Miami Heat pokonują Dallas Mavericks po fantastycznym meczu

Dodano: 6 czerwca 2011 04:56
Miami Heat pokonują Dallas Mavericks po fantastycznym meczu
Adam Więckowski, Informacja własna
Obraz własny

Dzisiejszej nocy przyszło nam być świadkami kolejnego bardzo wyrównanego spotkania. Tym razem minimalnie lepsi okazali się koszykarze Miami Heat, pomimo iż piłkę w samej końcówce mieli w rękach zawodnicy Dallas Mavericks. Tym samym, podopieczni Erika Spoelstry objęli prowadzenie w Wielkim Finale.

Od samego początku obie ekipy forsowały bardzo szybkie i agresywne tempo. Mecz rozpoczął się od mocnego uderzenia przyjezdnych, którzy wyszli na parkiet bardzo zmotywowani. Niezawodny Mike Bibby uciszył zgromadzoną w hali publiczność i bez najmniejszego problemu trafił zza łuku. Gospodarze nie pozostali jednak dłużni, ponieważ szybko do głosu doszli liderzy Mavs. Niezawodny Dirk Nowitzki dwukrotnie trafił z półdystansu, a największy weteran po stronie gospodarzy, Jason Kidd, umieścił piłkę w koszu po rzucie zza linii 7.24m. Spotkanie nabierało coraz większego tempa i w mgnieniu oka gospodarze zdołali uzyskać pięciopunktową "zaliczkę". Jak to miało miejsce w poprzednim meczu, i tym razem bardzo dobrze spisywał się Stevenson, który z czystej pozycji trafił zza łuku i wyprowadził Mavs na wyżej wspomniane prowadzenie. W tym samym momencie urazu łuku brwiowego nabawił się Chris Bosh i trener Miami Heat musiał wziąć "czas". Po powrocie na parkiet po niedługiej przerwie sytuacja na boisku nieznacznie się zmieniła. Przez cały czas utrzymywało się wysokie tempo, jednak tym razem ze wskazaniem na drużynę Erika Spoelstry. Przyjezdni szybko zabrali się do odrabiania strat i za sprawą między innymi doskonałej akcji 2+1 w wykonaniu Chrisa Bosha oraz licznych udanych szybkich atakach, koszykarze z Miami zdołali dojść rywala, a nawet wyjść na trzypunktowe prowadzenie. Warto zauważyć, że taka sytuacja miała miejsce podczas nieobecności Dirka Nowitzkiego, który został zmieniony przez Stojakovicia. Peja nie pokazał jednak nic nadzwyczajnego i szybko byliśmy świadkami zmiany powrotnej. Na efekty nie trzeba było długo czekać, ponieważ gospodarze w błyskawicznym tempie odrobili straty i wydawało się, że będą w stanie jeszcze objąć prowadzenie przed zakończeniem pierwszej części meczu. Sprawy w swoje ręce wziął jednak LeBron James i w swoim stylu demolował obronę gospodarzy. Najpierw w niezwykle efektowny sposób zapakował piłkę do kosza, a dosłownie chwilę później był autorem kolejnej akcji, w której został faulowany i bez problemu dodał 2 punkty z linii rzutów wolnych. Swoje "trzy grosze" wtrącił również Chalmers, który popisał się buzzer beater'em poprzez niewiarygodny rzut z połowy boiska. Tym samym, koszykarze Miami wyszli na najwyższe prowadzenie do tej pory i następną kwartę rozpoczynali z siedmiopunktową "zaliczką".

Druga kwarta rozpoczęła się od bardzo mocnego uderzenia przyjezdnych. Po doskonałym podaniu LeBrona Jamesa kolejny raz zza łuku trafił Mario Chalmers. Chwilę później po dwa punkty zdobyły oba zespoły i zaczęliśmy być świadkami bardzo nerwowej i nieskutecznej gry. Złą passę przełamał dopiero Dirk Nowitzki, który w niewiarygodny sposób ominął obrońców i kontuzjowaną ręką trafił do kosza. Pomimo tej efektownej akcji, na parkiecie nadal panował ogromny chaos. Obie ekipy raziły prostymi błędami i traciły piłkę w bardzo prosty i nieprzystający na Wieli Finał sposób. Na kolejne przełamanie trzeba było trochę poczekać, jednak było warto. Kolejny raz głównym bohaterem został Dirk, który popisał się świetną akcją 2+1 po faulu Millera. Chwilę później pierwsze punkty dla Miami od dłuższego czasu zdobył Dwyane Wade i wydawało się, że ponownie będziemy świadkami szybkiej i skutecznej gry. Nadzieje prysły jednak niczym bańka mydlana po tym jak w przepiękny sposób Dirk zablokował Chrisa Bosha i kolejny raz nie zobaczyliśmy piłki w koszu. Następne akcje były podobne do poprzednich, ponieważ koszykarze żadnej z drużyn nie potrafili trafić z najłatwiejszych pozycji i wynik spotkania nie ulegał zbyt często zmianie. Sprawy w swoje ręce wziął w końcu Dwyane Wade, który był wyraźnie sfrustrowany sytuacją na parkiecie. Najpierw w spektakularny sposób zablokował Jasona Terry'ego, a chwilę później w bardzo efektownie wpakował piłkę do kosza. W budowaniu przewagi swój wkład miał również LeBron James, który kolejny raz był faulowany i nie miał problemu z dopisaniem dwóch punktów z linii rzutów osobistych. Koszykarze Dallas zupełnie nie potrafili odpowiedzieć na poczynania przyjezdnych i musieli się uciec do przerwy na żądanie. Krótki odpoczynek bardzo dobrze i pobudzająco wpłynął na podopiecznych Ricka Carlisle'a.Najpierw popisali się doskonałą obroną, co doprowadziło do straty Miami, a dosłownie chwilę później swój pierwszy dystansowy rzut trafił Dirk Nowitzki i przewaga Heat szybko się zmniejszała. Dosłownie kilkanaście sekund później kolejne punkty dołożyli z rzutów wolnych Jason Terry oraz Shawn Marion i do nadrobienie pozostało zaledwie 6 "oczek". Miami zdołało odpowiedzieć zaledwie dwoma punktami z linii rzutów osobistych za sprawą Wade'a, jednak już chwilę później Dwyane faulował Jasona Kidda przy rzucie i najbardziej doświadczony gracz w ekipie gospodarzy zniwelował straty do zaledwie 5 punktów. Tym samym, zawodnicy schodzili na przerwę przy wyniku 47:42.

Koszykarze Mavericks wyszli na parkiet wyraźnie nieskoncentrowani. Bardzo szybko stracili 6 punktów i przewaga Miami ponownie urosła do dwucyfrowych rozmiarów. Przyjezdni nie mieli najmniejszych problemów ze zdobywaniem kolejnych punktów i Rickowi Carlisle'ie nie pozostało nic innego, jak wziąć przerwę na żądanie. Warto dodać, że nareszcie na przyzwoitym poziomie swoją grę rozpoczął Chris Bosh, który na początku trzeciej kwarty trafił dwa ważne rzuty. Po "czasie" koszykarze Mavs popełniali kolejne błędy. W bardzo prosty sposób zgubili piłkę na połowie przeciwnika i szybką kontrę w efektowny sposób zakończył LeBron James. Tym samym przyjezdni rozpoczęli tę kwartę run'em 8:0 i wyraźnie powiększyli swoją przewagę. Jednak jak to miało miejsce w poprzednich meczach, tym razem nie było inaczej i sytuacja zmieniła się jak w kalejdoskopie. Gospodarze szybko się pozbierali i zaczęli regularnie niwelować straty. Tyson Chandler w fantastyczny sposób zablokował Chrisa Bosha, kolejne punkty z półdystansu zdobył Dirk i Shawn Marion, a zza łuku trafił Jason Kidd. Przewaga zmalała do 7 "oczek" i szkoleniowiec Miami od razu zdecydował się na wzięcie "czasu". Ku uciesze publiczności, przerwa rewelacyjnie zadziałała na gospodarzy. Kolejną doskonałą akcją popisał się Dirk Nowitzki i zapisał na swoim koncie bardzo ważne 3 punkty. Koszykarze Mavericks nie ustawali w licznych atakach. Z nieprawdopodobnych pozycji trafiał Dirk, szybkie punkty z kontry zdobywał Marion, dwukrotnie został zablokowany Anthony, Chandler trafił spod kosza i gospodarze doprowadzili do remisu ! Chciałoby się powiedzieć, że historia lubi się powtarzać. Miami kolejny raz zmarnowali całą przewagę i nadzieja na kolejny sukces powróciła do serc wszystkich kibiców Dallas Mavericks. Kanonada w Dallas trwała jednak dalej. Dwie "trójki" trafili James i Chalmers i wydawało się, że Miami powróciło do odpowiedniego rytmu. Tajemnica sukcesu była ukryta w Dirku Nowiztkim, który podczas tych akcji przebywał na ławce rezerwowych. Szybko powrócił jednak na parkiet i od razu zza łuku trafił Jason Terry. Do końca trzeciej kwarty pozostało bardzo niewiele czasu i na parkiecie już prawie nic się nie zmieniło. Dallas zniwelowali sporą część strat i do nadrobienia pozostały zaledwie 3 punkty. Przed ostatnią odsłoną meczu ciężko było wyłonić kandydata do zwycięstwa.

Czwarta kwarta rozpoczęła się od nietypowej sytuacji, ponieważ jeden z kibiców wylał napój na parkiet i mecz musiał zostać przerwany. Po kilkuminutowej przerwie nareszcie przełamał się JJ. Barea, który trafił zza łuku, co było idealną odpowiedzią na szybkie punkty LeBrona Jamesa. Tym samym, przewaga Miami stopniała do 2 "oczek" i atmosfera w hali była coraz bardziej gorąca. Chwilę później jeden punkt z rzutów wolnych dołożył Chris Bosh, jednak koszykarze z Dallas nie pozostali dłużni. Któryś  raz z kolei doskonale zachował się Dirk Nowitzki i w niewiarygodny sposób trafił kolejną "trójkę". Tym samym Mavs całkowicie zniwelowali straty i na tablicy wyników widniał remis. Taka sytuacja nie utrzymywała się jednak zbyt długo. Dobra obrona przyjezdnych zaprocentowała w ataku i koszykarze z Miami błyskawicznie uzyskali siedmiopunktową przewagę. Warto dodać, że bardzo dobry meczu rozgrywał Mario Chalmers, który kolejny raz trafił zza łuku. Wszyscy doskonale pamiętamy jak Mavs zdołali odrobić 15 punktów, więc 7 nie powinno stanowić problemu. Gospodarze doszli Miami na 3 "oczka" za sprawą fantastycznej gry Dirka Nowitzkiego. Swój wkład w taki rozwój wypadków miał również Tyson Chandler, który w niewiarygodny sposób dobił niecelny rzut jednego z partnerów z zespołu. Na niecałe 5 minut przed końcem meczu na tablicy widniał wynik 81:78 i trener Miami Heat poprosił o kolejną przerwę. Po chwili odpoczynku Mavericks wrócili podwójnie zmotywowani i w błyskawicznym tempie nadrobili straty do Miami i kolejny raz doprowadzili do remisu ! Dirk Nowitzki trafiał z niewiarygodnych pozycji (polecam obejrzeć powtórki), dodatkowo zdobył kilka bardzo ważnych punktów z linii rzutów wolnych i na niecałą minutę przed końcem na tablicy widniał remis 86:86. W odpowiedzi na poczynania gospodarzy z półdystansu trafił Chris Bosh i wyprowadził Miami na dwupunktowe prowadzenie. W następnej akcji niespodziewanie zawiódł Dirk Nowitzki,  który niecelnie podał do Jasona Terry'ego i piłka opuściła boisko. Warto jednak zauważyć, że Dirk był w tej akcji agresywnie podwajany. W kolejnej akcji nieskuteczni okazali się być koszykarze z Miami, jednak jak się później okazało, nie miało to większego wpływu na rezultat całego pojedynku. Na 4.4 sekundy przed końcem meczu piłka powędrowała do Dirka Nowitzkiego, jednak tym razem Niemiec był doskonale kryty przez Haslema i nie zdołał doprowadzić do remisu. Tym samym koszykarze Miami Heat wygrali ten pojedynek 88:86 i wyszli na prowadzenie w całej serii.Kolejny raz najlepszym zawodnikiem Dallas Mavericks okazał się być Dirk Nowitzki. Lider Mavs był bliski w pokonania Miami w pojedynkę, jednak w kluczowej akcji meczu nie trafił do kosza. W całym spotkaniu zgromadził na swoim koncie 34 punkty (15 w czwartej kwarcie), 11 zbiórek, jedną asystę oraz 3 bloki. W ofensywie najlepiej wspierał go Jason Terry, który dołożył od siebie 15 "oczek" oraz 3 zbiórki.  Na niezłym poziomie zaprezentował się również największy weteran w zespole gospodarzy, Jason Kidd. Rozgrywający Mavs uzyskał 9 punktów, 6 zbiórek i rozdał 10 kluczowych podań. Poniżej oczekiwań zagrał tym razem Shawn Marion, który trafił zaledwie 4 spośród 12 rzutów i zebrał tylko 4 piłki.W drużynie Miami najlepszy okazał się być Dwyane Wade, który potrafił trafić w najważniejszych momentach w meczu. Flash uzyskał 29 punktów, 11 zbiórek oraz 3 asysty. Tym razem na wyżyny swoich umiejętności nie wspiął się LeBron James, który zagrał zdecydowanie poniżej swojej średniej punktowej. LBJ zgromadził na swoim koncie 17"oczek", jednak rozdał aż 9 kluczowych podań i to głównie dzięki niemu koszykarze Miami mogli rzucać z klarownych pozycji. Należy również wspomnieć o Chrisie Boshu, który na przestrzeni całego meczu zagrał, delikatnie mówiąc, nie najlepiej. Nie można jednak odmówić mu wpływu na końcowy sukces, ponieważ to właśnie on był autorem ostatniego rzutu, dzięki któremu przyjezdni wyszli na dwupunktowe prowadzenie, którego nie oddali już do końca spotkania. Na pochwałę zasługuję również Mario Chalmers, który w kluczowych momentach potrafił trafić z dystansu. W sumie zdobył 12 punktów, zebrał 4 piłki oraz był autorem dwóch kluczowych podań. Trzeba również wspomnieć o Udonisie Haslemie, który pomimo problemów z faulami, stał się jednym z bohaterów Heat. W ostatniej akcji pojedynku dosknoale "przykrył" Dirka Nowitzkiego i nie pozwolił, aby Niemiec zdobył kolejne punkty i doprowadził do remisu.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp