Philadelphia w krainie, z której nikt nie powrócił
Doskonale zdajemy sobie sprawę, co dzieje się z drużynami, które w Play-Offach NBA przegrywają w serii zero do trzech. Jeszcze nik w historii NBA nie odrobił takiego deficytu.
Do tej przygnębiającej krainy powędrowali zawodnicy Philadelphia 76ers. Ulegli wczoraj na własnym parkiecie Miami Heat 94:100 i praktycznie stracili szansę na awans do kolejnej rundy.
W drużynie gości widać było sportową złość i pasję, której chyba jednak trochę brakowało w ekipie Douga Collinsa. Takiej iskry, zaciętości. Przejawiała się ona w podaniach przez całe boisko, które odbierał i kończył wsadami Dwyane Wade, podaniami za plecami LeBrona Jamesa znów do Wade'a czy też nieprawdopodobnej dobitki "Flasha" w czwartej kwarcie na 92:84. Te zagrania wysysały meczową energię z zawodników i kibiców "Szóstek" niczym wampir krew i były wykorzystywane przez Heat.
Hustle plays, moi drodzy. Miami Heat wreszcie się tego nauczyli, a Knicks i Celtics już powinni zacząć się tego obawiać.
Najlepszym zawodnikiem po obu stronach boiska był Dwyane Wade (32 punkty, 10 zbiórek, 8 asyst), któremu jak widzimy zabrakło tylko 2 ostatnich podań do triple-double. Hej, LeBron James nie był wcale słabszy - 24 "oczka", 15 zbiórek, 6 asyst! Chis Bosh dołożył 19 punktów.
Tym razem starterzy Philly zagrali lepiej, chociaż wciąż niewystarczajaco. Elton Brand zdobył 21 punktów, J'Rue Holiday 20, a Andre Iguodala miał double-double z 10 "oczkami" i zbiórkami. Zespół został jednak zmiażdżony po raz kolejny na deskach, aż 50:34! Czy grając tak zdoła uniknąć sweepu?
Historią meczu może się okazać migrena Dwyane'a Wade'a, która dokuczała mu przed meczem. Podobno przeszła, bo zagrał kapitalnie, więc nie możemy raczej mówić o "migraine game" nawiązując do "flu game" Michaela Jordana (no, kaliber przeciwnika też nie ten sam), ale jest to z pewnością ciekawostka, którą warto zapamiętać.
"Nie musiałem martwić się o jasne światła. Czułem się znacznie lepiej" - mówił Wade. "Myślę, że było to widać po mojej grze i moi koledzy to widzieli."
"Zrozumiał, że potrzebowaliśmy czegoś więcej" - komentował najlepszy jak na razie występ swojej gwiazdy trener Erik Spoelstra.
W niedzielę czwarty, być może ostatni mecz serii.