Turów nie daje za wygraną
Podopieczni Jacka Winnickiego po dość wyraźnej porażce w pierwszym półfinałowym meczu tym razem pokazali klasę i zostawili w pokonanym polu Trefla, wygrywając w ostatecznym rozrachunku 77:66. Sopocian tego wieczoru stać było na wyrównaną walkę tylko przez 20 minut. W drugiej połowie, bowiem na parkiecie bezsprzecznie przeważali gracze Turowa.
Tym samym w rywalizacji pomiędzy tymi drużynami do 4 zwycięstw jest remis (1:1).
Początek spotkania zgodnie z przewidywaniami był bardzo zacięty. Obie strony szły łeb w łeb i trudno było stwierdzić, kto wyjdzie z tego pojedynku ogromną ręką. Na dodatek, przez pierwsze kilkanaście minut to Trefl posiadał minimalną przewagę, co dla gospodarzy nie było najlepszą wróżbą. W nadmorskiej ekipie wyróżniał się Dragan Ceranić. Bałkański środkowy nadspodziewanie dobrze radził sobie w strefie podkoszowej z defensorami rywala i co chwilę notował na swoim koncie kolejne punkty. Wtórował mu Lawrence Kinnard, który podobnie jak w pierwszym meczu trafiał z dalszych odległości. Jednakże gracze Turowa w tym czasie cały czas trzymali rękę na pulsie i za sprawą Konrada Wysockiego nie pozwolili podopiecznym Karlisa Muiznieksa na ucieczkę. Dzięki temu, po dwóch kwartach przegrywali różnicą zaledwie dwóch „oczek”, co zapowiadało spore emocje w kolejnych partiach.
Po zmianie stron, ku uciesze miejscowych kibiców, zgorzelczanie włączyli piąty bieg i dzięki bardzo dobrej grze zarówno w obronie, jak i w ataku momentalnie wyszli na kilkupunktowe prowadzenie. Szczególnie mogła podobać się gra wspomnianego Wysockiego, który ani razu nie pomylił się przy rzutach zza linii 6, 75 m. Wtórował mu wprowadzony na parkiet z ławki rezerwowych Daniel Kickert. Jak się później okazało, był on prawdziwą tajną bronią trenera Winnickiego, dzięki której Turów mógł przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Na te poczynania, przyjezdni długo nie potrafili odpowiedzieć. Wśród zawodników Trefla szwankowała, bowiem skuteczność, co najlepiej było widać na przykładzie ich lidera Filipa Dylewicza. Reprezentant Polski tym razem nie zdołał poprowadzić swojego zespołu do zwycięstwa. Sopocianie, bowiem nawet w decydującej batalii nie potrafili zbliżyć się do rywala, efektem czego musieli uznać jego wyższość. Dzięki temu, piąta ekipa poprzedniego sezonu wyrównała stan rywalizacji i z optymizmem może oczekiwać kolejnych starć. Gracze Trefla natomiast powinni z uwagą przeanalizować popełnione błędy, ponieważ tych było zdecydowanie za wiele.
PGE Turów Zgorzelec – Trefl Sopot 77:66 (18:19, 17:18, 22:14, 20:15)
PGE Turów: Konrad Wysocki 16, Torey Thomas 14, Daniel Kickert 13, Marko Brkić 10, David Jackson 8, Michał Gabiński 6, Robert Tomaszek 6, Michael Kuebler 4, Bartosz Bochno 0.
Trefl: Dragan Ceranić 16, Lawrence Kinnard 12, Filip Dylewicz 12, Paweł Kikowski 7, Giedrius Gustas 6, Adam Waczyński 6, Lorinza Harrington 3, Slobodan Ljubotina 2, Marcin Stefański 2.