Miami zwycięskie, ale podrażnione przez Sixers
Zaczęła się długa droga Miami Heat do celu, w którym Pat Riley sprowadził tu latem LeBrona Jamesa i Chrisa Bosha.
Podopieczni Erika Spoelstry mieli w tym spotkaniu swoje zwyczajowe problemy, takie jak rozpraszanie się przy dużej przewadze, ale udało im się wyjść z nich obronną reką i pokonać ostatecznie Philadelphia 76ers 97:89.
Pierwszą kwartę koszykarze faworyta w tej parze rozpoczęli tak, jakby nie oglądali Chicago Bulls i tego, z jakim trudem wyrwali w ostatnich sekundach zwycięstwo walecznym Indiana Pacers. Gospodarze tracili piłkę, nie egzekwowali zagrywek i pozwalali "Szóstkom" na łatwe punkty w kontrach. Efekt? Szybkie i dość znaczne prowadzenie Gości, w pewnym momencie 20:6.
W drugiej kwarcie Heat przerzucili się jednak na swoją koszykówkę i markową defensywę. W ataku postrach siali LeBron James i Dwyane Wade, a podopieczni Douga Collinsa stanęli, a właściwie zostali zatrzymani. Gospodarze sukcesywnie budowali więc przewagę i odskakiwali dzięki wyjątkowo zespołowej grze i extra passom.
Po raz kolejny dali się jednak zaskoczyć w czwartej kwarcie. Na parkiecie szalał Thaddeus Young, który grał z takim poświęceniem, że w jednej akcji...stracił buta. W końcówce zabrakło Sixers jednak graczy, którzy mogliby wziąć ciężar zdobywania punktów na swoje barki i ostatecznie to kibice ubrani na biało mogli cieszyć się z wygranej.
Interesujące jest, że wąską rotacją zagrał tym razem Spoelstra. Zmiennicy co prawda grali sporo, ale nie wnosili do gry zbyt wiele do gry, poza wszędobylskim w obronie Joelem Anthonym. Ławka Heat zdobyła w tym meczu tylko 18 punktów. Sam Thaddeus Young zdobył ich 20, a Lou Williams dołożył 10.
Tu dochodzimy jednak do największej bolączki Sixers - są po prostu słabi w ataku pozycyjnym. Ich starterzy nie rzucają zbyt wiele punktów. Andre Iguodala, ich teoretyczny lider zdobył w tym meczu 4 "oczka", oddając 7 rzutów, z których trafił 2. Elton Brand miał 17 oczek, a J'Rue Holiday 19, głównie dzięki trójkom przez ręce, ale to o wiele za mało na dominujący zespół z Miami. Heat wygrali deskę (52:39), chociaż znów tracili zbyt dużo piłek (13).
Świetne pod względem statystycznym spotkanie zagrała para LeBron James i Chris Bosh. "King James" rzucił 21 punktów i zebrał 14 piłek, a "CB1" był najlepszym zawodnikiem całego meczu - 25 "oczek", 12 zbiórek.