Kompromitująca porażka Miami Heat!
To musiała być piękna noc w Cleveland w stanie Ohio. Noc słodkiej zemsty. Na ulicach tego miasta było na pewno jeszcze radośniej, niż po wygranej z Los Angeles Lakers.
Tak oto przecież udało się upokorzyć znienawidzonego wroga - Miami Heat. Na dodatek ich największa gwiazdra, miejscowy zdrajca, LeBron James, zanotował triple-double, które może wyrzucić do kosza na śmieci.
Cleveland Cavaliers wygrali to spotkanie 102:90, ale miało ono wiele historii godnych opisania i jest naprawdę warte obejrzenia ponownie na ILP. Trzeba przyznać, że wyjątkowo stronniczy komentatorzy troszkę utrudniali obiektywny odbiór, ale kto by się tym przejmował.
"Kawalerzyści" musieli bardzo obawiać się wizyty gości z Florydy. Ich ostatni pobyt tutaj rozpoczął wyjątkowo koszmarną serię porażek. Tym razem jednak miało być inaczej.
Spotkanie zaczęło się dość nietypowo. Podczas zwyczajowej prezentacji drużyn LeBron James...nie wstał i nie podbiegł do swoich kolegów z drużyny. Demonstracyjnie siedział dalej na krzesełku. To na pewno podgrzało atmosferę od samego początku, zwłaszcza, że "King James" trafił w pierwszej kwarcie kilka nieprawdopodobnych rzutów. Wtórował mu między innymi Ryan Hollins, który po jednym z efektownych zagrań nieomal pobił się z zazwyczaj spokojnym Dwyanem Wade'm.
Energia rozpierała jednak gospodarzy, którzy dzięki temu prowadzili ponad 10 punktami do przerwy. Potem było jeszcze lepiej, prowadzenie wynosiło nawet 67:44. Jednak Heat się nie poddali, dzięki dobrej obronie i "D-Wade'owi" (i trójce LeBrona z 20 metrów) szybko wrócili do gry i był remis po 83. Cavs nie mogli jednak tego przegrać. Kilka kolejnych akcji i rzutów z czystej pozycji dało im zwycięstwo.
LeBron James, jak wspomniałem, zanotował triple-double (27 punktów, 12 asyst, 10 zbiórek), a Wade dołożył 24 "oczka". Mike Bibby zdobył 23, w tym 7/11 z dystansu. Natomiast w ekipie gospodarzy JJ Hickson miał 21 punktów i 12 zbiórek, a Anthony Parker 20 "oczek."
"Trenerze! Będzie mieli o czym rozmawiać przez całe lato" - mówili do Byrona Scotta ochroniarze z hali, gdy zaczepiali go wracającego do szatni.
"Z kimkolwiek byśmy nie grali wiemy, że dadzą z siebie wszystko" - mówił James. "Pokazali się z rewelacyjnej strony i to była dla nich z pewnością wielka wygrana."
"To dla naszych kibiców za wsparcie" - mówił Danny Gibson. "To sposób na powiedzenie - dzięki!"