Mieszane uczucia w Koszalinie

Dodano: 25 kwietnia 2011 19:06
Mieszane uczucia w Koszalinie
Adam Więckowski, Informacja własna
Obraz własny

Sezon w Koszalinie dobiegł końca wraz z 6. kwietnia, kiedy to w koszalińskiej hali "Gwardii" Akademicy odnieśli kolejną porażkę z Asseco Prokomem Gdynia i odpadli z fazy play-off. Ten rok w nadmorskim mieście był wyjątkowo barwny. AZS zanotował wzloty i upadki, które ostatecznie pozwoliły mu na uplasowanie się na 8. pozycji na koniec rozgrywek.

Nadszedł czas podsumowań, więc kolejną drużyną, która zostanie "wzięta pod lupę" na naszym portalu, będzie właśnie AZS Koszalin.

Ten sezon miał być wyjątkowo udany. Zarząd wierzył, że AZS w końcu będzie w stanie osiągnąć coś więcej niż tylko walczyć o utrzymane w lidze. Z tego też powodu ściągnięto do Koszalina zagranicznego trenera, Charlesa Bartona. Amerykański szkoleniowiec wydawał się doskonałym wyborem, ponieważ w przeszłości prowadził takie drużyny jak Aris Saloniki czy Skyliners Frankfurt. Było to swego rodzaju zaskoczenie, ponieważ sezon 2009/2010 był najlepszy w historii (zdobywcy Pucharu Polski) i większość spodziewała się, że na stanowisku trenera pozostanie Mariusz Karol. Tak się jednak nie stało i za "porządki" w klubie szybko wziął się Barton. Ku sprzeciwowi większej części kibiców, z klubem pożegnał się dotychczasowy lider, George Reese. Jego odejście było tym bardziej zaskakujące, ponieważ sam zawodnik bardzo chętnie pozostałby w klubie na kolejny rok. Na taki układ nie chciał jednak przystać Barton, który pracował wcześniej z Reese'm w Niemczech i nie zamierzał ponownie korzystać z jego usług. I tak, według nowej strategi, do AZS-u ściągnięto Sharauda Curry'ego, Marquise'a Gray'a, Damiena Kinlocha, Aleksandra Perkę, Marcina Srokę, Tomasza Śniega, Winsome'a Fraziera, Mateusza Biega oraz Mateusza Bartosza. Z ubiegłorocznej kadry pozostali Igor Milicić oraz Grzegorz Arabas.

Przygotowania do sezonu wyglądały obiecująco. AZS regularnie wygrywał na turniejach, w których brały również udział zespoły z Tauron Basket Ligi. Niestety dla koszalińskich kibiców, wraz z rozpoczęciem rozgrywek wszystko się zepsuło. AZS w katastrofalny sposób przegrał z Treflem Sopot 61:92 oraz z Energą Czarnymi Słupsk 75:103. Na taki obrót spraw nie mógł przystać ani zarząd, ani tym bardziej kibice. Z dużym hukiem z klubu został zwolniony Charles Barton i na ratunek ściągnięto ubiegłorocznego wybawiciela, Mariusza Karola. Poprawę gry można już było zaobserwować w pierwszym meczu po przyjściu Karola. Koszalinianie minimalnie przegrali z Anwilem Włocławek, a w następnej kolejce pokonali faworyzowaną Polonię Warszawa. Wraz z przyjściem nowego szkoleniowca, zmieniła się też klubowa kadra. Od razu ściągnięto z wakacji George'a Reese'a oraz Slavisę Bogavaca. Z pierwszej ligi przetransferowano natomiast Mirosława Łopatkę. Z kontraktami pożegnali się Curry, Gray oraz Perka. Po dużych zmianach ciężko było cokolwiek ugrać. Jak mówił sam trener, drużyna nie była w ogóle przygotowana do sezonu i w stosunku do pozostałych zespołów, znacznie odstawała. Do bardzo dobrej dyspozycji powrócił jednak Reese, co pomogło Akademikom w odniesieniu kilku bardzo cennych zwycięstw. Pod okiem Karola skrzydła rozwinął także tegoroczny rekordzista, Igor Milicić. Chorwat z polskim paszportem prezentował się fenomenalnie i stał się jednym z najlepszych koszykarzy w Tauon Basket Lidze.

W klubie nie brakowało jednak emocji. Podstawowy center koszalińskiego zespołu, Damien Kinloch, musiał pożegnać się z koszalińską kadrą. Podkoszowy AZS-u miał zły wpływ na atmosferę i tylko pogarszał, już i tak nie najlepszą, sytuację w drużynie. Na treningach nie pracował na tyle, na ile było go stać. W meczach prezentował się przyzwoicie, jednak jego zachowanie poza boiskiem było karygodne i nie było innej możliwości, niż jego zwolnienie. Koszalin w całkiem przyzwoity sposób wytrwał do lutego, kiedy to otworzyło się okienko transferowe. Zaczęło się jednak od bardzo złej wiadomości, ponieważ klub opuścił jeden z najlepszych zawodników, Marcin Sroka. Polski koszykarz otrzymał lepszą propozycje na Ukrainie i nie wahał się ani przez chwilę i wyjechał zagranicę. Do Koszalina przywędrował natomiast "stary dobry znajomy", MVP Meczu Gwiazd oraz jeden z liderów poprzednich sezonów - Grady Reynolds. Amerykanin był bardzo znaczącym wzmocnieniem w drużynie Mariusza Karola i nieraz walczył jak równy z równym z najlepszymi podkoszowymi ligi. W ostatnich dniach okienka AZS zasilił jeszcze Sebastian Balcerzak. Polak nie zadomowił się jednak w Koszalinie na długo. Przez konflikt z trenerem i zapis w umowie z Asseco Prokomem Gdynia (były pracodawca Balcerzaka i nieodłączny rywal AZS-u w końcowej fazie rozgrywek), Balcerzak pojawił się na parkiecie tylko trzykrotnie.

Z w miarę uregulowanym składem, AZS zaliczył całkiem udaną drugą część sezonu. Do samego końca walczył o pierwszą ósemkę, która była premiowana fazą play-off. Gdyby udało się pokonać w ostatniej kolejce PBG Basket Poznań, to koszalinianie mogliby zakończyć sezon nawet na 6. pozycji. Tak się jednak nie stało i AZS uplasował się ostatecznie na 8. miejscu i w kolejnej fazie rozgrywek musiał sprostać Asseco Prokomowi Gdynia. Akademicy nie dali jednak rady, ponieważ dysponowali bardzo wąską kadrą, która odczuwała już trudny całego sezonu. Seria zakończyła się zwycięstwem aktualnego Mistrza Polski 3:1. AZS zdołał "wyrwać" jeden punkt na własnym parkiecie, co i tak było ogromnym sukcesem.

Największymi tegorocznymi osiągnięciami były wyjazdowe zwycięstwa nad Energą Czarnymi Słupsk oraz Kotwicą Kołobrzeg. Na triumf w słupskiej "Gryfii" koszalinianie czekali od wielu lat. W końcu się udało i to chyba ten moment był najważniejszy dla wszystkich kibiców Akademików. Smaczku dodała także wygrana w kołobrzeskiej hali "Milenium". Zwycięstwo w Kołobrzegu przyszło nadwymiar łatwo. Na taki obórt spraw duży wpływ miała słaba dyspozycja Teda Scotta, jednak zapamiętany będzie wynik, a nie wyczyny poszczególnych zawodników.

Koszalińscy kibice z niecierpliwością oczekują na następny sezon, który ma być o wiele lepszy niż ten niedawno zakończony. AZS ma dysponować rekordowym budżetem, który może pozwolić na spore zakupy na rynku transferowym. Na kolejne popisy swoich ulubieńców koszalinianie będą jednak musieli poczekać przez blisko pół roku.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp