Seryjni Lakers
Mistrzowie NBA koniecznie chcą wygrać Konferencję Zachodnią. Minionej nocy na ich korzyść przemówiły w tej sprawie dwa czynniki. Pierwszym była informacja z Houston, gdzie polegli Spurs, na drugi sami zapracowali pokonując Jazz 96:85.
Lakers wbrew pozorom nie mieli łatwej przeprawy. Jeszcze w pierwszej połowie przegrywali 17 punktami, jednak potem Bryant (21pkt), Odom i Gasol (po 16 pkt) ostro wzięli się do roboty i pokonali coraz słabszych Jazz.
To był ważny mecz dla Phila Jacksona, który odbył sentymentalną podróż do Salt Lake City prawdopodobnie po raz ostatni w karierze, gdyż zapowiedział, że to jest jego ostatni sezon (który raz to juz słyszymy?).
Jeśli się tu kiedyś pojawię to tylko po to, by obejrzeć jakiś mecz przybywając z mojego Ranczo w Montanie - powiedział "Master Zen". Jackson z ekipą Lakers po tym zwycięstwie ma bilans przeciwko Utah w ich hali 12:10. Być może dlatego jego zawodnicy robili wszystko, aby ten bilans wyszedł na korzyść ich coacha.
Dla Lakers była to już dziewiąta wygraa z rzędu i widoki na pierwsze miejsce na Zachodzie są coraz bardziej optymistyczne.
W ekipie Jazz 24 punkty uzyskał C.J Miles, a 17 punktów i 10 zbiórek zapisał na swoje konto Al Jefferson.
Na trybunach pojawił się legendarny John Stockton z rodziną, który przybył do miasta najprawdopodobniej po to, by zobaczyć syna Davida reprezentującego uczelnię Gonzaga.