Sensacja goni sensację - Grizzlies wygrali w OKC!

Dodano: 1 maja 2011 23:31
Sensacja goni sensację - Grizzlies wygrali w OKC!
Bartłomiej Berbeć, Informacja własna
Obraz własny

Memphis Grizzlies wyeliminowali San Antonio Spurs w sposób tak przekonujący, że po półmetku tamtej serii przestało to nas dziwić. Przeoczony w sezonie zasadniczym, młody zespół przewyższał poziomem i kulturą gry najlepszą machinę ostatniej dekady.

Mieliśmy do czynienia z podobną sytuacją w 2007 roku, kiedy to Golden State Warriors po wyeliminowaniu Dallas Mavericks rozbili się o ścianę w postaci Utah Jazz. Memphis Grizzlies nie przejmują się jednak i tym. Dzisiaj z największą łatwością odnieśli kolejne Playoffowe zwycięstwo wyjazdowe.

Oklahoma City Thunder są rozpatrywani w zupełnie innych kategoriach niż Grizz i to oni byli faworytem. Gorąca publiczność, najlepszy strzelec NBA, pewność siebie, zdrowy rozsądek - to wszystko przemawiało za nimi. Po raz kolejny jednak lekko, łatwo i przyjemnie podopieczni Lionela Hollinsa nic sobie z tych zasad logiki nie zrobili niczego. To naprawdę nielogiczne, jak spokojnie oni ogrywają wyżej rozstawione zespoły. Po prostu pokonali Oklahoma City Thunder 114:101. Nieprawdopodobnie zagrał frontcourt "Niedźwiadków". Zach Randolph i Marc Gasol rzucili razem 54 punkty (!) - odpowiednio 34 i 20 - i ze wsparciem w zasadzie każdego zawodnika z pierwszej piątki czy z ławki wygrali ten mecz na luzie. Poważnie, dawno nie widziałem tak idealnego meczu w wykonaniu całego zespołu. Każdy zawodnik się przydał. Shane Battier trafił ważne trójki i walczył na tablicach i przodem do kosza (!), O.J. Mayo dołożył 6 punktów. Dużo dały też zmiany odważnego debiutanta z Maryland Greivisa Vasqueza oraz Darrella Arthura. Cała pierwsza piątka zagrała na poziomie, ale Zach i Marc byli o jeden wyżej. "Z-Bo" znów robił swoje tyłem do kosza i chaotycznie rozpychając się pod tablicami siejąc popłoch wśród mało aktywnego Kendricka Perkinsa, a Marc Gasol trafiał jak chciał przodem do kosza z 5-6 metra. Z drugiej strony oprócz Kevina Duranta (33 punkty, 11 zbiórek) widzieliśmy sfrustrowanego Russella Westbrooka (29 "oczek", ale tylko 9/23 z gry i 7 strat - tyle co cały zespół gości), słabego zwłaszcza w czwartej kwarcie. Poza nimi jakoś nie było widać siły rażenia w zespole Scotta Brooksa. Podobać się mógł może tylko Serge Ibaka z 16 punktami i 11 zbiórkami. Mecz wyglądał mniej więcej tak, że Grizz szybko weszli w kontrolę i grali tylko lepiej. Prowadzili już nawet 56:38. Potem gospodarze obudzili się i rzucili się do odrabiania strat, ale ważny rzut Gasola na koniec trzeciej kwarty trochę podciął im szkrzydła i uniemożliwił późniejszy comeback. W czwartej grali nerwowo, spiesząc się i chociaż zniwelowali trochę deficytu, zabrakło im jednak wiele. Wyglądało to tak, że kto rządził w danej chwili na deskach, ten grał lepiej. Thunder przegrali tablicę 45:42 tylko dlatego, że w dwóch akcjach mieli 4-5 zbiórek w ataku. Gdy Gasol i Randolph zmęczyli się, Thunder odrabiali straty. "Wierzymy. Zdecydowanie wierzymy. Nasza pewność siebie jest duża. Powiedziałem im, że możemy grać z naprawdę każdym" - komentował "Z-Bo". "Musimy nadal być głowni, niesamolubni w ataku, a w obronie grać solidnie."
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp