Heat obronili Miami!
Dodano: 4 maja 2011 09:36
Autor: Cezary Szwarc, Informacja własna
Zdjęcie: Obraz własny
Miami Heat wygrali drugie spotkanie w serii z Celtics 102-91 i z bilansem 2-0 lecą teraz do Bostonu na kolejne dwa pojedynki, które mogą rozstrzygnąć już o losach tej serii.
Dzisiejsze spotkanie było poniekąd podobne do tego sprzed kilku dni. Po wyrównanych trzech kwartach, w których prowadzenie żadnego z zespołów nie wzrastało powyżej dziesięciu oczek, w ostatniej odsłonie przycisnęli Heat, którzy nie dopuścili do tego, aby mecz rozstrzygał się w ostatnich akcjach.
Starcie rozpoczęło się dosyć niefortunnie dla przyjezdnych, którzy już po kilku minutach stracili Paula Pierce'a. Koszykarz podkręcił lekko kostkę, co zmusiło go do opuszczenie boiska i sprawdzenia, czy ze stawem wszystko w porządku. Popularny „The Truth” wrócił do gry już w drugiej odsłonie, jednak wyraźnie nie forsował już swojego ciała. W drugiej dwunastce „pazur” pokazał Chris Bosh, który jako jedyny z Wielkiej Trójki Miami, przebywał na parkiecie od jej początku. C.B. grał dziś bardzo agresywnie na deskach i pewnie w ataku, gdzie nie radził z nim sobie Glen Davis, a tylko delikatnie ograniczał go Kevin Garnett. Z czasem na boisku pojawili się jeszcze James i Wade, przez co „Żar” za sprawą kilku szybkich akcji wyszedł przed przerwą na prowadzenie 47-42. Na drugą połowę Celtics wyszli zmotywowani i dzięki kilku minutom skupienia nadrobili praktycznie całą stratę do gospodarzy. Niestety dla ekipy z Bostonu, po pierwszej połowie z zaledwie 11-oczkami na koncie rozkręcać zaczął się właśnie LeBron James, który w drugiej części tej „ćwiartki” zaliczył 10 punktów z rzędu. Ostatni fragment starcia zaczął się więc z wynikiem 72-67 dla Heat i wszystko mogło rozstrzygnąć się jeszcze w ostatnich akcjach. Do tego podopieczni Doca Riversa potrzebowali tylko dowieźć w miarę wyrównany rezultat do ostantich dwóch minut, a jak pokazują statystyki to właśnie wtedy team z Miami jest zdecydowanie najsłabszy. Coach i jego zawodnicy zapomnieli jednak, że może i duet Wade-James (szczególnie James) nie jest najlepszy w zaciętych końcówkach, ale tak naprawdę rzadko do nich w ogóle dopuszcza. Tak było i tym razem, ponieważ w dalszym ciągu żaden gracz przyjezndych nie mógł sobie poradzić z Królem Jamesem nawet kiedy był on graczem obrony – ważny przechwyt na Rondo i niesamowity blok na Garnett'cie w ostatniej minucie. LBJ w ogólnym rozrachunku zdobył 35 oczek, 7 zbiórek i 2 asysty, a wspaniale wspomagali go jeszcze Wade – 28 punktów, 8 zbiórek i 3 przechwyty i Bosh – 17 oczek, 11 zbiórek i 4 kluczowe podania. W ekipie pokonanych najlepiej zagrał Rajon Rondo, który zapisał na swoim koncie double-double na poziomie 20 punktów i 12 asyst. Ogółem pojedynek samych „Wielkich Trójek” z Bostonu i Miami zakończył się dziś wynikiem 80-49 dla gwiazdorów z Florydy.