New York Knicks bliżej szóstego miejsca
To było jedno z tych spotkań, kiedy ofensywa New York Knicks pod wodzą Mike'a D'Antoniego była "clicking on all cylinders". Chodziła na pełnych obrotach.
Gospodarze grali widowiskowo i szybko, więc słabi Toronto Raptors nie mogli mieć na nich recepty. New York Knicks wygrali 131:118.
"Myślę, że zrobiliśmy świetną robotę szybko grając piłką, broniąc wykorzystywaliśmy to i błyskawicznie biegaliśmy do kontr" - komentował Chauncey Billups. "Melo był niesamowity w pierwszej połowie, trafiał wszystko, a my przejęliśmy od niego energię."
Po jednej z trójek (z 10 m) Anthony tylko wzruszył ramionami.
Knicks już po pierwszej połowie mieli na koncie 78 punktów (a Raps 54) i wiadomo było, jaki będzie ostateczny rezultat.
Na nic zdał się jeden z najlepszych występów tej nocy. DeMar DeRozan rzucił aż 36 punktów i zebrał 10 piłek, ale był jedynym graczem kanadyjskiej ekipy, który podejmował równorzędną rywalizację z szybkimi jak wiatr nowojorczykami. Zaskoczył też pozytywnie debiutant Ed Davis, który do 22 "oczek" dołożył 13 zbiórek.
W szeregach gospodarzy brylował oczywiście duet Carmelo Anthony-Amar'e Stoudemire (obaj po 23 punkty). Chociaż...Toney Douglas rzucił ich 28 (6/9 z dystansu) i to on był najlepszym strzelcem Knicks.