Celtics za burtą - Wspaniała końcówka w wykonaniu LeBrona Jamesa!
Dodano: 12 maja 2011 04:29
Autor: Cezary Szwarc, Informacja własna
Zdjęcie: Obraz własny
Miami Heat wygrali ekscytujące game 5 z Boston Celtics 97-87. Tym samym ekipia z Florydy zapewniła sobie udział w Finałach Konferencji Wschodniej, w których przyjdzie im grać ze zwycięzcą serii Bulls - Hawks.
Pierwsze trzy kwarty spotkania toczyły się w wyjątkowo powolnym tempie, o czym najlepiej mogła świadczyć ilość szybkich ataków, a właściwie ich brak. Taki stan rzeczy wynikał po części z bardzo dobrej „transition defense” obu ekip, czyli skutecznego zatrzymywania kontr, czasami jeszcze przed przekroczeniem połowy przez atakujący zespół i z chęci zatrzymania jak największej ilości enegrii na końcówkę potyczki, którą mogła okazać się wycieńczająca dogrywka. Przez pierwsze 36 minut wynik oscylował wciąż w granicach trzech-czterech punktów przewagi przyjezdnych, którzy mimo wielku kontuzji nie chcieli oddać serii już w piątym pojedynku. Heat z kolei tuż za Celtami utrzymywał w tym czasie najlepszy strzelec meczu – Dwyane Wade, który w ogólnym rozrachunku zaliczył 34 oczka, 11 zbiórek, 5 asyst i 4 przechwyty. Obie drużyny zostawiły sobie sporo sił na decydującą „dwunastkę”, którą Celtics rozpoczęli z korzystnym dla siebie wynikiem 73-71. Na starcie tej odsłony świetnie radziła sobie ławka rezerwowych ekipy z Bostonu, która prowadzona przez Delonte Westa – 10 oczek, potrafiła skutecznie powstrzymywać zapędy gospodarzy. Po kilku minutach odpoczynku ze strony podopiecznych Doc'a Riversa, przyszedł jednak czas na powrót do gry największych gwiazd, które wypoczęte miały dowieźć do ostatniego gwizdka drugie zwycięstwo w tej serii. Na ok. 4 minuty przed końcem przebudził się jednak LeBron James, który przypomniał sobię chyba game 5 przeciwko „C's” sprzed roku, kiedy jeszcze w barwach Cavs kompletnie zawiódł, a jego zespół odpadł z dalszej walki o mistrzostwo. Kiedy wynik wynosił 87-82 (Celtics nie zdobyli już później punktu), LBJ zaczął przejmować kontrolę nad spotkaniem i w trzech kolejnych akcjach przyczynił się do punktów swojego zespołu, jednocześnie wraz z pozostałymi Heat po drugiej stronie nie dając odpowiedzieć rywalom. Zaczęło się od asysty wszerz boiska do Jamesa Jonesa na trójkę, następnie LeBrona posłał Spaldinga do Chrisa Bosha, który po zwodzie minął Kevina Garnetta (15pkt, 11zb. i 3ast.) i z łatwością wsadził piłkę do kosza doprowadzając do remisu. W kolejnej akcji James samemu trafił jeszcze zza łuku, czym zmusił już Celtics do wykorzystania przerwy na żądanie. Po czasie „Żar” zaprezentował jeszcze lepszą obronę niż w poprzednich minutach, dzięki czemu goście nadal nie potrafili zdobyć punktów, a kolejną akcję trójką zakończył LBJ. Do końca meczu było jeszcze 40 sekund, Heat wygrywali 93-87, jednak piłka była w rękach przyjezdnych, którzy planowali prawdopodobnie rozegranie pod rzutu za 3 Raya Allena, który był dziś 5/10 z dystansu. Na planowaniu się jednak skończyło, bo po raz kolejny zaszokował Król James, który wybrał piłkę z rąk Paula Pierce'a w okolicach połowy, po czym w swoim stylu (czytaj: wsadem) umieścił piłkę w koszu przeciwników. W kolejnej akcji popis umiejętności defensywnych dał też D-Wade, który wymusił faul w ataku na West'cie, dzięki czemu wywalczył piłkę dla swojego zespołu, który i tego posiadania nie zmarnował. Ponownie oczka zdobył bowiem LeBron, który bez problemu wbił się pod kosz rywali i z lewej strony lay-up'em skierował piłkę do środka obręczy. Wspaniała końcówka w wykonaniu numeru #6, pozwoliła mu dobić do 33 oczek w całym spotkaniu, do których dorzucił jeszcze 7 zbiórek i 4 kluczowe podania. Ekipę z Miami podwójną zdobyczą wspomógł jeszcze Bosh, który zaliczył 14 punktów i 11 zbiórek.