Thunder odpłacili się Grizzlies
Piękny sen Memphis Grizzlies musiał się kiedyś skończyć. Zwycięstwa w meczach numer jeden z wyżej rozstawionymi rywalami były do tej pory wydarzeniami Playoffs.
Oklahoma City Thunder stanęli wczoraj na wysokości zadania i nie dali sobie wyszarpać drugiego meczu i wygrali 111:102.
Gospodarze mieli tym razem trzech bohaterów. Oprócz standardowych występów Kevina Durant (26) i Russella Westbrooka (24) wreszcie mogli liczyć na iskrę z ławki. Jeden z najlepszych rezerwowych tego sezonu James Harden był w tych Playoffach bezbarwny, ale wczoraj zagrał na miarę swoich możliwości i rzucił 21 punktów. Eric Maynor dołożył 15.
Być może kluczowe było jednak ograniczenie w ataku frontcourtu Grizzlies. Marc Gasol i Zach Randolph tym razem zdobyli łącznie 28 "oczek", czyli prawie połowę mniej, niż w meczu numer jeden. Tym razem ciężar zdobywania punktów wziął na siebie mniej aktywny rozgrywający Mike Conley (24) i rezerwowy O.J. Mayo (16). Skończyło się to jednak porażką.
Gospodarze nie popełnili już tego samego błędu, co w pierwszym spotkaniu i nie dali wygłodniałym podopiecznym Lionela Hollinsa przejąć od początku kontroli nad spotkaniem. Wygrali pierwszą kwartę wysoko, 28:17 i systematycznie tę przewagę powiększali.
"To był klasyczny przykład zdesperowanej drużyny" - mówił trener gości. "Zaatakowali od samego początku i nie mogliśmy nic z tym zrobić. Zazwyczaj takie zdesperowane ekipy wygrywają, a oni tacy właśnie byli, co dało im agresję oraz szybkość."