Turów obejmuje prowadzenie
Kibice w Gdyni byli świadkami niesamowicie zaciętego spotkania. Po pierwszej połowie nieznacznie prowadzili gospodarze i wiele wskazywało na to, że to oni sięgnął po zwycięstwo. W drugiej odsłonie jednak, zgorzelczanie doprowadzili do wyrównania, a w dogrywce przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Tym samym Asseco Prokom jest o krok od utraty tytułu.
To był kolejny mecz walki między drużynami, które aspirują do zdobycia mistrzostwa. Podobnie jak w meczu numer 4 przełożyło się to na poziom samej gry, ale emocje rekompensowały wszystkie niedociągnięcia. Spotkanie zdecydowanie lepiej rozpoczęli przyjezdni, którzy szybko wyszli na prowadzenie 9:2, dając tym samym wyraźny znak, że tego wieczoru za wszelką cenę będą chcieli wygrać.
Pragnienia jednak musieli odłożyć na dalszy plan, bowiem po kilku minutach skutecznej ofensywy w szeregach Turowa nastąpiło rozprężenie, co momentalnie wykorzystali gospodarze. W ich szeregach tym razem wystąpił Qyntel Woods, który miał być tajną bronią trenera Tomasa Pacesasa. I choć Amerykanin był bardzo aktywny, to jednak jego popisy często kończyły się niecelnymi rzutami.
Nie przeszkodziło to jednak gdynianom w drugiej kwarcie na objęcie prowadzenia. Dzięki lepszej grze w obronie i „trójce” Krzysztofa Szubargi obrońcy tytułu byli lepsi o 4 „oczka”, co pozwalało im z nadzieją patrzeć w przyszłość. Nie zmieniało to jednak faktu, że Turów cały czas stąpał im po piętach, w związku z czym losy rywalizacji absolutnie nie były przesądzone.
Po zmianie stron jednak, inicjatywę przejęli goście. Za sprawą świetne dysponowanego Davida Jacksona oraz walecznego Roberta Tomaszka, podopiecznym Jacka Winnickiego udało się nie tylko odrobić straty, ale też objąć prowadzenie. Nie da się ukryć, że było to w dużej mierze efektem własnych błędów trójmiejskiej ekipy, które jak się później okazało, sporo ją kosztowały. W kontekście całej rywalizacji warto też wyróżnić Michała Gabińskiego, który zdobywając 11 punktów w znacznym stopniu pomógł drużynie w osiągnięciu sukcesu.
W decydującej batalii, zdając sobie sprawę z rangi spotkania, obie strony postawiły przede wszystkim na defensywę. Na parkiecie królowała przez to fizyczna walka i trudno było dostrzec w tym piękno koszykówki. Największe emocje zapanowały w ostatnich sekundach kiedy to zarówno Turów jak i Prokom miał szanse na przechylenie szali zwycięstwa na swoją stronę, jednak w najważniejszych momentach poszczególni gracze nie wytrzymali presji i chybili. Stało się zatem jasne, że do wyłonienia triumfatora potrzebna będzie dogrywka.
W niej to zgorzelczanie jako pierwsi wypracowali sobie większą przewagę, której bronili później do samego końca. Gdynianie choć momentami heroicznie walczyli o swoje, tym razem nie wskórali zbyt wiele. W związku z tym, równo z końcową syreną do goście mogli rozpocząć świętowanie, bowiem nie dość, że do mistrzostwa brakuje im już tylko jednej wygranej, to jeszcze kolejny mecz odbędzie się na ich terenie.Asseco Prokom Gdynia – PGE Turów Zgorzelec 79:84 (17:18, 19:13, 16:23, 12:10, d. 15:20) Asseco Prokom:: Qyntel Woods 18, Daniel Ewing 15, Adam Hrycaniuk 13, Krzysztof Szubarga 10, Ronnie Burrell 7, Ratko Varda 6, Piotr Szczotka 4, Courtney Eldridge 3, Tommy Adams 3, Adam Łapeta 0. PGE Turów: David Jackson 18, Torey Thomas 17, Konrad Wysocki 11, Michał Gabiński 11, Robert Tomaszek 11, Daniel Kickert 10, Bartosz Bochno 3, Michael Kuebler 2, Ivan Zigeranović 1.