Airball: Koniec ery Duncana

Dodano: 30 kwietnia 2011 11:49
Airball: Koniec ery Duncana
Hubert Krzywda, Informacja własna
Obraz własny

Tim Duncan uchodzi za jednego z najlepszych silnych skrzydłowych w historii NBA (według wielu zaś za najlepszego). Ostatniej nocy jego legenda została poddana wyraźnej próbie, której nie udało mu się przejść.

Czterokrotny Mistrz NBA, dwukrotny MVP sezonu regularnego musiał przełknąć gorzką pigułkę, kiedy nie pozostało mu nic jak tylko uznać wyższość Memphis Grizzlies w pierwszej rundzie playoffs.

Porażka najlepszej drużyny sezonu zasadniczego w pierwszej rundzie play off jest zawsze upokarzająca. Wiedzą o tym Shawn Kemp, Gary Payton, Alonzo Mourning czy nawet Dirk Nowitzki. Na domiar złego Tim Duncan nie jest tylko ofiarą porażki, ale jednym z jej sprawców. No bo gdzie był lider Spurs wtedy, kiedy pod koszami szaleli Marc Gasol i Zach Randolph?

Szczególnie widoczny był brak pomysłu na zatrzymanie Zacha w końcówce ostatniego meczu, kiedy McDyess był robiony na szaro przez skrzydłowego Grizzlies. I nawet wtedy, gdy z pomocą próbował przyjść mu Duncan, to i tak na nic się to zdawało. Kilka lat temu było to nie do pomyślenia, bo mierzący 213 cm wzrostu urodzony na Wyspach Dziewiczych lider "Ostróg" to prócz Kevina Garnetta najlepiej broniący wysoki zawodnik w NBA na przestrzeni wszystkich lat swojej kariery.

Oczywiście nie ma co się pastwić nad utytułowanym zawodnikiem, który nigdy nie zapowiadał nie wiadomo czego na wyrost, robiąc po prostu swoje na parkiecie nie schodząc poniżej żądanego poziomu. Tak - nie schodząc!

Od momentu kiedy pojawił się w NBA, czyli w 1997 roku - Duncan notował średnie punktowe od 25.5 do 17.9, a zbiórek od 12.9 do 10.1. Regres nastąpił dopiero w obecnym sezonie, kiedy średnie zmalały do 13.4 pkt oraz 8.9 zbiórek na mecz. Pamiętajmy jednak też i o tym, że średnia minut, jakie spędzał na parkiecie po raz pierwszy w tym sezonie zeszła poniżej 30 minut w meczu. Czy jest jakiś jeszcze zawodnik w lidze ( z obecnie grających), który może poszczycić się podobną "równomiernością"? Chyba tylko Kobe Bryant i Dirk Nowitzki.

W czym zatem problem? Z pewnością w wyeksploatowanych kolanach, które przypominają bardziej stawy 70 letniego mężczyzny. Ale nie tylko. Spurs pomimo tego, iż zachwycali w sezonie regularnym, to są drużyną przewidywalną. Temu zespołowi potrzebna jest świeża krew. Trio: Manu-Tony-Tim gra już ze sobą tak długo, że rywale znają ich zagrywki na pamięć. A kolejni "inni" gracze, którzy pojawiają się w składzie "Ostróg" nie są na tyle aż takimi indywidualnościami, żeby mogli w pojedynkę zadecydować o wyniku spotkania.

Dlatego też, nie tylko w Orlando szykują się rewolucyjne zmiany. Lato w Teksasie także będzie gorące pod względem transferowych działań.

A Duncan? Pomimo tego, iż lepszy nie będzie już nigdy - nadal ma 21 milionów powodów aby wrócić na parkiety i coś jeszcze ugrać...

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp