Asseco Prokom wygrywa po dramatycznym meczu
Zgromadzeni w hali „Gryfia” kibice na brak emocji tego wieczoru z pewnością nie narzekali. Zarówno Energa Czarni, jak i Mistrzowie Polski zgotowali im prawdziwy horror, którego losy ważyły się do ostatnich sekund. W końcówce jednak, więcej zimnej krwi zachowali podopieczni Tomasa Pacesasa, którzy zwyciężyli 70:66.
Dzięki temu, obrońcy tytułu znów wyszli na prowadzenie w półfinałowej rywalizacji.
Trzeci mecz rozgrywany w Słupsku miał duże znaczenie psychologiczne dla losów całej rywalizacji. Graczom Asseco Prokomu zależało na tym, by po ostatniej przegranej na własnym terenie znów przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę i wtrącić tym samym przeciwnika z równowagi. „Czarne Pantery” liczyły z kolei na podtrzymanie dobrej passy.
Początkowo wiele wskazywało na to, że spełnią się życzenia gospodarzy, którzy po kilku udanych akcjach wysunęli się na prowadzenie. Działo się tak w dużej mierze dzięki odważnym poczynaniom ze strony Mantasa Cesnauskisa i Ermina Jazvina. W niedzielnej konfrontacji defensorom Prokomu krwi napsuł szczególnie ten pierwszy, zdobywając łącznie aż 23 punkty.
Gdynianie z kolei rozpoczęli bardzo chaotycznie i długo nie potrafili rozwinąć skrzydeł. Ta sztuka udała im się dopiero w drugiej kwarcie, kiedy to poprawili skuteczność i zaczęli prowadzić wyrównaną walkę z rywalem. Bardzo aktywny w trójmiejskim zespole był Daniel Ewing, który wcielił się w rolę lidera. Sporo pożytecznej pracy w obronie wykonał także Piotr Szczotka. Wychowanek Znicza Jarosław momentami był wręcz nie do przejścia, dzięki czemu zdobywanie punktów graczom Czarnych nie przychodziło już z taką łatwością.Po tych wydarzeniach, przewaga miejscowych zmalała do zaledwie dwóch „oczek”, co zapowiadało spore emocje w drugiej odsłonie.
Po zmianie stron obie ekipy zaczęły grać jeszcze bardziej agresywnie i skupiły swoje siły w obronie. Sprawiło to, że widzowie nie oglądali już tylu efektownych akcji, ale za to mogli podziwiać niesamowitą walkę fizyczną. W tych nowych realiach nieco lepiej odnaleźli się przyjezdni, którzy nie tylko doprowadzili do wyrównania, ale też minimalnie przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę.
W ostatniej batalii, na parkiecie wręcz wrzało. Mnóstwo fauli z obu stron i wiele rozpaczliwych rzutów tylko dodawało dramaturgii całemu spotkaniu. Słupszczanie robili wszystko, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Ich problem polegał jednak na tym, że w ważnych momentach Jerel Blassingame nie potrafił utrzymać nerwów na wodzy i jeszcze przed końcem zszedł z boiska za pięć fauli. Dodatkowo, na niekorzyść „Czarnych Panter” działał fakt, że indywidualne popisy wspomnianego już Mantasa Cesnauskisa nie przynosiło pożądanego efektu. W tym czasie, gdynianie wykorzystali niefrasobliwość przeciwnika i dzięki „trójce” niewidocznego wcześniej Filipa Widenowa przypieczętowali drugie zwycięstwo w tej rywalizacji.Energa Czarni Słupsk – Asseco Prokom Gdynia 66:70 (18:13, 17:20, 11:14, 20:23)Energa Czarni: Cesnauskis 23, Jazvin 11, Blassingame 9, Roszyk 5, Avery 5, Davis 5, Szawarski 4, Leończyk 4, Białek 0. Asseco Prokom: Ewing 14, Adams 14, Szubarga 8, Eldridge 6, Burrell 6, Szczotka 5, Varda 5, Hrycaniuk 5, Witka 4, Widenow 3, Frasunkiewicz 0.