Król pozostał na tronie - relacja z meczu Asseco Prokom Gdynia vs PGE Turów Zgorzelec
Na ten pojedynek koszykarska Polska ostrzyła sobie zęby. Wszystko dlatego, że po raz pierwszy od dłuższego czasu zanosiło się na to, że gdynianie nie obronią Mistrzostwa Polski. Podopieczni Tomasa Pacesasa jednak, podobnie jak w siedmiu poprzednich latach nie zawiedli i dzięki zwycięstwu 76:71 sięgnęli po złoty medal.
Co ciekawe, o triumfie w dużej mierze zadecydowała już pierwsza kwarta.
To właśnie wtedy podrażnieni i żądni sukcesu gracze Asseco Prokomu wręcz zdominowali rywala i momentalnie odskoczyli na kilkanaście punktów. Gdynianie grali w tym czasie tak, jak za najlepszych czasów. W obronie konsekwentnie odcinali najlepszych strzelców Turowa, a w ofensywie popisywali się całym szeregiem skutecznych zagrań. Taka postawa była w dużej mierze efektem świetnej zespołowej współpracy jaką zaprezentowali gospodarze. Wobec takich wydarzeń podopieczni Jacka Winnickiego długo byli bezradni, czego efektem było raptem 9 „oczek” zdobytych w pierwszych 10 minutach.
Zgorzelczanie otrząsnęli się dopiero w drugiej kwarcie, kiedy to mozolnie zaczęli odrabiać straty. Ich największym sukcesem było to, że powstrzymali inwazję miejscowych. Dzięki temu sami mogli zacząć myśleć o przejęciu inicjatywy o pomniejszaniu strat. W szeregach Turowa po raz kolejny duże słowa pochwały należy skierować pod adresem Daniela Kickerta, który jako jeden z nielicznych nie zawiódł w tej decydującej batalii. W poniedziałkowy wieczór miał jednak do dyspozycji pomocnika. Mowa o Davidzie Jacksonie, który w całym meczu zanotował jedynie punkt mniej od Australijczyka. Tyle, że to wszystko było zdecydowanie za mało i jeśli Turów myślał o ponownym włączeniu się do walki o prymat nad Wisłą, po przerwie musiał wykrzesać z siebie 120 procent.
Jednakże po zmianie stron, choć Turów prezentował się co najmniej nieźle, nie wskórał swego. Wszystko dlatego, że gdynianie cały czas pozostawali czujni i nie pozwalali przeciwnikowi w pełni rozwinąć skrzydeł. Na poczynania podopiecznych trenera Winnickiego momentalnie odpowiadali Ronnie Burrell czy Daniel Ewing. Swoje trzy grosze dorzucił także Krzysztof Szubarga, który w finałowych starciach swoją postawą nawiązał do najlepszych lat kariery. Dzięki temu, przed ostatnią „ćwiartką” tego sezonu, to Asseco Prokom wygrywał 50:41i był znacznie bliżej upragnionego złota.
W trakcie decydującej kwarty emocji nie brakowało. Ambitni zgorzelczanie do końca próbowali walczyć choćby o remis i nie poddawali się mimo niesprzyjających okoliczności. Tym razem jednak, zabrakło im czasu na to, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Po morderczej walce to gospodarze utrzymali bezpieczne, kilkupunktowe prowadzenie i wraz z końcową syreną mogli rozpocząć świętowanie ósmego tytułu Mistrza Polski z rzędu. Cała kadra Turowa natomiast, z pewnością odczuwała duży niedosyt, bowiem w tegorocznej rywalizacji była o krok od detronizacji trójmiejskiej ekipy. A tak, na pocieszenie zespołowi z nadgranicznego miasta pozostaną srebrne medale.
Asseco Prokom Gdynia – PGE Turów Zgorzelec 76:71 (24:9, 14:17, 12:15, 26:30)Asseco Prokom: Ronnie Burrell 12, Daniel Ewing 11, Courtney Eldridge 10, Krzysztof Szubarga 9, Ratko Varda 8, Filip Widenow 8, Adam Hrycaniuk 6, Qyntel Woods 5, Piotr Szczotka 5, Przemysław Frasunkiewicz 2. PGE Turów: Daniel Kickert 18, David Jackson 17, Konrad Wysocki 12, Torey Thomas 9, Michał Gabiński 6, Michael Kuebler 5, Bartosz Bochno 3, Robert Tomaszek 1, Marko Brkić 0.