W pogoni za MVP - część 5 (2010/11)
Do zakończenia rozgrywek sezonu regularnego pozostało już naprawdę niewiele. Potem czeka nas wiele emocji i nieprzespanych nocy w związku z play off.
To najlepszy też czas, aby podsumować niektóre rzeczy. Jedną z zagadek jest między innymi ta, komu należy przyznać nagrodę Maurice’a Podoloffa, czyli Most Valuable Player.
Jak już podkreślałem w poprzednich tekstach, obecny sezon jest wyjątkowy pod tym względem, bowiem nie łatwo wskazać żelaznego faworyta. Nie znalazł się jeden konkretny dominator, który rządził by ligą tak jak LeBron James w dwóch poprzednich sezonach. Zawodnicy ciągle rotują i nie prezentują tak do końca równej formy.
Mówiąc o formie należy zwrócić uwagę nie tylko na „nabijanie statystyk” ale i na wyniki osiągane przez zespół kandydata.Aby lepiej zobrazować to zagadnienie, przyjrzyjmy się ekipie Miami Heat. Zarówno Dwyane Wade jak i Lebron James grają świetną koszykówkę pod względem indywidualnym. Nie da się jednak powiedzieć tego o wynikach teamu z Florydy. I tu jest problem. Początek sezonu w wykonaniu „Żarów” był kiepski i strasznie męczący dla oka. Słabe wyniki i ewidentny brak pomysłu na grę w ataku szybko przekreślił ich znaczenie w walce o tytuł w oczach wielu fachowców.
Potem przyszła fantastyczna seria zwycięstw, kiedy przecieraliśmy oczy ze zdumienia zastanawiając się czy to naprawdę ta sama ekipa co na początku sezonu tak zawodziła? Ale jak szybko nas zachwycili, tak też i rozczarowali wyraźnie ustępując pola Dallas, Bostonowi czy Chicago, z którymi to nie wygrali w tym sezonie ani jednego spotkania.
Jako jedyni mogą za to poszczycić się dwukrotnym pokonaniem Lakers i jako jedyni nie przegrali z Mistrzami. Zdemolowali także w udanym rewanżu Spurs i krytyka chwilowo ustała, chociaż obie te ekipy są na Zachodzie i żeby zagrać z nimi w ewentualnym finale trzeba najpierw zacząć wygrywać na Wschodzie, co nie jest takie łatwe w ich przypadku.
A zatem, czy któremuś z nich należałoby przyznać nagrodę MVP? Co na to inni? Przecież pod względem indywidualnym są prawie najlepsi. Jeśli nie oni, to kto?
1. Derrick RosePierwsze miejsce Bulls na Wschodzie, lider drużyny i jeden z niewielu graczy, którego nie da się zatrzymać w żaden sposób. Minus: Słaba skuteczność i zbyt duża ilość oddawanych rzutów. 2. Dwight HowardW końcu gra tak jak powinien wykorzystując swoje warunki fizyczne, czyli na 100% bez zahamowań. Czy doszedł w końcu do wniosku, że Orlando zdany jest właściwie tylko na siebie? Howard zaliczył już 30 z rzędu double-double i rekord Kevina Love w przyszłym sezonie regularnym może być zagrożony. Minus: W latach wcześniejszych Howard nie był MVP a Magic stali wyżej. W jakim miejscu Orlando jest teraz, każdy widzi.3. LeBron JamesByłoby dużym naciągnięciem umieszczenie jeszcze kogoś przed nim w tym rankingu. Minus: Nierówna dyspozycja Heat.4. Kobe BryantPo All Star Game Lakers są w gazie, bez większych wpadek. W spotkaniu z trzema dogrywkami przeciwko Suns mogliśmy też dostrzec „ ten błysk” w jego oczach. Niektórzy godzą się kolejny „hattrick” Bryanta (po raz drugi) i Phila (czwarty!). Minus: W obecnym sezonienie aż tak dobry jak wyżej wymienieni.5. Kevin DurantPrzed sezonem zapowiadano jego zwycięstwo. Duża w tym zasługa postawy na MŚ w Turjcji i tego, że jest najlepszym strzelcem już drugi rok z rzędu. Minus: Bilans Thunder z najlepszymi w lidze jest niestety dla Duranta wyrocznią.6. Dwyane WadeJest niżej niż James, gdyż grzecznie ustąpił mu pola w Heat. Brawa za poprawę obrony. Minus: Patrz James.7. Dirk NowitzkiO Niemcu napisano już wszystko. Dallas bez niego nie liczy się wcale. Prezentuje wysoką dyspozycję i jest nadal niebezpieczny w ataku. Minus: Dobrej obrony już się nie nauczy, a Mavericks nie mają aż tak udanego sezonu jak w 2007 roku, żeby Dirk mógł triumfować.8. Tony ParkerPrzez większą część sezonu faworyzowałem Ginobiliego w zespole Spurs. Im jednak bardziej zagłębiam się w układankę gry „Ostróg”, tym częściej dostrzegam, że w większej mierze ich powodzenie zależy od postawy Francuza. Minus: Daleko mu jednak do czołówki w statystykach.9. LaMarcus AldridgeSkrzydłowy Portland jest po prostu kapitalny. Jego gra tyłem do kosza przypomina trochę Sheeda w najlepszych latach kariery. Wobec kontuzji w Portland nie oglądał się na nikogo i prowadził zespół do kolejnych wygranych.10. Rajon Rondo Kiedyś był dużo wyżej. Ale to było bardzo dawno temu i na początku sezonu. To jednak też się liczy i miejsce dla rozgrywającego drugich na Wschodzie Celtics w tym zestawieniu musi się znaleźć. Minus: Postawa w ostatnim czasie. Co to ma być Panie Rondo?
Wypadli z rankingu i nie wrócą:Carmelo Anthony i Amar’e Stoudemire. Przy całej sympatii dla tych zawodników, za to co wyprawiają w ostatnim czasie należy ich ukarać…
A co Wy sądzicie o tym rankingu Drodzy Czytelnicy? Może macie inną koncepcję? Zachęcam do dyskusji. Pamiętajmy, że to nie jest jeszcze koniec sezonu…