Marcin Gortat twarzą Phoenix Suns?

Dodano: 5 czerwca 2011 20:04
Marcin Gortat twarzą Phoenix Suns?
Cezary Szwarc, suns.com
WikiMedia
Amerykański dziennikarz polskiego pochodzenia – Adam Kościelak, piszący zwykle dla jedenj z bardziej znanych stron traktujących o sporcie w USA, napisał kilka dni temu spory artykuł, w który bardzo odważnie zadaje pytanie „Czy Marcin Gortat może stać się w najbliższych latach twarzą organizacji Phoenix Suns?”. Artykuł pojawił się na głównej stronie internetowej Suns i obudził wielką dyskusję wśród kibiców z Arizony:Nienawidzę tego mówić, ale tak już jest – Steve Nash nie będzie liderem i twarzą organizacji na zawsze... Prawdopodobnie odejdzie na emeryturę już w najbliższych latach, zostawiając po sobie ogromną dziurę, nie tylko na pozycji rozgrywającego, ale również na stanowisku lidera zespołu.Bez wątpienia Suns zaczną wtedy szukać szansy odbudowy w wysokich wyborach w drafcie, jednak jest to proces dosyć dlugotrwały, a w międzyczasie pierwsze skrzypce w zespole może wtedy odgrywać... Marcin Gortat.Jeśli oglądaliście w tym sezonie mecze Słońc przed pozyskaniem Gortat i już po jego transferze z Orlando Magic, pewnie wiecie co mam na myśli. Jeśli jednak śledziliście ten sezon tylko z grubsza, a pseudonim „Polish Hammer” nic Wam nie mówi, to pewnie chcecie mnie już wyśmiać – zaczekajcie...Pewnie słyszeliście (nie mogliście nie usłyszeć) już wiele razy w tym roku, jak to Channing Frye i Jared Dudley zaliczają właśnie najlepszy sezon w swoich dotychczasowych karierach. W tym wielkim szumie wszyscy zapomnieli jednak, że pochodzący z Polski środkowy bił obu tych panów na głowę pod względem statystycznym w tych rozgrywkach.Nowy nabytek Suns w ogólnym rozrachunku „flirtował” ze średnimi na poziomie double-double na mecz, notując 13 punktów i 9.3 zbiórki w czasie swoich występów dla ekipy z Phoenix.Co ciekawe Gortat, dla którego przeskok z roli dalekiego rezerwowego w Orlando, na grającego po ponad 30 minut w każdym meczu głównego centra drużyny, zaliczał postęp z każdym kolejnym miesiącem gry pod okiem Alvina Gentry'ego. W marcu i kwietniu Polak notował już przeciętnie 15 punktów i 10 zbiórek w każdym starciu, co pozwalało mu przewodzić w obu tych statystykach swojemu zespołowi. Warto pamiętać, że podobne średnie zaliczają np. Andrew Bynum, czy Marc Gasol, czyli sama czołówka podkoszowych NBA.Oczywiście wielu z Was powie teraz, że Gasol, czy Bynum nie mają obok siebie Steve'a Nasha, o którym nawet sam Marcin mówił, że kreuje dla niego większość sytuacji strzeleckich. Tutaj też mam jednak argument świadczący na korzyść MG4, bowiem najlepsze statystyki zaliczał On w miesiącach, kiedy Steve Nash najczęściej opuszczał spotkania z powodu licznych kontuzji.Zapowiadający ciężką pracę podczas offseasonu Gortat mówi o skupieniu się nad techniką w grze tyłem do kosza i ustabilizowaniu swojego rzutu z półdystansu, w którym i tak zaliczył już niebywały progres w stosunku do pierwszych, stresujących pojedynków w barwach Suns. Wszystko to ma właśnie na celu usamodzienienia się i stopniowego odstępowania od opierania swojej gry na legendarnym playmakerze...Dobra, załóżmy, że doszliśmy teraz do wniosku, że Marcin jest w stanie – statystycznie – prowadzić całą ekipie Suns. Teraz rodzi się jednak kolejne pytanie. Czy jest jednak w stanie pełnić w niej funkcję lidera? Do tego potrzebne są bowiem nie tylko umiejętności boiskowe, ale też spory autorytet wśród kolegów z drużyny i silna psychika.Być może zostanę teraz oskarżony o faworyzowanie swojego rodaka, jednak szczerze sądzę, że takie coś jest możliwe. Pamiętam bowiem sytuację, gdy „Polish Hammer” zaraz po wejściu do szatni po jednym z jego pierwszych pojedynków w nowym zespole, rzucił w stronę swoich kolegów: „Słuchajcie panowie, oczekuję od Was, że następnym razem bardziej skupicie się na obronie”. Wśród wielu dziennikarzy zostało to odebrane, jako narzekanie „świeżego”, które nie powinno mieć w ogóle miejsca. Sami zawodnicy mieli jednak na ten temat zupełnie inne zdanie. Wielu z nich w rozmowie z reporterami wspominało wręcz, że słowa nowego gracza, swiadczyły o jego odwadze, determinacji i naprawdę pomogły im polepszyć swoją grę w destrukcji.Jeśli więc Gortat utrzyma swoje wyśmienite tempo rozwoju, to w najbliższym czasie wszyscy mogą zapomnieć już o przypisanym mu określeniu „najlepszy rezerwowy center w lidze” i zaczną zauważać w nim prawdziwą gwiazdę NBA lub przynajmniej traktować go jako twarz organizacji z Phoenix.Nieźle, jak na koszykarza wybranego z 57-ym numerem w drafcie.
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp