Bulls wygrywają po raz drugi

Dodano: 19 kwietnia 2011 08:33
Bulls wygrywają po raz drugi
Michał Fast, Informacja własna
WikiMedia

Derrick Rose, w każdym kolejnym meczu potwierdza, że jego dominacja w kontekście MVP sezonu zasadniczego, to nie przypadek. Dziś Rose ponownie był najlepszym strzelcem swojej drużyny i poprowadził Bulls do drugiego zwycięstwa, w serii do czterech zwycięstw, nad Indianą Pacers.

Mecz ponownie był bardzo zacięty a jego losy zdecydowały się w ostatnich minutach. Jednak to faworyci serii zachowali w końcówce więcej zimnej krwi i zwyciężyli 96:90.

Ponownie mecz był zaskakująco wyrównany. Aż trudno było uwierzyć, że mierzą się ze sobą drużyny, z któych jedna była najlepsza w sezonie regularnym z 62 zwycięstwami a druga zajęła 16 miejsce wygrywając zaledwie 37 meczów.

Pacers wyciągnęli wnioski z pierwszego meczu i starali się utrzymać lidera Bulls, Derricka Rose'a jak najdalej od kosza. Dzięki temu udało im się wymusić aż 22 straty Bulls i spowodować, że Chicago rzucali z zaledwie 39% skuteczności. Taktyka ta pozwoliła Pacers ponownie prowadzić z Bulls zacięty do ostatniach sekund bój. Niestety dla kibiców z Indiany w czwartej kwarcie Derrick Rose wyrawał się spod kurateli obrońców i rzucjąc w tej części gry 14 punktów ponownie dał zwycięstwo swojej drużynie.

Derrick Rose w całym spotkaniu rzucił 36 punktów, miał 8 zbiórek, 6 asyst i 2 przechwyty. Tym razem Bulls dominowali na tablicach dzięki znakomitej grze podkoszowych Carlosa Boozera i Joakima Noaha. Pierwszy z nich zebrał 16 piłek i miał 17 punków a drugi popisał się 10 zbiórkami.

Po stronie Pacers ponownie najlepiej zagrał Danny Granger, który tym razem rzucił 19 punków. Jednak dziś nie miał on odpowiedniego wsparcia w ataku. Żaden zawodnik pierwszej piątki Indiany nie przekroczył 10 punktowej zdobyczy a bez tego Pacers raczej nie będą w stanie wygrać żadnego z kolejnych spotkań w tej serii.

Rose w dwóch dotychczasowych spotkaniach zdobył 75 puntów co daje mu średnio 37,5 punków na mecz. Zapytany czy nie martwi się o to, że zdobywa tak dużo punktów a atak jego drużyny opiera się w zasadzie tylko na nim odparł: "Nie martiwę się tym, tak długo jak długo wygrywamy. Jesteśmy zwycięzcami więc czym się tu martwić. Kiedy podaję moi koledzy znakomicie egzekwują rzuty więc naprawdę nie ma powodów do jakichkolwiek obaw."

Kolejny mecz tej serii odbędzie się już w Conseco Fieldhouse w Indianapolis w czwartek i będzie to mecz o wszystko dla Pacers, którzy miejmy nadzieję nie złożą broni i będą w stanie pokonać Bulls na własnym terenie.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp