Chicago Bulls demolują Miami Heat

Dodano: 16 maja 2011 09:15
Chicago Bulls demolują Miami Heat
Adam Więckowski, Informacja własna
Obraz własny

Pierwszy mecz Finału Konferencji Wschodniej za nami. Kibice zgromadzeni w United Center byli świadkami świetnego widowiska, które zakończyło się fantastycznym zwycięstwem gospodarzy. Faworyzowani Miami Heat byli bezradni i mogli się tylko przyglądać, jak koszykarze Chicago Bulls tworzą kolejne niezmiernie efektowne akcje.

Chicago Bulls pokonali Miami Heat 103:82.

Spotkanie nie najlepiej rozpoczęło się dla zawodników Chicago Bulls. Wyraźnie stremowani wysoką rangą meczu, nie potrafili odpowiednio dobrze skupić się na rozgrywaniu piłki. Tym samym dwie bardzo dobre akcje zapisał na swoim koncie LeBron James, który najpierw doskonale podawał do Wade'a, a potem po przechwycie zdobył punkty efektownym wsadem. Gospodarze mieli głównie problemy ze skutecznością. Pierwsza kwarta w większej jej części była rozgrywana pod dyktando koszykarzy Miami. Druga cześć meczu była już zupełnie inna. Dało się zauważyć, że podopieczni Toma Thibodeau odzyskali pewność siebie i szybko zaczęli odrabiać straty. Gospodarze grali w tym meczu bardzo zespołowo i najczęściej rzucał ten zawodnik, który był najlepiej ustawiony. I tak, regularnie punktowali Rose, Deng czy Boozer. W drugiej odłosnie spotkania, najlepszą i najefektowniejszą akcją meczu popisał się Gibson, który dosłownie przeleciał nad Wade'm i zapakował piłkę do kosza nad jego głową (polecam obejrzeć powtórki). Na przerwę koszykarze obu drużyn schodzili przy wyniku remisowym.

Po powrocie na parkiet inicjatywę całkowicie przejęli gospodarze. Doskonałą zmianę z ławki dał Taj Gibson, który dwoił się i troił, co przynosiło zamierzone efekty. Ozdobą tej części spotkania były fantastyczne bloki na zawodnikach Miami. Jako pierwszy wysoko wyskoczył Joakim Noah i w niewiarygodny sposób zablokował Wade'a. Chwilę później swoje trzy grosze wtrącił wcześniej wspominany Taj Gibson. Koszykarz wystawił bardzo wysoko ręce i nie pozwolił LeBronowi umieścić piłki w koszu. W tej kwarcie zawodnicy Chicago Bulls budowali przewagę również poprzez rzuty zza łuku. Trafiał zarówno gwiazdor zespołu, Derrick Rose, ale i Luol Deng. Ekipę "Żarów" w grze utrzymywał Chris Bosh, który dzisiaj był bezapelacyjnym liderem zespołu z Miami.

Ostatnia część spotkania była istnym popisem gospodarzy. Derrick Rose kolejnymi fantastycznymi wejściami pod kosz powodował, że obrona Miami traciła pewność siebie i zupełnie nie potrafiła sobie poradzić z podobnymi akcjami. Dodatkowo na parkiecie świetnie spisywali się Brewer i Watson, którzy również powiększali przewagę gospodarzy. Jedna z najefektowniejszych akcji meczu miała miejsce w końcowej fazie całego pojedynku. Po niecelnym rzucie zza łuku Watsona, Gibson zebrał piłkę jedną ręką w powietrzu i w niewiarygodnie efektowny sposób zapakował ją do kosza (i w tym przypadku polecam obejrzeć powtórki, ponieważ trudno to opisać). W końcówce meczu koszykarze Miami nie byli w stanie już nic zdziałać i po prostu musieli pogodzić się z bolesną porażką. Tym samym, Chicago Bulls wygrali pierwszy mecz Finału Konferencji Wschodniej i objęli w całej serii jednopunktowe prowadzenie.W drużynie gospodarzy kolejny raz najlepiej zagrał Derrick Rose. Rozgrywający Chicago Bulls zapisał na swoim koncie 28 punktów, 6 asyst oraz 1 zbiórkę. Jednak bez odpowiedniego wsparcia kolegów z drużyny, Rose nie mógłby się cieszyć z dzisiejszego zwycięstwa. Bardzo dobry mecz rozegrał Luol Deng, który uzyskał 21 "oczek", 7 zbiórek oraz 2 kluczowe podania. Na tablicach świetnie walczyli Boozer oraz Noah, którzy zebrali odpowiednio 9 i 14 piłek. Carlos do swojego dorobku dopisał 14, a Joakim 9 punktów. Na pochwałę zasługuje również kluczowy rezerwowy w tym meczu, Taj Gibson. Silny skrzydłowy Chicago zdołał zdobyć 9 "oczek, zebrać 7 piłek i rozdać 2 kluczowe podania. Należy również wspomnieć o Watsonie, który na przestrzeni niecałych 10 minut zapisał na swoim koncie 3 punkty, 2 zbiórki (na atakowanej tablicy) oraz aż 5 asyst. Warto dodać, że wszyscy koszykarze Chicago, którzy pojawili się dzisiaj na parkiecie, zdobyli punkty.Miami Heat zaprezentowało się znacznie poniżej oczekiwań. Zawiedli dwaj najlepsi zawodnicy "Żarów", którzy w sumie zdobyli zaledwie 33 punkty. LeBron James trafił zaledwie 5 na 15 prób, a Dwyane Wade 7 na 17. Niekwestionowanym liderem w tym spotkaniu był Chris Bosh. Skrzydłowy Miami zapisał na swoim koncie 30 punktów (12/18 z gry) oraz zebrał 9 piłek. Dodatkowo bardzo słabo spisała się reszta drużyny, która miała być kluczem do ogrania Chicago. Na niezłym poziomie zagrali jedynie Chalmers (9punktów, zbiórka, 3 straty) i Anthony (6 zbiórek, 3 bloki)."Ich uwaga była głównie skupiona na LeBronie i Dwyane'ie, dlatego mogłem swobodnie zdobywać punkty" - skomentował po meczu Chris Bosh. "Grają bardzo dobrze w obronie i jak wszyscy widzieli, zdobywanie łatwych punktów w ogóle nie wchodzi w grę. Musimy przeanalizować naszą grę i zobaczyć co poszło nie tak. Do następnego meczu na pewno podejdziemy inaczej i damy z siebie wszystko, aby nie schodzić pokonanym z parkietu.""Tego wieczoru czuliśmy, że możemy konkurować z każdym i z nim wygrać" - powiedział Joakim Noah. "Jesteśmy bardzo podekscytowani obecną sytuacją, jest to coś wręcz niewiarygodnego. Musimy jednak pamiętać, że przed nami jeszcze długa droga i nie można ani na chwilę zbytnio się rozluźnić. Zagraliśmy na przekór krytykom. Nikt nie wierzył, że jesteśmy w stanie osiągnąć taki wynik. Nie martwimy się jednak o zbędną krytykę, nadal będziemy grali swoje i walczyli do ostatniej minuty każdego meczu."

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp