Bulls wygrywają w Conseco Fieldhouse w Indianapolis
To nie był dobry mecz Dericka Rose'a. Jednak to jego akcja na 17,8 sekundy przed końcową syreną dała Bulls prowadzenie, które okazało się wystarczające do wygrania trzeciego kolejnego spotkania przeciwko Indiana Pacers 88:84.
Dzięki tej wygranej już tylko jedno zwycięstwo dzieli Chicago od awansu do kolejnej rundy playoff NBA.
Indiana Pacers to zupełnie inny zespół, kiedy gra we własnej hali. Pacers wspierani przez publiczność w Conseco Fieldhouse są niezwykle wymagającym przeciwnikiem. Przekonali się o tym Chicago Bulls i ich lider Derrick Rose, który zagrał najsłabsze spotkanie w serii. Rose zdobył co prawda 23 punkty jednak trafił zaledwie 4 z 18 rzutów z gry a punkty zdobywał głownie dzięki rzutom wolnym.
Pacers w tym meczu zrobili to co zrobiłaby każda drużyna. Postawili bardzo twardą obronę przeciwko liderowi Bulls i to dawało przez całe spotkanie wymierne efekty. Rose w pierwszej kwarcie trafił tylko jeden rzut z gry. Mimo tego Bulls wygrali tę część gry 21:17. Główna w tym zasługa Luola Denga, który wykorzystywał zagęszczenie obrony wokół Rose'a i w całym spotkaniu zdobył 21 punktów.
W drugiej kwarcie przedmeczowe założenia taktyczne zaczęły przynosić efekty. Mec się wyrównał i obie ekipy walczyły jak równy z równym. W pewnym momencie Pacers zaczęli nawet lekko dominować czego efektem było odrobienie straty i wyrównanie stanu rywalizacji. W połowie meczu na tablicy wyników kibice Pacers zobaczyli remis po 42.
W trzeciej kwarcie obraz meczu nie uległ zmianie Bulls nadal męczyli się nie mogąc grać tego do czego są przyzwyczajeni a Pacers konsekwentnie grali to co założyli sobie przedmeczem. Po 36 minutach goście prowadzili nieznacznie 65:64 i to ostatnia kwarta miała wyłonić zwycięzcę meczu.
W czwartej części gry napięcie na parkiecie sięgało zenitu nie wspominając o trybunach na któych kibice robili wszytsko aby wspierać swoich idoli. Twarda gra w obronie Pacers ponownie przynosiła oczekiwane efekty. Mecz cały czas oscylował wokół remisu i w pewnym momencie zanosiło się nawet, że do wyłonienia zwycięzcy potrzebna będzie dogrywka. Jeszcze na 18 sekund przed końcem na tablicy wyników był remis po 84 a piłkę w swoich rękach miał Derrick Rose, który przez całą kwartę nie trafił ani jednego rzutu z gry. Wtedy właśnie lider Bulls wykonał akcję przeciwko całej drużynie Pacers. Wszedł pod kosz i w ekwilibrystyczny sposób oddał rzut który dał Bulls dwupunktowe prowadzenie. Pacers próbowali odpowiedzieć rzutem za trzy jednak piłka po rzucie Danny'ego Grangera trafiła tylko w obręcz i było po meczu. Dwa punkty z rzutów wolnych dorzucił jeszcze Ronnie Brewer i to przypieczętowało zwycięstwo najlepszej w tym sezonie ekipy.
Po meczu Derrick Rose tak komentował decydującą akcję: "Przez cały czas próbowałem robić to co zawsze. Dziś jednak nie było to łatwe. Było widać, że cały zepół bronił przeciwko mnie. Jednak w tym jednym momencie zobaczyłem lukę w ich obronie i postanowiłem to wykorzystać i cóż udało się."
Kolejne być może ostatnie spotkanie odbędzie ponownie w Indianapolis w nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego.