Wojciech Kamiński: To był udany sezon

Dodano: 14 kwietnia 2011 17:05
Wojciech Kamiński: To był udany sezon
Adam Popek, Informacja własna
WikiMedia

Polonia Warszawa, z uwagi na decyzję włodarzy ligi o odwołaniu pozostałych kolejek play out sezon 10/11 zakończyła w minioną sobotę. Warszawianie ostatecznie uplasowali się na 10 miejscu, co jedni interpretują jako sukces, a drudzy czują niedosyt.

O tym, jaka naprawdę była ta edycja TBL rozmawiamy z Wojciechem Kamińskim – trenerem Czarnych Koszul.

AP: Na początku zapytam bardzo ogólnie, jak Pan podsumuje minione już dla Polonii rozgrywki?WK:Uważam, że były one dla nas jak najbardziej udane. Wobec bardzo trudnej sytuacji sprzed kilku miesięcy, w jakiej znajdował się klub, a także wszechobecnych opinii ekspertów, którzy wróżyli nam pewny spadek, osiągnięty rezultat powinien cieszyć. Zresztą ja od początku mówiłem, że nasz cel jest jasny – utrzymać się w ekstraklasie i walczyć w każdym meczu do końca. Mimo nieprzychylności środowiska udało nam się zrealizować oba te cele. Co więcej, do ostatniego momentu liczyliśmy się także w rywalizacji o udział w fazie play off. To najlepiej pokazuje, że nasza praca nie poszła na Marnę. Ponadto cieszyć może też fakt, że osiągnęliśmy to opierając grę na wielu młodych graczach, co nie jest zbyt powszechne w dzisiejszych czasach. Moi najmłodsi zawodnicy udźwignęli presję, jaka towarzyszy występom w najwyższej klasie rozgrywkowej, co jest również ich osobistym zwycięstwem. Nie można zapominać  też o srebrnym medalu wywalczonym przez juniorską drużynę na Mistrzostwach Polski.

AP: Jak Pan myśli, jakie te ostatnie miesiące były dla poszczególnych graczy Polonii? Oni również są zadowoleni z tego co osiągnęli?WK: Myślę, że tak. Nasza drużyna była pozbawiona wielkich nazwisk i prawda jest taka, że nikt nie oczekiwał od nich niewiadomo jakich wyczynów. Tymczasem my pokazaliśmy, że wspólna praca może przynieść naprawdę duże efekty. Słowa uznania należy skierować pod adresem Marcina Nowakowskiego, który musiał wziąć na siebie odpowiedzialność za kierowanie grą całego zespołu mimo niewielkiego doświadczenia na tym szczeblu rozgrywkowym. Podobnie było w przypadku jego zmienników – Michała Kwiatkowskiego i Kamila Łączyńskiego. Choć ten ostatni dołączył do zespołu dopiero w drugiej rundzie (wcześniej leczył ciężką kontuzję – przyp. Red.), to również musiał się sporo napracować.  Ogromną rolę odegrali też Amerykanie. Prawdą jest, że przed sezonem żaden z nich nie zaliczał się do górnej półki, zwłaszcza jeśli chodzi o wymagania finansowe, ale dzięki dobrej współpracy całego kolektywu mogli wydobyć z siebie to co najlepsze. Na poparcie tych słów wystarczy prześledzić występy Darnella Hinsona, czy duetu Harding Nana –Tony Easley. Każdy z nich był czołową postacią nie tylko w Polonii, ale i całej lidze. Pozytywnie zaprezentował się też Łukasz Wichniarz, który solidnie wykonywał swoją robotę.

AP: Któryś z nich szczególnie Pana zaskoczył?WK: W tym przypadku nie można generalizować. W moim zespole było kilku graczy, którzy „odpalali” w różnych momentach. Na przykład w spotkaniu z PGE Turowem, rozgrywanym w Zgorzelcu świetnie zawody rozegrał Wichniarz. Ostatnio z Siarką błysnął nieoczekiwanie Michał Kwiatkowski, który w zasadzie w pojedynkę wygrał nam mecz. Kilkakrotnie ciężar gry na swoje barki brał też wspominany przeze mnie Nowakowski. Tak naprawdę rolę lidera co chwilę przejmował inny z graczy. Moim zdaniem było to efektem młodego wieku zespołu. W takim stadium trudno jest, bowiem o stabilność formy.

AP: Który moment tego sezonu był dla Pana szczególny?WK: Pierwsza taka wyjątkowa chwila związana jest z naszym wygranym meczem w Zgorzelcu. Było to dla nas pierwsze zwycięstwo w lidze, a przecież jeszcze wtedy z racji na kłopoty z halą „Koło” wszystkie mecze rozgrywaliśmy na wyjeździe. Dzięki temu triumfowi uwierzyliśmy tak naprawdę w swoje możliwości, bo do tamtej pory wygrywaliśmy jedynie z sparingach i to z niżej notowanymi rywalami. Na swoim terenie odnieśliśmy z kolei zwycięstwa nad będącym wtedy w szczytowej formie Zastalem, a także Polpharmą, która kilka dni wcześniej zdobyła Puchar Polski. Szkoda mi natomiast konfrontacji z Treflem, którą przegraliśmy na własne życzenie. Biorąc po uwagę jednak wspomniane problemy z halą, a także kłopoty kadrowe, które spowodowane były równoczesnym odbywaniem się zawodów juniorskich i tak można być szczęśliwym.

AP: Jak Pan ocenia poziom cały rozgrywek w stosunku do poprzednich lat?WK: Poziom ligi spadł i nie ma na ten temat dwóch zdań. W dużej mierze było to spowodowane tym, że gracze przyjeżdżający do Polski nie prezentowali się na tyle dobrze by wnieść nową jakość, a to z kolei pociągnęło za sobą dalsze konsekwencje. Oczywiście taki stan rzeczy wiąże się też z minimalnymi wydatkami na nowych zawodników. Jeśli to wszystko nie ulegnie poprawie, próżno będzie wypatrywać lepszych czasów.

AP: Niedawno wśród włodarzy ligi zrodził się projekt stworzenia ligi zamkniętej. Jak się Pan do tego ustosunkuje?WK: To pytanie bardziej do zarządzających ligą i klubami, ale podejrzewam, że autorom tego projektu chodzi o to, żeby wprowadzić większą stabilność w szeregi ekstraklasy, a także dać czas drużynom o sporym potencjale na rozwój. Dzięki temu być może stworzyłaby się większa konkurencja do walki o mistrzostwo. Ostatni zespół z kolei nie spadałby z ligi, a jedynie musiałby się liczyć z karą finansową. Nie wiem, czy to przyniesie spodziewane rezultaty. Trzeba się przede wszystkim zastanowić, w jakiej formule należałoby wprowadzić takie zmiany, by przyniosły jak najlepszy efekt.

AP: Na chwilę obecną bardzo prawdopodobnym jest, że w przyszłym sezonie w TBL zagrają dwie drużyny z Warszawy. Jak się Pan na to zapatruje?WK: Jak najbardziej optymistycznie, bo to oznacza dla nas jeden wyjazd w sezonie mniej (śmiech). A tak poważnie rzecz biorąc, mnie to akurat nie przeszkadza. W Warszawie od dawna nie ma drużyny, która walczyłaby regularnie o czołowe lokaty, więc może powstanie nowego zespołu sprawi, że popularność koszykówki w stolicy nieco się podniesie.

 

AP: Jeszcze przed rozpoczęciem kolejnego sezonu czekają nas Mistrzostwa Europy na Litwie. Jak Pan ocenia szanse Polaków?

WK: Dopóki nie ma trenera, nie ma czego komentować. Brak selekcjonera na niecałe 5 miesięcy przed tą imprezą jest bardzo negatywną sprawą, bowiem czas w tym momencie nie działa na naszą korzyść. Oczywistym jest, że ewentualny kandydat do poprowadzenia naszej kadry będzie miał mało czasu na wpojenie zawodnikom swojej filozofii gry, a zadanie do wykonania jest bardzo trudne. Znaleźliśmy się, bowiem w grupie z której będzie nam bardzo trudno awansować, więc trudno powiedzieć, kto podejmie się takiego wyzwania. Poza tym, wiele zależeć będzie też od tego, czy w kadrze znajdą się Marcin Gortat i Maciej Lampe. Nie ma co ukrywać, że to obecnie nasi najlepsi gracze i ich obecność lub nie ma tutaj ogromne znaczenie. A jak wiemy, w NBA szykuje się lock out, co jest dodatkowym utrudnieniem jeśli chodzi o naszego jedynaka z najlepszej ligi świata.

 

Rozmawiał Adam Popek

Adam Popek

Adam Popek

Jako redaktor portalu odpowiadał za tworzenie i koordynowanie treści dotyczących krajowej i międzynarodowej koszykówki. Dbał o rzetelność publikowanych informacji, analiz oraz wywiadów z zawodnikami i trenerami. Jego praca pomagała rozwijać społeczność fanów koszykówki i budować pozycję portalu jako wiarygodnego źródła wiedzy o tej dyscyplinie.

Czytaj więcej najlepszych treści tego autora!
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp