Heat wychodzą na prowadzenie!

Dodano: 23 maja 2011 07:14
Heat wychodzą na prowadzenie!
Cezary Szwarc, Informacja własna
Obraz własny

Miami Heat wygrali dziś w nocy game 3 Finałów Konferencji Wschodniej z Chicago Bulls – 96-85. Dzięki temu Heat wyszli na prowadzenie 2-1 i pozostają jedyną ekipą, która w tegorocznych playoffach NBA nie odniosła porażki na własnym parkiecie.

Starcie numer 3, jak każde w tej serii przepełnione było świetnymi defensywnymi zagraniami z obu stron parkietu, przez co oba zespoły od pierwszych minut miały sporo problemów ze zdobywaniem oczek.  Po dziesięciu minutach gry wynik wynosił zaledwie 17-13 dla Heat, którym mimo nieustępliwej obrony Byków było nieco łatwiej zapisywać kolejne oczka. Głównym tego powodem było świetne dzielenie się piłką pomiędzy LeBronem Jamesem i Dwyane Wade'em, którzy nawet podwajani potrafili podawać do wolnych kolegów lub samemu urywać się obrońcom. Wtedy też, co warte odnotowania Joel Anthony miał już na swoim koncie 4 bloki i... 2 punkty. Z czasem jednak przez twardą do przebicia strefę na obwodzie, gra zaczęła opierać się bardziej na graczach podkoszowych. Pierwszy o granie w taki sposób poprosił swoich podopiecznych coach Thibodeau, który nakazał granie izolacji pod Carlosa Boozera (tylko 3 oczka w pierwszej kwarcie). Podkoszowy nie zawiódł i na starcie drugiej odsłony zdobył już punkty w czterech kolejnych akcjach. Po kilku chwilach podobną taktykę obrali Heat, a rola zdobywajacego punkty przypadała Chrisowi Boshowi. C.B również dostawał szanse do gry jeden na jednego z Gibsonem, Noahem, czy Boozerem, ale też często stawiał zasłony w odległości 7-8 metrów od kosza, po których schodził w okolice linii rzutów wolnych i często właśnie tam otrzymywał piłkę, po czym niekryty umieszczał ją w koszu. Do połowy decydującej odsłony przewaga miejscowych wciąż utrzymywała się w granicach 3-4 punktów i wydawało się, że Bulls jednym małym „runem” będą mogli przejąć kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Wtedy jednak Heat wrzucili swój najwyższy bieg, zaliczyli kilka ważnych przechwytów i w swoim stylu kończyli kontrataki po drugiej stronie parkietu. Przewaga wzrosła do 13 oczek i losy spotkania zostały przesądzone. Wśród zwycięzców najbardziej wyróżniał się najlepszy strzelec pojedynku – Chris Bosh ze swoimi 34 punktami i 5 zbiórkami. Wsparli go też oczywiście LeBron James – 22 oczka, 6 zbiórek i 10 asysty i Dwyane Wade – 17 punktów, 9 zbiórek i 3 kluczowe podania. W ekipie pokonanych najlepszym zawodnikiem był Boozer, który zaliczył imponujące double-double z 26 punktów i 17 zbiórek, w tym aż 7 na atakowanej „desce”. Derrick Rose zaliczył 20 oczek, 5 zbiórek i 5 asyst.
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp