Chicago wyrównuje stan rywalizacji
Tym razem byliśmy świadkami spotkania bez historii. Chicago Bulls pewnie pokonali na własnym parkiecie Atlantę Hawks i tym samym wyrównali stan rywalizacji pomiędzy tymi drużynami.
Byki pokonały Hawks 86:73.
Mecz zaczął się bardzo miłym akcentem, ponieważ nagrodę MVP odebrał gwiazdor gospodarzy, Derrick Rose. Wielu zastanawiało się czy Rose będzie w stanie wystąpić w dzisiejszym pojedynku, ponieważ w poprzednim spotkaniu przeciwko Hawks skręcił sobie kostkę. Jak jednak mieliśmy niejednokrotnie szanse się przekonać, Derrick nigdy się nie poddaje i nie inaczej było tym razem. Już od pierwszy minut mogliśmy go zobaczyć na parkiecie i to głównie dzięki niemu Bykom udało się wygrać w tym meczu.
Od samego początku swój styl narzucili koszykarze Chicago Bulls. Było widać dużą determinacje i w grę nie wchodziła kolejna kompromitująca porażka. Kolejny raz na wysokim poziomie zagrał lider Byków, Derrick Rose. Pierwszy rozgrywający ekipy Toma Thibodeau uzbierał na swoim koncie 25 punktów, 6 zbiórek i rozdał 10 kluczowych podań. Przebudził się również Joakim Noah, który w dotychczasowych spotkaniach nie prezentował się najlepiej i większość uważała, że po prostu rozczarowywał. Tym razem było zupełnie inaczej i Noah zagrał fantastycznie. Joakim zdobył 19 punktów (6/8 z gry) i zebrał aż 14 piłek. Kolejny bardzo dobry mecz rozegrał Luol Deng, który jest jednym z najważniejszych ogniw Chicago podczas tegorocznej fazy play-off. Anglik dodał od siebie 14 "oczek", 12 zbiórek i 2 bloki. Poniżej oczekiwań spisał się inny skrzydłowy Bulls, Carlos Boozer. Boozer trafił zaledwie 4 spośród 12 prób i w ofensywie był bardzo mało przydatny. Wykonał jednak bardzo dobrą robotę na tablicach, gdzie zebrał piłkę aż jedenastokrotnie.
W ekipie Atlanty zawiódł bohater poprzedniego spotkania, Jamal Crawford. Tym razem koszykarz trafił zaledwie 2 spośród 10 prób i uzbierał na swoim koncie tylko 11 punktów i 1 asystę. Dzisiejszej nocy najlepiej spisał się pierwszy rozgrywający Hawks, Jeff Teague. Koszykarz zdobył 21 "oczek", zebrał 2 piłki i rozdał 3 kluczowe podania. Ogromne problemy ze skutecznością miał Al Horford, który zdołał zdobyć zaledwie 6 punktów. Był jednak niezastąpiony w walce o zbiórki, co ostatecznie pozwoliło mu zebrać piłkę aż czternastokrotnie.
Tym samym rywalizacja przenosi się do Atlanty i sprawa awansu do kolejnej rundy jest ciągle otwarta.