końcem pojedynku kluczowy rzut wolny przestrzelił Chris Bosh i po idealnie rozegranej akcji Jason Terry kolejny raz trafił z dystansu ! Sprawy w swoje ręce starał się wziąć LeBron James, który najpierw błyskawicznie wbił się pod kosz i dołożył 2 "oczka", a chwilę później taktycznie sfaulował Jasona Kidda. Nie była to jednak dobra decyzja, ponieważ największy weteran w ekipie gospodarzy skrzętnie wykorzystał okazje do zdobycia łatwych punktów i na kilkanaście sekund przed końcem meczu przewaga Mavs wynosiła 7 "oczek". W kolejnej akcji swoich sił z dystansu próbował Wade, jednak i tym razem piłka nie znalazła drogi do kosza. Heat posunęli się do kolejnego taktycznego faulu i na linii rzutów wolnych stanął Jason Terry, który bez problemu powiększył zaliczkę swojej drużyny. Koszykarze z Miami nie byli już w stanie podnieść się z kolan i musieli pogodzić się z bolesną porażką. Warto dodać, że Mavs w czwartej kwarcie zanotowali run 22:7 i to głównie dzięki temu okazali się być lepsi od podopiecznych Erika Spoelstry.W ekipie gospodarzy kolejny raz najlepiej zaprezentował się Dirk Nowitzki, który zgromadził na swoim koncie 29 punktów, 6 zbiórek oraz 3 asysty. Należy jednak wspomnieć o doskonałym występie Jasona Terry'ego, który potrafił w samej końcówce przesądzić o losach meczu. Terry zdobył 21 "oczek", zebrał 4 piłki i rozdał 6 kluczowych podań. Ogromny wpływ na końcowy sukces miał również Jose Barea, który rozegrał dzisiaj zdecydowanie najlepszy mecz w konfrontacjach przeciwko Miami Heat. Barea uzbierał 17 punktów (4/5 za 3), 2 zbiórki oraz 5 asyst. W kluczowych momentach niezawodny okazywał się również Jason Kidd, który w sumie uzyskał 13 "oczek" . Warto dodać, że aż pięciu graczy Mavericks zgromadziło na swoim koncie co najmniej 13 punktów.W drużynie z Miami najlepiej zagrał LeBron James, który jednak nie potrafił trafić do kosza w kluczowych momentach. LBJ zanotował efektowne triple-double: 17 punktów, 10 zbiórek oraz 10 asyst. Pomimo urazu, którego nabawił się w początkowej fazie meczu, bardzo dobrze zaprezentował się Dwyane Wade, który zgromadził na swoim koncie 23 "oczka", 2 zbiórki oraz 8 kluczowych podań. Na wysokim poziomie zagrał również trzeci z wielkiej trójki, Chris Bosh. CB1 walczył do samego końca i ostatecznie zdobył 19 punktów i zebrał 10 piłek. Miami nie utrzymywałoby się jednak w grze, gdyby nie fantastycznie dysponowany Mario Chalmers, który uzyskał 15 "oczek" (4/6 za 3), 4 zbiórki oraz 2 asysty.