Z dystansu: Statystycznie rzecz biorąc...

Dodano: 3 maja 2011 19:44
Z dystansu:  Statystycznie rzecz biorąc...
Bartłomiej Berbeć, Informacja własna
MediaWiki

Seria pomiędzy takimi dwoma potęgami, jakimi są Boston Celtics i Miami Heat w tym sezonie, jest zawsze tłem do wszelkiego rodzaju analiz. Szczególnie statystycznych. Przecież tak bogata historia zawodników obydwu ekip wręcz emanuje liczbami...

Zobaczmy więc, co znaczącego, a może gdzieś ad hoc pominiętego wartego jest uwagi i co mogło zadecydować o zwycięstwie gospodarzy w tym meczu.

Pierwszą, uderzającą różnicą, którą widać na pierwszy rzut oka jest występ w tamtym meczu Dwyane'a Wade'a. "Flash" był zawodnikiem, który poprowadził swój zespół do zwycięstwa, zdobywając aż 38 punktów, co w meczu na takim poziomie ma dużo wyższą wartość, niż w meczu sezonu zasadniczego. Zwłaszcza, jeżeli skalkulujemy to z tak wyborną postawę w obronie, jaką prezentują Boston Celtics.

Przed meczem nie było jednak tajemnicą, że Dwyane Wade nie radzi sobie z nią najlepiej. "Grałem przeciwko nim fatalnie, wszyscy o tym wiedzą" - mówił sam koszykarz. Musiał wyciągnąć z tego lekcje. Rzucał z gry ze skutecznością 14/21, co daje mu aż 67%! Jest to miażdżąca wręcz poprawa - w serii sezonu zasadniczego z "Celtami" Wade rzucał ze skutecznością na miernym poziomie 28%. Co więcej trafiał w nich 16 z 57 rzutów. Czyli w jednym meczu krytycznej fazy Playoffs trafił do kosza z gry niemal tyle razy, co w czterach starciach z regular season! W nim Wade rzucał z resztą i tak najlepiej w karierze - 50% co do jednego rzutu.

Nie wypada po raz kolejny nie docenić Ray'a Allena. Jego wielkość jest w tym sezonie niepodważalna i bije po oczach, ale dlaczego mamy przestać go chwalić? Akurat on wypadł ze swojej ekipy najrówniej i zdecydowanie nie zawiódł. Do tej pory w Playoffs rzuca za 3 ze skutecznością niewiarygodnych 64,7% i trafia przynajmniej 4,4 razu na mecz! Aż nie chce się wierzyć, że w 5 meczach trafił już 22 razy. Przeciwko Miami trafił pięciokrotnie.

Zza linii 7,24 widać też zdecydowaną poprawę Heat. W sezonie regularnym podopieczni Erika Spoelstry trafiali przeciętnie 37% takich prób. Kiedy jednak przyszedł czas Playoffs, przyszło też załamanie formy strzeleckiej tego zespołu. Przeciwko Philadelphii 76ers rzucał on średnio z kompromitującą skutecznością 29% (28 na 97 prób). Jak wytłumaczyć gwałtowną poprawę w niedzielę? Nie mam zielonego (bez aluzji) pojęcia, ale Miami trafili 9/19, co daje nam 47%. 10% lepiej niż w sezonie, prawie 20% lepiej niż przeciwko Philly. Czy to oznaczało, że przygotowanie fizyczne po tygodniowej przerwie podopiecznych Doca Riversa było złe? Niewykluczone, ale dziś powinni być już w rytmie meczowym i zagrać w obronie znacznie lepiej.

Ostatnią kategorią statystyczną, która daje do myślenia, jest liczba minut rozegranych w niedzielę przez "Wielkie Trójki" obu zespołów. Zobaczmy, jak przedstawiał się ich rozkład (w nawiasie średnia ilość minut z sezonu regularnego):

Boston:

Kevin Garnett 37 (31)

Ray Allen 39 (36)

Paul Pierce 35 (35)

Miami:

Dwyane Wade 37 (37)

Chris Bosh 37 (36)

LeBron James 40 (39)

Różnica wydaje się znaczna. Trener Miami rotował minutami niemal dokładnie w ten sam sposób, jak robił to przez 87 dotychczasowych meczów. Wielkie gwiazdy grały tyle, ile zwykle. Z kolei liderzy gości grali dużo więcej - "KG" aż o 6 minut, "Sugar Ray" o 3, a "The Truth" zagrał co prawda dokładnie tyle samo, co zawsze. Pamiętajmy jednak, że wyrzucono go z boiska dokładnie 7 minut przed końcem! Prawdopodobnie nie odpocząłby już ani chwili i zagrał o tyle więcej, niż swoja średnia. Przyswojmy też fakt, że wiekowo zawodnicy Miami są znacznie mniej zaawansowani i stać i na dodatkowy wysiłek i więcej gry, niż weteranów z Bostonu. Czy "Celtowie" wytrzymają kondycyjnie tę serię? Co na to Tim Grover?

Na koniec statline'y Jermaine'a O'Neala - 3 zbiórki i 6 punktów w 21 minut i Kevina Garnetta - 6 "oczek" 3/9 z gry i 8 zbiórek. Łącznie Chris Bosh zebrał piłkę o raz więcej, niż frontcourt gości.

Tak oto przedstawiają się co ciekawsze cyferki z meczu numer jeden. Polecam lekturę tego artykułu numer dwa i próbę przywidywania, co ciekawego czeka nas w dzisiejszym spotkaniu. Bo nie wątpię, że wszyscy będziemy je oglądać, prawda?

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp