Lakers wygrywają ważny mecz numer pięć
W obozie Los Angeles Lakers było nieco obaw przed meczem numer pięć, który może mieć kluczowe znaczenie dla losów serii. Kobe Bryant skręcił kostkę w poprzednim spotkaniu i jego występ stanął pod znakiem zapytania.
"Black Mamba" nie byłby jednak sobą, gdyby nie zagrał. Między innymi dzięki jego dobrej postawie gospodarze wygrali 106:90 i już tylko jednej wygranej potrzebują do awansu do drugiej rundy.
Los Angeles Lakers znowu zaprezentowali zbilansowną grę w ataku, tym razem dokładając do tego powoli dobrą obronę. Cała pierwsza piątka oraz Lamar Odom zdobyła 10 i więcej punktów, na czele z Kobe Bryantem (19) i Andre w Bynumem (18 i 10 zbiórek).
Dzięki dobrej obronie, między innymi właśnie środkowego "Jeziorowców", wysocy New Orleans Hornets zdobyli w czwórkę zaledwie 15 punktów i to mógł być główny powód ich porażki. Niestety, znów brak Davida Westa dał o sobie znać.
Co ciekawe goście trzymali się dzielnie aż do trzeciej kwarty, po której przegrywali tylko pięcioma punktami i mieli jeszcze szansę na wygraną. Dopiero czwarta odsłona przyniosła o wiele lepszą grę Lakers i dała im wygraną. "Szerszenie" miały tej nocy w składzie praktycznie tylko trzech zawodników, którzy punktowali. Byli to Trevor Ariza (22), Marco Belinelli (21) i Chris Paul (20 + 12 asyst). W trójkę Mistrzów NBA na własnym parkiecie pokonać się chyba jednak nie da.
Trener Monty Williams zabrał głos na temat kontuzji Kobe'go - "To cały on. Wszyscy mówili tylko o tej kostce. Czy w ogóle wyglądała jakby bolała? No właśnie."
"To dla dobra show" - wtórował mu Emeka Okafor. "Wiadomo, że Kobe zagra cokolwiek by się nie stało, nawet gdyby miał tam być na jednej nodze."
W ramach ciekawostki - co uważniejsi mogli zobaczyć w pierwszym rzędzie Stevena Spielberga.