Podrażniony Trefl doprowadza do remisu
Mylili się ci, którzy twierdzili, że półfinałowa rywalizacja Turowa z Treflem zakończy się na spotkaniu numer 6. W niedzielne popołudnie sopocianie zebrali w sobie wszystkie siły i w dużej mierze dzięki dobremu początkowi zwyciężyli 93:79.
W ekipie gospodarzy świetne zawody rozegrał Lawrence Kinnard.
Amerykański skrzydłowy był nie do zatrzymania dla defensorów Turowa. W pojedynkę zdobył 28 punktów, trafiając przy tym aż pięciokrotnie zza linii 6, 75m. Co ciekawe, niewiele gorszy od niego był Adam Waczyński, który również imponował formą strzelecką.
Wszystko to sprawiło, że już od pierwszych minut to podopieczni Karlisa Muiznieksa przeważali i nie pozwalali dojść do głosu rywalowi. Zgorzelczanie sprawiali wrażenie, jakby po ostatnim triumfie byli zbyt pewni siebie. Nie przykładali się do gry obronnej, przez co rywal miał bardzo dużo swobody, a w ataku marnowali mnóstwo akcji.
Rzecz jasna odbiło się to na ogólnym rezultacie. Trefl, bowiem już po 10 minutach prowadził 26:13, co stawiało go w bardzo komfortowym położeniu. Zdając sobie sprawę z powagi sytuacji, koszykarze Turowa wyeliminowali większość popełnianych błędów i w drugiej kwarcie zaczęli mozolnie odrabiać straty. Pierwszym, który dał sygnał do ataku był nie kto inny jak Torey Thomas. Za nim, momentalnie podążył Konrad Wysocki i przewaga gospodarzy stopniała do 8 „oczek”.
Tym samym mogło się wydawać, że po zmianie stron goście szybko doprowadzą do remisu i znów będziemy świadkami horroru w ostatnich minutach spotkania. Tak się jednak nie stało. Zawodnicy z Trójmiasta tym razem nie dopuścili do roztrwonienia przewagi i co więcej, ponownie byli lepsi o kilkanaście punktów. Prym w ich szeregach wiódł wspomniany Kinnard, który rozegrał chyba swój najlepszy mecz w sezonie. Słowa uznania należy skierować też pod adresem czwartkowego antybohatera, Pawła Kikowskiego. Polak wyraźnie chciał odkupić swoje winy i uczynił to w znakomity sposób, trafiając wszystkie rzuty z gry!
Te wydarzenia sprawiły, że przed decydującą batalią wynik na tablicy świetlnej brzmiał 69:53 i czwarta ekipa poprzedniego sezonu była o krok od triumfu. W ostatnich minutach, pewni swego gospodarze cały czas kontrolowali boiskową sytuację, nie dając podopiecznym Jacka Winnickiego ani zalążka nadziei na włączenie się do walki o korzystny rezultat. Dzięki temu, Trefl doprowadził do wyrównania i losy całej rywalizacji o wielki finał rozstrzygnie siódme starcie.
Trefl Sopot – PGE Turów Zgorzelec 93:79 (26:13, 17:22, 26:21, 24:23)
Trefl: Lawrence Kinnard 28, Adam Waczyński 20, Paweł Kikowski 14, Filip Dylewicz 12, Marcin Stefański 6, Dragan Ceranić 5, Lorinza Harrington 4, Slobodan Ljubotina 3, Paweł Malesa 1
PGE Turów: Torey Thomas 20, Daniel Kickert 15, Konrad Wysocki 14, Michael Kuebler 10, Michał Gabiński 8, David Jackson 5, Ivan Zigeranović 3, Bartosz Bochno 2, Mateusz Jarmakowicz 2, Marko Brkić 0, Robert Tomaszek 0.