Fatalna ofensywa Thunder, Mavs prowadzą 2:1
Słowa Tysona Chandlera o trafieniu i pobudce znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości.
Dallas Mavericks rozjuszeni zaczęli mecz z Oklahoma City Thunder, szybko wyszli na prowadzenie, którego nie oddali już do końcowej syreny. Wygrali 93:87.
Oglądanie ofensywy "Grzomtu" w tym spotkaniu było męczarnią dla oczu. Stawka spotkania chyba przerosła trochę młokosów Scotta Brooksa (bądź co bądź na tym poziomie oprócz Kendricka Perkinsa nie grał żaden z nich) i zanim się obrzejrzeli, przegrywali 42:19. To był najsłabszy zespół Thunder, jaki oglądałem w tym sezonie.
Naprawdę, nie mieli żadnych atutów w ofensywie. To nie wszystko. To nie było tak, że nie siedziały im rzuty. Oklahoma City wyglądali po prostu nieporadnie. Russell Westbrook tracił piłkę i nie miał pomysłu na zagrywki, ale szybko popełnił dwa faule i uciekł na ławkę rezerwowych. Kevin Durant pudłował jak szalony. Serge Ibaka nie trafiał spod kosza.
Z drugiej strony Mavs egzekwowali swoją grę. Dirk Nowitzki otrzymywał piłkę, albo zapewniał spacing. Korzystali z niego Jason Kidd, Jason Terry i JJ Barea. To był najcichszy mecz Niemca w tej serii, zdobył zaledwie 18 punktów, ale ofensywa Dallas i tak "płynęła". Najlepszy mecz w tych Playoffs rozegrał z kolei niespodziewanie Shawn Marion. Nie tylko wraz z "Wunderdirkiem" był najskuteczniejszym strzelcem (18), ale przede wszystkim świetnie bronił "Durantulę". To między innymi dzięki "Matrixowi" rzucił on 24 "oczka" na fatalnej skuteczności 7/22. Westbrook mimo słabej postawy uzbierał aż 30 punktów, bo to on ciągnął run Thunder w czwartej kwarcie, wraz z Jamesem Hardenem. Stracił jednak 7 piłek...
Mecz wyglądał tak, że Thunder zostali w pierwszej połowie znokautowani. 35:12, 42:19 itd. W trzeciej kwarcie dawali oznaki życia, a już w czwartej byli bliscy dojścia zespołu gości. Niestety, przy stanie 84:78 w czterech posiadaniach z rzędu nie byli w stanie powierzyć piłki Durantowi i nie trafili ani razu. Z drugiej strony delikatny jumper z prawej połówki rzucił "Jet" i było po wszystkim.
W spotkaniu mogliśmy zobaczyć, jak ogromny kredytem zaufania darzą Dirka Nowitzkiego zarówno koledzy z zespołu, jak i trener Rick Carlisle. Niemiec trafił tylko 4 z pierwszych 14 rzutów, ale wtedy ofensywa jego ekipy wciąż płynęła. Później Thunder chcieli stać się drugą drużyną w tegorocznych Playoffs, która odrobi przeciwko nim 23 punkty straty. Wtedy partnerzy nadal mu ufali. Powierzyli mu piłkę aż w 10 z 11 posiadań z rzędu, z których 3 Dirk zamienił na kosze. To wystarczyło na zatrzymanie Duranta i spółki na bezpiecznym dystansie. Ostatecznie Nowitzki zakończył mecz ze skutecznością 7/18. Thunder powinni wziąć przykład z Mavs w końcówce.
"To nasz człowiek. W czwartych kwartach będzie dotykał piłki jak często to tylko możliwe. Nawet jeżeli spudłuje, to się nie zniecheci. Ma na tyle silną wolę, że nadal będzie atakował" - mówił Carlisle.
Skuteczność Thunder z dystansu? 1/17...Mavs? 7/21.