Asseco Prokom ponownie na prowadzeniu
Szybko zakończył się sen zgorzelczan o objęciu prowadzenia w finałowej rywalizacji. W spotkaniu numer 3 rozgrywanym w nadgranicznym mieście Turów wyraźnie uległ podrażnionemu obrońcy tytułu 81:56 i znów jest nieco dalej od złotego medalu.
Tym razem, gospodarzom nie pomógł nawet Torey Thomas, zdobywca 21 punktów.
Przed trzecim starciem w Zgorzelcu panowały iście bojowe nastroje. Wszystko za sprawą faktu, że cała rywalizacja przeniosła się właśnie na Dolny Śląsk oraz ostatniego zwycięstwa, jakie koszykarze Turowa odnieśli na gdyńskim parkiecie. Tym razem jednak, graczom Turowa siły starczyło jedynie na pierwszą połowę, kiedy to byliśmy świadkami wyrównanego pojedynku. Potem, na boisku warunki dyktowali przyjezdni, którzy zdeklasowali piątą ekipę poprzedniego sezonu.
Początkowo jednak nic tego nie zapowiadało. Podopieczni Jacka Winnickiego ochoczo ruszyli do walki i głównie dzięki dobrej skuteczności przy rzutach za 3 punkty dotrzymywali kroku rywalowi. Poza wspomnianym Thomasem, który bez wątpienia jest liderem całego zespołu z dobrej strony pokazał się także Daniel Kickert, trzykrotnie popisując się celną próbą zza linii 6, 75 m. W tym czasie, goście konsekwentnie rozgrywali akcje, punktując przeważnie z półdystansu. Dzięki dobrej formie Ratko Vardy, a także Piotra Szczotki utrzymywali się na niewielkim prowadzeniu, które dawało im nieco większy komfort przed drugą połową.
Nikt się jednak nie spodziewał, że podopieczni Tomasa Pacesasa poczują się tak pewnie. Po zmianie stron wrzucili, bowiem piąty bieg i zaczęli forsować coraz to szybsze tempo. Widząc to, gracze ze Zgorzelca próbowali momentalnie zareagować, ale wobec szczelnej obrony rywala, nie byli w stanie wiele zdziałać. Efektem tego, pozwolili przeciwnikowi wypracować kilkunastopunktową przewagę, która w takich, a nie innych okolicznościach wydawała się nie do odrobienia.
W decydującej batalii, kibice Turowa przeżyli jeszcze większy zawód. Ich faworyci nie tylko nie byli w stanie nawiązać walki z rywalem, ale też nie byli dla niego godnym przeciwnikiem. Zawodnicy Prokomu robili, bowiem na parkiecie dokładnie co chcieli i tylko śrubowali wynik. Miejscowi w ogóle nie byli w stanie na to zareagować i można było odnieść wrażenie, że już do końca uszło z nich powietrze. Efektem tego, sami zdobyli w czwartej kwarcie zaledwie 6 „oczek” przy aż 20 gdynian, co oczywiście odbiło się na ostatecznym rezultacie.
Tym samym, można rzec, że Turów przebył w kilka dni drogę z nieba do piekła. Najpierw zapanowała, bowiem euforia po wygranej w Gdyni, a teraz podopieczni trenera Zielińskiego będą musieli podnieść się po tak nieudanym meczu. Jak wpłynie on na dalszą postawę wicemistrza Polski z 2009 roku?
Tego dowiemy się już niebawem.
PGE Turów Zgorzelec – Asseco Prokom Gdynia 56:81 (20:23, 17:19, 13:19, 6:20)PGE Turów: Thomas 21, Kickert 11, Kuebler 10, Gabiński 6, Jackson 3, Wysocki 2, Bochno 1, Zigeranović 0, Jarmakowicz 0. Asseco Prokom: Varda 19, Ewing 16, Szubarga 10, Szczotka 10, Burrell 8, Eldridge 6, Adams 5, Witka 5, Widenow 2, Łapeta 0, Woods 0, Hrycaniuk 0.