Świetne 'Derby Teksasu'
Bardzo dobre widowisko odbyło się w Toyota Center w Houston, gdzie Rockets pokonali po dogrywce inny zespół z Teksasu - San Antonio Spurs w stosunku 119:114.
Spotkania pomiędzy tymi zespołami od lat bywają bardzo zacięte. Nie inaczej było i tym razem, a do zwycięstwa potrzebna była dogrywka.
Najpierw by do niej doszło, potrzebny był celny kosz na 3 sekundy przed końcem regulaminowego czasu gry w wykonaniu Kyle'a Lowry z półdystansu na 108:108. Potem piłkę dostał największy pechowiec meczu - Manu Ginobili. Gdyby Argentyńczyk odrobinę się pospieszył, to zwycięstwo powędrowałoby do San Antonio, ale jego rzut został oddany już po tym, jak tablica zaświeciła się na czerwono.
Dogrywka. W niej w bardzo ważnym momencie Manu nadępnął na linię boczną i Spurs stracili piłkę na rzecz rwali. Popis gry w tym czasie dał Kevin Martin, który uzykał 9 z 11 punktów zespołu w dogrywce, a cały mecz zakończył z dorobkiem 33 punktów. Dzielnie wspierał go Luis Scola, który uzbierał 21 punktów, 14 zbiórek i asyst.
Spurs mogli jeszcze odmienić losy meczu, ale za długo oczekiwali na faulowanie rywali, co doprowadziło do szłu Gregga Poppovicha. Nie ma co się mu jednak dziwić, gdyż 6 porażek z rzędu to najgorszy wynik Spurs od 14 lat.
Po meczu coach Spurs powiedział:
Najbliższe dni pokażą czy jesteśmy warci tego, co pokazywaliśmy przez cały sezon.
Z pewnością w podświadomości tkwi mu fakt, iż Lakers zmniejszylido nich dystans na odległość zaledwie jednej porażki, a fakt posiadania przewagi własnego parkietu w play off jest rzeczą niezwykle istotną.
W ekipie "Ostróg" najlepsze zawody rozegrał Tony Parker, który zakończył mecz zdobywając 31 punktów i 6 asyst. Po 23 "oczka" dorzucili Ginobili i Duncan, krtóry dodał także 14 zbiórek.