Porażka Thunder z Clippers
Najwięcej emocji we wczorajszej serii spotkań było w Staples Center, gdzie Los Angeles Clippers długo gonili wynik, by ostatecznie pokonać Oklahoma City Thunder 98:92.
Do zwycięstwa gospodarzy meczu poprowadził głównie Blake Griffin, autor 26 punktów i 16 zbiórek. Czym zaskoczył Blake tym razem? Przede wszystkim fenomenalnym blokiem na Russellu Westbrooku. Ten z kolei wyraźnie nie miał wczorajszego wieczoru dnia, trafiając zaledwie jeden raz na 12 prób z gry, dołączając do zacnego grona jemu podobnych, którzy mieli podobne statystyki w tym sezonie, czyli Chris Paul, Paul Pierce i Chris Bosh.
W zespole Thunder 23 uzyskał Kevin Durant, a postrachem pod koszami był Serge Ibaka, który odwalił sporo pracy w obronie, m.in blokując trzy rzuty.
Oklahoma długo prowadziła i wydawało się, że nadaje ton rywalizacji prowadząc po pierwszej połowie spokojnie 49:37. Ale, że to jest NBA, to nic do końca nie jest pewne. Po przerwie zaczęli trafiać Gordon, Griffin i Foye i jeszcze przed końcem trzeciej kwarty wynik brzmiał 59:59. Od tego momentu trwała wymiana kosz za kosz, bez wyraźnej przewagi którejkolwiek z ekip.
Najważniejszą postacią meczu był jednak Eric Gordon. Nie jest przypadkiem przecież, że mówi się o nim jako o jednym z najlepszych strzelców z dystansu. Minionej nocy właśnie to potwierdził. Gdy wynik na tablicy wskazywał remis 92:92, a na zegarze było 43 sekundy do końca popisał się pięknym trafieniem" za trzy", a potem przechwytem i akcją 2+1 popisał się drugi z "małych" - Randy Foye.
To wspaniałe zwycięstwo, ale dopiero 30 w sezonie. W przyszłości musimy częściej się podnosić gdy przegrywamy, a nie czynić tak tylko w niektórych grach - powiedział Blake Griffin.