Pistons i Magic zniszczyli karierę Granta Hilla?!
Dodano: 28 kwietnia 2011 21:46
Autor: Cezary Szwarc, Informacja własna
Zdjęcie: WikiMedia
W swoim ostatnim roku kontraktowym w Detroit, Grant Hill miał średnią 25.8 punktu na mecz, co stawiało go na trzeciej pozycji w całej lidze pod tym względem. Przed nim byli tylko Shaquille O'Neal i Allen Iverson. Ani Shaq, ani A.I. nie byli jednak tak wszechstronnymi zawodnikami, jak Hill, który właśnie wchodził w swój „prime”. W tamtym okresie mówiło się nawet, że Grant będzie nowym Michaelem Jordanem. Niestety jego karierę przerwały poważne kontuzję, o których dokładniej opowiedział dopiero teraz – po ponad 10 latach:Fragment wywiadu z Grantem Hillem dla jednej z amerykańskich stacji radiowych: „Właśnie wchodziłem w swój „prime” (najlepszy wiek dla koszykarza). Gra była dla mnie prosta i wydawało mi się, że w kolejnych latach nic nie stanie mi na przeszkodzie w dążeniu do bycia najlepszym.” „Wtedy zaczęły się jednak problemy z kostką... Myślę, że niewielu wie w ogóle, że miałem je już w okolicach maraca 2000 roku, czyli jeszcze na sporo przed playoffami. Wciąż byłem jednak zdolny do gry. Nieźle mi szło, ale musiałem brać sporo leków. Z biegiem czasu było coraz gorzej, a tabletki przeciwbólowe działały już tylko w trakcie normalnego dnia. Kompletnie nie zdawały egzaminu w trakcie spotkań.”„W końcu zacząłem nawet dostawać wolne od trenigów, jednak kiedy przychodziło do meczu, który miała transmitować ogólnokrajowa telewizja, sztab medyczny faszerował mnie lekami, abym mógł zagrać jak najlepiej...”„Po jednym z takich pojedynków „umierałem z bólu”. Lekarze zaprowadzili mnie więc na prześwietlenie, a jego wynik określili jako zwykłe nadwyrężenie. Nie kłóciłem się. Nie znam się na medycynie.”„Później zaczęły się te pechowe playoffy z Miami Heat. Ból ciągle mi dokuczał, jednak nadal mówiono mi, że to nic i grałem dalej. W trzeciej kwarcie game 1 poczułem nagle straszny ból, ale medycy znowu dali mi leki i stwierdzili, że mogę grać. Do meczu numer 2. mieliśmy długą przerwę i nieco odpocząłem.”„Cały czas byłem jednak na tabletkach przeciwbólowych. W drugim meczu ponownie czułem ogromy ból. Nie dałem rady dokończyć już trzeciej kwarty i od razu przeszedłem badania. Diagnoza była straszna – złamana kostka – jakkolwiek dziewnie i przerażająco to brzmi... Niektórzy wciąż mówili jednak, że to nie może być prawda, bo jeśli tak, to doszło do tego już w game 1, a ja wciąż grałem. Mówili, że po prostu mnie coś boli, a że jestem mało odporny na ból, to tak strasznie narzekam.” W maju 2000 roku Hill przeszedł skomplikowaną operację, po czym odwiedził Orlando, gdzie podpisał nowy kontrakt z miejscowymi Magic. „Od razu wystawili mnie do gry. Mogłem grać raz w tygodniu, bo wciąż odczuwałem jeszcze ból, a okres rehabilitacji po operacji jeszcze nie minął... Teraz już wiem – nie powinienem wtedy w ogóle grać. Nigdy wcześniej nie byłem poważnie kontuzjowany i nie wiedziałem jak dokładnie zachowywać się po zabiegu.”„Jak zawsze chciałem grać i nikt mnie przed tym nie powstrzymywał, choć na pewno było jeszcze za wcześnie...” - wspominał z żalem w głosie koszykarz grający aktualnie dla Phoenix Suns. Poniżej podrzucam Wam mix zagrań Granta z okresu przed kontuzją, kiedy był nie do zatrzymania dla większości ligowych zawodników. W komentarzach zapraszam z kolei do dyskusji na temat tego, czy kluby z Orlando i Detroit nakłaniając go do gry pomimo bólu i kontuzji, rzeczywiście mogły przyczynić się do zmarnowania świetlanej przyszłości utalentowanego koszykarza.