O Kotwicy słów kilka…

Dodano: 24 kwietnia 2011 20:55
O Kotwicy słów kilka…
Adam Popek, Informacja własna
WikiMedia

Po zakończonym niedawno sezonie zasadniczym na naszym portalu co pewien czas prezentujemy dokonania oraz obecną sytuację poszczególnych zespołów. Tym razem kolej na Kotwicę Kołobrzeg, która w ostatnich miesiącach była drużyną wybitnie nieprzewidywalną.

O tym, dlaczego tak się działo postaramy dowieść w naszym podsumowaniu.

Kołobrzeżanie przez cały czas trwania sezonu 2010/2011 dostarczali swoim kibicom wielu emocji zarówno pozytywnych, jak i skrajnie negatywnych. Podopieczni Dariusza Szczubiała potrafili, bowiem zwyciężyć choćby PGE Turów Zgorzelec, ale też przegrać z tarnobrzeską Siarką, co sprawiało, że wokół klubu wytworzyła się prawdziwa huśtawka nastrojów.

Pierwotnie włodarze Kotwicy hucznie zapowiadali, że drużyna będzie walczyć o play off. Niewątpliwie było to ambitne posunięcie, ale realia po raz kolejny okazały się brutalne. Kołobrzeżanie od początku, bowiem nie prezentowali się na tyle dobrze by zająć miejsce w środku tabeli i przez większy okres okupowali najniższe lokaty. Cały kolektyw (jeśli w tym wypadku można użyć takiego słowa) ułożony był pod Teda Scott’a.

Już samo zatrudnienie mającego trudny charakter Amerykanina wywołało falę zdziwienia w gronie ekspertów. Nie tak dawno przecież, ten sam gracz dyscyplinarnie został usunięty ze Sportino Inowrocław, więc trudno było się spodziewać, że przeszedł nagłą przemianę. Zgodnie z przypuszczeniami tak też się nie stało. Scott od początku mając świadomość bezkarności oddawał blisko 40 rzutów na mecz i śrubował swoje statystyki z każdym tygodniem. Te na pewno wyglądały imponująco, tylko problem pozostawał w najważniejszej kwestii – drużynie.

Ta wyraźnie nie mogła poradzić sobie w takiej sytuacji, mimo, że trener Szczubiał chciał powielić schemat, który wypalił rok temu w Zniczu Jarosław, dobierając nawet tych samych wykonawców. W nieobecnym już w szeregach ekstraklasy Zniczu było trzech strzelców (Keddric Mays, Jeremy Chappell, John Williamson), na których w obronie harowali tacy gracze jak Bartosz Sarzało czy Łukasz Diduszko. W Kotwicy zaś, rolę strzelby miał przejąć Scott. Niby pięknie, ale w porównaniu ze wspomnianymi zawodnikami podkarpackiego zespołu Scott okazał się samolubem do potęgi. Popularny Teodor gdy dostawał piłkę w swoje ręce, po maksymalnie kilku krokach wyskakiwał na pół metra w górę i rzucał. Nie trafił? Nic nie szkodzi. Momentalnie ruszał na zbiórkę (poprawiając kolejny z elementów statystyki) i ponownie próbował szczęścia. Jak wiemy, taka „taktyka” zawodziła szczególnie w końcówkach.

Sytuacja poprawiła się nieco po przyjściu Jassie’go Sapp’a, który nieco bardziej rozważnie podchodził do rzutów i był bardziej nastawiony na grę zespołową. Dlatego też, w końcówce sezonu, kiedy Scott nie występował już na parkiecie, kołobrzeżanie rozegrali kilka naprawdę dobrych meczów i udawało im się nawet wygrywać. Szkoda tylko, że tak późno.

Żałować można jeszcze niewykorzystanego w pełni potencjału Darrell’a Harrisa, który niby robił swoje i walczył pod tablicami, ale przez większość czasu grał jakby z foliowym workiem na głowie. Niemniej jednak, tego wszystkiego już nie odwrócimy i teraz w Kołobrzegu czas na popisy włodarzy klubu, którzy muszą teraz zrobić wszystko by zapewnić byt swojej drużynie na kolejny sezon. Czy oni też osiągną wynik gwarantujący pozostanie w lidze?

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp