Lakers wybuczeni w Staples Center, Mavs dwa kroki od finału konferencji
To co przed serią Lakers Mavericks wydawało się niemożliwe stało się faktem. Dallas Mavericks wygrali mecz numer dwa w Staples Center i do domu wracają z dwoma zwycięstwami w kieszeni.
Tym razem Mavs nie męczyli się jak w pierwszym meczu i spokojnie kontrolując spotkanie w czwartej kwarcie wygrali 93:81 sprawiając sensację o któej będzie mówił cały koszykarski świat.
Już pierwsza kwarta pokazała, że Mavericks nie zamierzają osiąść na laurach po wygraniu poprzedniego meczu i że chcą potwierdzić tamto zwycięstwo kolejnym. Znakomita obrona i dobra egzekucja w ataku pozwoliła gościom na wygranie tej części gry 26:20 co wyraźnie nie podobało się kibicom zgromadzonym w hali w Los Angeles.
W drugiej odsłonie Lakers pozbierali się i po siedmiu minutach wyszli na pierwsze w meczu prowadzenie 38:37. Od tego momentu zaczęła się wyniszczająca gra z obydówch stron. Obie ekipy nie odpuszczały ani w ataku ani w obronie i mecz stał się niezwykle wyrównany. Przez ostanie pięć minut pierwszej połowy jednak to Dallas okazali się lepsi o trzy punkty i ostatecznie wygrali pierwsze 24 minuty 51:49.
Trzecia kwarta to ponownie znakomita gra gości, którzy przez cały czas potrafili utrzymywać kilkupunktowe prowadzenie, odpowiadając na każdy kosz gospodarzy. Pod koniec tej części publiczność zgromadzona w Staple Center zaczęła niecierpliwić się na tyle, że wygwizdała Pau'a Gasola podczas oddawania przez niego rzutów wolnych. Mavericks przez te 12 minut powiększyli swoją przewagę o kolejne trzy punkty i przed decydującą odsłoną prowadzili 68:62.
Tego co wydarzyło się w czwartej kwarcie nie spodziewał się jednak nikt nie tylko w hali, ale niewątpliwie w całym koszykarskim świecie. Mavericks całkowicie zdominowali grę nie pozwalając Lakers na jakiekolwiek nawiązanie walki mogącej pozwolić im na pomyślenie o zwycięstwie. Już po minucie tej części gry Mavs wygrywali 9 punktami o od tej pory wynik oscylował wokół 10 punktów dla Mavs. Na cztery minuty i 39 sekund przed końcem goście prowadzili nawet 15 punktami. Od tego momentu Mavs nie pozwolili Lakers na zbliżenie się na mniej niż 11 punktów absolutnie dominując na parkiecie. Kibice nie gwizdali już tylko na Gasola ale na cały zespół Lakers pokazując swoje niezadowolenie. W końcówce meczu nawet etatowy kibic Lakers Jack Nickolson nie wytrzymał i podczas kozłowania piłki przez Kobe'go Bryanta wstał i próbował go zdopingować do lepszej gry pokrzykując coś do gwiazdy Lakers. Na nic to się nie zdało tego wieczora Mavericks byli po prostu lepsi i spokojnie dowieźli przewagę do końca meczu wygrywając ostatecznie 93:81.
Najlepszym zawodnikiem meczu był lider Mavs Dirk Nowitzki, który mimo prób zatrzymania go przez całą plejadę obrońców na czele z Ronem Artestem, rzucił 24 punkty przy znakomitej skuteczności 9 na 16 rzutów z gry. Nowitzki dołożył do tego siedem zbiórek i dwie asysty. Po stronie Lakers najlepiej punktował Kobe Bryant zdobywca 23 oczek.
Po meczu znamienne słowa wypowiedział DeShawn Stevenson: " Myślę, że wygrywając dziś w Staples a także trochę dzięki niezadowoleniu publiczności, wydarliśmy im część serca do walki. Nie wiem czy to sprawa obrony tytułu, drugiego z rzędu zwycięstwa czy może zmęczenia, ale wyraźnie widziałem na ich twarzach zwątpienie i niewiarygodne poddenerwowanie. Właściwie nigdy jeszcze nie widziałem ich tak denerwowanych."
Czyżby to był koniec ery Lakers i legendarnego Phila Jacksona, który w ostatnich 20 latach wygrał 11 tytułów a jego drużyny 13 krotnie grały w finałach NBA? Mówić o tym to jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Na to pytanie odpowiedzą nam kolejne mecze tej serii, która teraz na dwa spotkania przenosi się do Dallas.
Trzeci mecz odbędzie się już w piątek a spotkanie numer cztery, które może się okazać ostatnim w tej serii niedzielę.