Lakers zniweczyli marzenia Hornets

Dodano: 29 kwietnia 2011 07:05
Lakers zniweczyli marzenia Hornets
Bartłomiej Berbeć, Informacja własna
WikiMedia

New Orleans Hornets zaczęli tę serię od wyjazdowej wygranej i momentalnie cała liga zaczęła mówić o zdetronizowaniu Los Angeles Lakers.

Stare koszykarskie przysłowie mówi jednak "nigdy nie lekceważ serca Mistrza". Tak było i tym razem. Podopieczni Phila Jacksona odzyskali swój rytm i wygrali serię 4:2, a ostatnie spotkanie w "Nawlins" pewnie 96:80.

Gości do zwycięstwa poprowadził tradycyjnie Kobe Bryant, autor 24 punktów. W sukurs poszli mu Andrew Bynum (18 "oczek" i 12 zbiórek) i Pau Gasol z 16. Z ławki dużo energii wnosił Lamar Odom (14, 8)

Pośród New Orleans Hornets niespodziewanie prym wiódł Carl Landry z 19 punktami na koncie. Pozostali podkoszowi w rotacji Monty Williamsa znów jednak nie dali rady wieżom z L.A. DJ Mbenga, Emaka Okafor, Jason Smith i Aaron Gray zdobyli łącznie 11 "oczek" sprowadzając grę swojego zespołu do jednowymiarowego atakowania obwodowymi.

Kluczem do wygranej wydaje się jednak powstrzymanie Chrisa Paula. Dotychczasowy lider gospodarzy, być może najlepszy zawodnik serii i jeden z najlepszych zawodników pierwszej rundy został kompletnie wyłączony z gry ofensywnej. Oddał tylko 9 rzutów i zdobył 10 punktów.

Lakers już w pierwszej połowie zbudowali przewagę, którą potem udało im się utrzymać do samego końca. Większość kibiców w hali została jednak do końcowej syreny, skandując "Thank You, Hornets!"

Phil Jackson jest zadowolony ze swojego zespołu - "oni mają tyle talentu, że to być może najlepszy zespół Lakers, jaki trenowałem".

Monty Williams z kolei chwalił Andrew Bynuma - "Nie zdajesz sobie sprawy z tego, jaki jest dobry, dopóki nie przyjdzie ci się zmierzyć z nim w serii. Kobe to Kobe, ale ja myślę, że to Bynum był decydujący. Grał aż tak świetnie."

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp