Mavericks pokonują Heat - niewiarygodna końcówka w Miami
Co za mecz ! Dallas Mavericks w niewiarygodnych okolicznościach pokonali Miami Heat. Mavs przegrywali w czwartej kwarcie już nawet piętnastoma punktami, jednak kolejny raz pokazali, że nie ma rzeczy niemożliwych i w samej końcówce za sprawą Dirka Nowitzkiego udało im się poskromić faworyzowany zespół z Miami.Przyjezdni pokonali zespół Erika Spoelstry 95:93.
Od samego początku obie drużyny grały bardzo nerwowo. Ich akcje trwały bardzo krótko i łatwo było w nich o niepotrzebne straty. Z ogromną presją nie radził sobie Jason Kidd, który na przestrzeni kilku minut dwukrotnie zgubił piłkę. Jednak wraz w upływem czasu sytuacja na parkiecie ustabilizowała się i ponownie mogliśmy być świadkami koszykówki w najlepszym wykonaniu. W zespole gospodarzy szalał Dwyane Wade, który kolejnymi efektownymi akcjami i podaniami wzbudzał ogromny entuzjazm na widowni. Przy wyniku 12:9 dla Mavs, Dirk Nowitzki opuścił parkiet (gra z kontuzją palca lewej ręki) i sytuacja na boisku diametralnie się zmieniła. Bardzo szybko do głosu doszli koszykarze Miami i w błyskawicznym tempie zdobyli pięć punktów i wyprowadzili swój zespół na nieznaczne prowadzenie. Rickowi Carlisle nie pozostało nic innego, jak wziąć czas i szybko zmotywować swoich graczy do lepszej obrony i skuteczniejszej gry pod atakowaną tablicą. Krótka przerwa okazała się bardzo dobrym pomysłem, ponieważ koszykarze Mavericks nie pozwolili, aby podopieczni Erika Spoelstry szybko im odskoczyli i przez cały czas trzymali się blisko swojego przeciwnika. Nie było to jednak łatwe, ponieważ doskonale spisywali się liderzy Heat, którzy tworzyli wiele fantastycznych akcji i w niezwykle efektowny sposób zdobywali kolejne punkty. Jednak po powrocie Dirka Nowitzkiego na parkiet drużyna Mavs zyskała niezbędną "świeżość" i w błyskawicznym tempie odrobiła nieduże straty do gospodarzy. Tym samym pierwsza część meczu zakończyła się remisem 28:28 i wszyscy z niecierpliwością oczekiwali na kolejną odsłonę tego pojedynku. Najlepiej w pierwszych dwunastu minutach zaprezentował się LeBron James, który zdobył 8 punktów i zebrał aż 5 piłek. Warto dodać, że był również autorem najładniejszego zagrania w tej części pojedynku. LB6 w niewiarygodny sposób dobił niecelny rzut Bibby'ego, który nieskutecznie próbował swoich sił zza łuku.
Druga odsłona meczu rozpoczęła się wyjątkowo efektownie. Wcześniej wspominany LeBron James w niewiarygodny sposób (odchylony i rzut przez ręce) trafił w ostatniej sekundzie akcji, co tylko jeszcze bardziej "podgrzało" atmosferę na trybunach. Jednak ku zaskoczeniu fanów zgromadzonych w American Airlines Arena, koszykarze Mavs szybko wyszli na prowadzenie. Za sprawą bardzo dobrej gry w defensywie i długo tworzonych, dobrze przemyślanych akcji w ofensywie, Mavericks na czele z Dirkiem uzyskali czteropunktową zaliczkę. Erik Spoelstra nie mógł przystać na taki obrót spraw i od razu wziął czas. Po powrocie na parkiet byliśmy świadkami bardzo nerwowej i nieskutecznej gry w wykonaniu obydwu drużyn. Oba zespoły bardzo chciały zdobyć punkty zza łuku, jednak żadna z ekip nie potrafiła się odpowiednio wstrzelić (zawiódł m.in Terry oraz Chalmers). Pomimo takiego obrotu spraw, przyjezdni potrafili utrzymać swoją przewagę, a nawet ją nieznacznie powiększyć. Warto dodać, że w krótkiej chwili słabości gospodarzy na parkiecie nie było LeBrona Jamesa. Na szczęście dla kibiców "Żarów", Dwyane Wade wrzucił "wyższy bieg" i wziął sprawy w swoje ręce. W błyskawicznym tempie zniwelował straty zespołu do jednie dwóch "oczek" i spowodował, że trener Mavs musiał skorzystać z przerwy na żądanie. Krótki odpoczynek zadziałał bardzo motywująco na podopiecznych Ricka Carlisle'a i koszykarze Mavs w mgnieniu oka uzyskali dziewięciopunktową przewagę, najwyższą w całym spotkaniu. Konsekwencja w obronie i ataku przyniosła zamierzone rezultaty i zawodnicy z Dallas mogli cieszyć się ze sporej "zaliczki". Ich radość nie trwała jednak długo, ponieważ Mavs nie zdobyli ani jednego punkty w przeciągu ostatnich trzech minut drugiej kwarty. W przeciwieństwie do Mavericks, znakomitą końcówkę rozegrało Miami Heat z Dwyane'm Wade'm na czele. "Żary" mogły się pochwalić run'en 9:0 i poprzez znakomitą grę w obronie błyskawicznie odrobili straty i doprowadzili do remisu 51:51. Taki obrót spraw miał miejsce głównie dzięki Wade'owi, który w tej części meczu zdobył aż 5 punktów (raz trafił zza łuku). Dwyane mógł schodzić na przerwę bardzo zadowolony, ponieważ do tej pory zapisał na swoim koncie 21 "oczek" (9/13 z gry), 2 zbiórki oraz 3 asysty. W szeregach Mavericks najlepiej spisywał się Shawn Marion, który uzyskał 10 punktów, 4 zbiórki i 2 kluczowe podania.Trzecia kwarta rozpoczęła się równie efektownie jak druga. LeBron James w niezwykle spektakularny sposób "zapakował" piłkę do kosza i w błyskawiczny sposób wyprowadził Miami na minimalne prowadzenie. W przeciwieństwie do LeBrona i spółki, koszykarze Dallas rozpoczęli tę część meczu w fatalny sposób, na parkiet wyszli zdecydowanie nieskoncentrowani i skutkowało to kilkoma banalnymi stratami. Podopieczni Erika Spoelstry nie mogli zmarnować tak dogodnych sytuacji do zdobycia punktów i szybko wyszli na pięciopunktowe prowadzenie. Wliczając poprzednią kwartę, Miami mogło się pochwalić serią 15:1. Po przerwie koszykarze Dallas wrócili do gry i regularnie starali się odrabiać straty. Za sprawą nieustępliwości Chandlera i dobrej gry Mariona, Mavs cały czas trzymali się blisko przeciwnika. Jednak kolejne niepewne zagrania Kidda i wyraźnie słabsza gra Nowitzkiego doprowadziła do wielu kłopotów w ofensywie. Dodatkowo regularnie zza łuku trafiał Bibby i to między innymi dzięki niemu Miami nie pozwoliło na odrobienie strat. Cały czas doskonale spisywał się Dwyane Wade, który bez problemów co chwilę umieszczał piłkę w koszu. Pomimo ogromnych chęci przyjezdnych, gospodarze dzięki ostrej grze w obronie i skutecznej w ataku wyszli na dziesięciopunktowe prowadzenie. Swój wkład w korzystną sytuację Heat miał również Anthony, który na przestrzeni bardzo krótkiego czasu dwukrotnie zablokował przeciwnika. Do samego końca tej części meczu koszykarze Dallas starali się odrobić straty, robili to w miarę skutecznie, ponieważ przewaga Miami wynosiła już zaledwie 4 punkty. Warto dodać, że w samej końcówce trzeciej kwarty fantastycznym "dunkiem" popisał się LeBron James, który dosłownie przeleciał nad Dirkiem Nowitzkim.
Ostatnia odsłona meczu nie najlepiej zaczęła się dla Mavs, ponieważ urazu nabawił się Haywood i musiał opuścić parkiet. Z drugiej strony koszykarze Dallas zdobyli kolejne bardzo ważne punkty i przewaga Heat zmalała do dwóch "oczek". Jak to jednak miało miejsce we wcześniejszych fazach spotkania, liderzy Miami ponownie wzięli sprawy w swoje ręce i nie pozwolili, aby przyjezdni doprowadzili do chociażby remisu. Dzięki kolejnym fantastycznym zagraniom Jamesa i Wade'a, gospodarze kolejny raz powiększyli swoją przewagę i nie wyglądało, że prędko ją oddadzą. Koszykarze z Dallas zupełnie się pogubili i nie radzili sobie z bardzo dobrą obroną Miami. Mavericks notorycznie tracili piłkę lub nie trafiali z czystych pozycji. Gospodarze wskoczyli na "najwyższe obroty" i wychodziło im dosłownie wszystko. Dwyane Wade w niewiarygodny sposób mijał kolejnych obrońców i jedyne co im pozostawało, to uciekać się do kolejnych fauli. W błyskawicznym tempie przewaga Miami regularnie rosła i na 7 minut przed końcem meczu Heat mogli pochwalić się 15punktową zaliczką (run 13:0). Jak to miało miejsce praktycznie w całym pojedynku, sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. W następnych niecałych 4 minutach Mavs zanotowali run 8:0 i zmniejszyli przewagę do 7 "oczek". W następnych akcjach podopieczni Erika Spoelstry zupełnie się zablokowali i zdobywali punkty jedynie z linii rzutów wolnych. W przeciwieństwie do Miami, zespół z Dallas przeżywał "drugą młodość" i prawie całkowicie zniwelował straty. Na trochę ponad 3 minuty przed końcem meczu numer 2, z 15punktowej przewagi pozostały zaledwie 4 "oczka". W kluczowym momencie podanie powędrowało do Chrisa Bosha, który zupełnie się pogubił i wyszedł z piłką poza boisko. W odpowiedzi na akcje Miami kolejne punkty zdobył Nowitzki i zniwelował straty do zaledwie 2 punktów. Koszykarze Heat podczas kolejnych akcji zagrali bardzo nieskutecznie. LeBron James dwukrotnie nie trafił z dystansu, co doskonale wykorzystali przyjezdni. Kolejny raz puktował Dirk Nowitzki i na niecałą minutę przed końcem pojedynku na tablicy wyników widniał remis 90:90. Po przerwie dla Erika Spoelstry, Dwyane Wade spróbował swoich sił z dystansu, jednak i tym razem piłka nie znalazła drogi do kosza.W odpowiedzi kolejny raz znakomicie spisał się lider Mavs, Dirk Nowitzki, który trafił zza łuku i wyprowadził swoją drużynę na trzypunktowe prowadzenie. Nie był to jednak koniec emocji, ponieważ za 3 punkty trafił wcześniej mało widoczny, Mario Chalmers, i na tablicy ponownie widniał remis. Warto odnotować, że do końca meczu pozostało niespełna 25 sekund i sprawa końcowego zwycięstwa była nadal otwarta. W kluczowej akcji piłka powędrowała do Dirka Nowitzkiego, któremu udało się ominąć Chrisa Bosha i umieścić piłkę w koszu. Swoich sił próbował jeszcze Dwyane Wade, jednak jego rzut z połowy okazał się nieskuteczny. Tym samym, po niewiarygodnej końcówce ze spotkania zwycięsko wyszli koszykarze Mavericks i wyrównali stan rywalizacji w wielkim finale.
W szeregach gospodarzy zdecydowanie najlepiej zaprezentował się Dwyane Wade, jednak jak doskonale widzieliśmy, i to było za mało. Wade zgromadził na swoim koncie 36 punktów, 5 zbiórek, 6 asyst oraz 2 bloki. W ofensywnie najlepiej wspierał go LeBron James, który nie zagrał jednak zbyt udanego spotkania. LB6 uzyskał 20 "oczek", 8 razy zebrał piłkę oraz rozdał 4 kluczowe podania. Kolejny raz zdecydowanie poniżej oczekiwań spisał się Chris Bosh. Trafił zaledwie 4 spośród 16 rzutów, a dodatkowo stracił piłkę w kluczowym momencie meczu. Dziwić może fakt, że Erik Spoelstra w ogóle nie skorzystał z takich koszykarzy jak Jones, Howard, House czy Dampier. Ich rola mogłaby się okazać kluczowa w końcówce spotkania, jednak trener nie zdecydował się na wprowadzenie żadnego z nich na boisko.Kolejny raz wielkim bohaterem w ekipie Mavs okazał się być nie kto inny, jak Dirk Nowitzki. Nie rozegrał świetnego spotkania pod względem skuteczności (10/22 z gry), ale to właśnie on trafił dwukrotnie w kluczowych momentach i przechylił szalę zwycięstwa na stronę swojej drużyny. Przez cały czas bardzo dobrze wspierał go Shawn Marion, który zapisał na swoim koncie 20 punktów, 8 zbiórek oraz 3 asysty. Nieźle zaprezentował się także kluczowy rezerwowy Mavs, Jason Terry. Tym razem zdołał zdobyć 16 "oczek" oraz rozdać 5 kluczowych podań. Spory wpływ w końcowy sukces miał również Stevenson, który trzykrotnie trafił z dystansu. Poniżej oczekiwań zaprezentował się natomiast JJ Barea, który trafił zaledwie 2 rzuty."To było naprawdę coś niezwykłego" - skomentował po meczu Dirk Nowitzki. "Wróciliśmy z dalekiej podrózy, ale tak jak wcześniej mówiłem, nigdy się nie poddajemy i zawsze walczymy do samego końca. Jestem bardzo zadowolony.""Zagraliśmy bardzo źle w końcówce" - powiedział Dwyane Wade. "Nie pokazaliśmy naszych prawdziwych możliwości i skończyło się to dla nas w najgorszy możliwy sposób.""Nie jesteśmy w szoku, jesteśmy po prostu rozczarowani" - powiedział jeden z antybohaterów spotkania, Chris Bosh. "Wiemy, że stać nas na więcej i nie pozostaje nam nic innego, jak skupić się na następnym meczu i go po prostu wygrać."