Słaby sezon Anwilu
We Włocławku tak ponurych nastrojów nie było od dawna. Wszystko dlatego, że Anwil w porównaniu do poprzednich kilku lat zdecydowanie spuścił z tonu i dla wielu stał się zaledwie ligowym średniakiem. Na poparcie tych słów wystarczy przytoczyć fakt, że zespół z Kujaw zakończył rywalizację już w pierwszej fazie play off.
Stało się tak w dużej mierze za sprawą niekorzystnego rozstawienia, które było spowodowane dopiero szóstą lokatą po sezonie zasadniczym.
Niemniej jednak, porażka jaką był brak walki o medale stała się faktem i teraz czas dokopać się do przyczyn. Nie bez znaczenia pozostaje kiepski początek sezonu. Wtedy, jeszcze pod wodzą Igora Griszczuka, który wrócił do Anwilu świeżo po przegranych sportowo eliminacjach Mistrzostw Europy, włocławianie grali tak, jakby w ogóle nie mieli odpoczynku pomiędzy jedną a drugą edycją rozgrywek. Taka postawa oczywiście znalazła odzwierciedlenie w wynikach. Bo i ile jeszcze „mordownia” wystarczyła na drużyny pokroju Polonii Warszawa, o tyle w starciach z czołówką nie było mowy o korzystnych rezultatach.
Tym samym wicemistrzowie Polski dość szybko zaczęli odstawać od czołówki i jedyną ich nadzieją było to, że pozostali faworyci również przechodzili kryzys. Tyle, że czas uciekał a w jakości gry Anwilu nie było widać zmian. Zbyt dużo porażek miało miejsce zarówno w Tauron Basket Lidze, jak i europejskich pucharach, co nie mogło rzecz jasna przynieść nic dobrego. Jednym z pierwszych, który stał się ofiarą słabej gry zespołu był Robert Skibniewski. Doświadczony rozgrywający, który wyraźnie nie mógł odnaleźć się w ekipie z Włocławka i włodarze klubu bez żalu się z nim pożegnali. „Skiba” jednak, momentalnie znalazł nowy zespół – Polpharmę i rozwinął skrzydła, co było znakiem dla włocławian, że coś u nich nie tak. Kolejne słabe wyniki przyniosły to, czego wszyscy związani z klubem oczekiwali od dawna. Wyraźnie nie radzącego sobie już Griszczuka zmienił doświadczony Emir Mutapcić, który miał poukładać całą drużynę od nowa i zaprowadzić nowe porządki.
Tyle, że i jego start nie był wyśmienity. Zespół pod wodzą bałkańskiego szkoleniowca długo szukał swojego stylu i notował spore wahania formy. W pewnym momencie jednak, wydawało się, że Anwil w końcu wyszedł na prostą. Pojawiła się nawet nadzieja na wywalczenie upragnionego miejsca na podium, które miało być furtką do walki o medale. Tyle, że po raz kolejny już światełko w tunelu okazało się reflektorem nadjeżdżającego pociągu i o „pudle” po sezonie zasadniczym nie mogło być mowy.
Mimo to, we Włocławku wierzono, że przełamanie nastąpi w play off. Wszystko dlatego, że coraz lepiej wyglądała współpraca tercetu Nikola Jovanović – Paul Miller – Łukasz Majewski, a do tego przebłyski notował niepokorny Dardan Berisha. Do łask powrócił także Andrzej Pluta, dla którego jak się okazało, był to ostatni sezon w koszykarskiej karierze.
Niestety, w decydującej fazie sezonu nic nie drgnęło i podopieczni trenera Mutapcica w czterech meczach przegrali rywalizację z Treflem Sopot o wejście do półfinału, co jednocześnie oznaczało zakończenie rozgrywek. Czy w przyszłej edycji rozgrywek, na Kujawach unikną podobnych wpadek i Anwil, po roku przerwy znów powróci do ścisłej czołówki?