Triple-double Paula, Hornets walczą dalej
New Orleans Hornets nie wykorzystali po wyjazdowym zwycięstwie w Los Angeles szansy na objęcie w serii prowadzenia 3:1.
Porażka jednak w meczu numer cztery przekreślała w zasadzie ich sezon, bo lecieliby po pewną egzekucję do "Miasta Aniołów". Nóż na gardle sprawił, że "Szerszenie" znów wzniosły się na wyżyny umiejętności i pokonały "Jeziorowców" 93:88.
Spotkanie zostało absolutnie zdominowane przez Chrisa Paula. Rozgrywający gospodarzy gra bodaj najlepszą koszykówkę w życiu i jest totalnym liderem, alfą i omegą w drużynie Monty Williams. Wczoraj każde posiadanie w ataku i decyzje o zagrywkach należały do niego. "CP3" zanotował triple-double, które nazwiemy masywnym, 27 punktów, 15 asyst i 13 zbiórek.
"Nieważnie, co wydarzy się w tej serii. To było wspaniałe uczucie zobaczyć to miasto uśmiechającym się. Naprawdę, stary, to była radość. Jestem bardzo wdzięczny, że mogę powiedzieć, że to jest mój sposób na życie" - mówił bohater wieczoru, nawiązując do tragedii huraganu Katrina, który wciąż odbija się na miejskiej mentalności w "Nawlins".
Paul rzucił też 14 z 24 punktów swojej ekipy w decydującej czwartej kwarcie. To była jego noc w New Orleans Arena. Nie ma dwóch zdań.
Kluczowy rzut trafił jednak Jarrett Jack. "CP3" wchodził pod kosz, gdzie byli obrońcy rywali i z pewnością spudłowałby. Oddał jednak piłkę koledze z zespołu, a ten trafił równo z syreną kończącą akcję. "Już miałem oddawać swój najgorszy rzut w tym meczu. Dzięki Bogu zobaczyłem Jarretta kątem oka."
Z kolei całkiem fajnie w ataku zaprezentowała się ekipa gości, bo cała pierwsza piątka zdobyła 10 i więcej punktów. Postąci, która zawiodła, jest jednak Kobe Bryant, który z gry trafiłtylko 5/18 rzutów i taka skuteczność lidera Lakers była jedną z głównych przyczyn ich porażki w meczu zdominowanym przez obronę. Tym razem nie będę zarzucał tak wiele Quincy Pondexterowi.