Zapowiedź 22 kolejki TBL
Po wielu miesiącach sportowej walki i emocji zmierzamy wreszcie do końca sezonu zasadniczego Tauron Basket Ligi. Najbliższa kolejka będzie, bowiem ostatnią w tej edycji rozgrywek, w związku z czym możemy się spodziewać, że każda z drużyn będzie chciała jak najlepiej zakończyć ten etap.
Szczególnie ciekawie zapowiada się walka o miejsca na podium, gdzie możliwe są ostatnie przetasowania.
Całą zapowiedź wypada zacząć od pojedynku Anwilu Włocławek z Asseco Prokomem Gdynia. W ostatnich latach mecze tych drużyn były określane mianem prawdziwego szlagieru. Teraz, ich blask już nie razi tak po oczach, ale wciąż możemy mieć nadzieję, że będziemy świadkami dobrego widowiska. Faworytem wydają się być gdynianie, którzy rzutem na taśmę wdarli się na pierwsze miejsce w tabeli i za wszelką cenę będą chcieli je utrzymać. Zresztą podopieczni Tomasa Pacesasa z pewnością sami zdają sobie sprawę z powagi sytuacji, więc podejdą do meczu w pełni skoncentrowani. Defensorzy Anwilu swoją uwagę powinni skupić na graczach obwodowych, wśród których są m in. Daniel Ewing, Filip Widenow czy Tommy Adams. To właśnie oni w dużej mierze przyczynili się do poprawy wyników Mistrzów Polski i teraz mają niepodważalną rolę w zespole. Włocławianie nie mogą zapomnieć też o podkoszowym weteranie, który zawsze wykonuje mnóstwo pożytecznej pracy w strefie podkoszowej. Ratko Varda, bo o nim mowa bez wątpienia należy do najlepszych środkowych TBL i jest idealnym uzupełnieniem całej układanki trenera Pacesasa. Czy wobec tego Anwilowcy mają jakieś atuty po swojej stronie? Jednym z nich jest Chris Thomas. Amerykański rozgrywający, przed większą część sezonu niewidoczny, ostatnio złapał formę i coraz częściej zaskakuje. Ponadto, wiele zależeć będzie też od duetu Nikola Jovanović – Paul Miller. Czy włocławianie skutecznie przeciwstawią się odwiecznemu rywalowi? Przekonamy się w niedzielę o godzinie 18.
W Sopocie z kolei, Trefl sprawdzi formę PGE Turowa Zgorzelec, który jest już pewny miejsca w najlepszej trójce. Nie oznacza to jednak, że podopieczni Jacka Winnickiego podejdą do tej rywalizacji z większym luzem. Wszystko dlatego, że w przypadku ewentualnej porażki Asseco Prokomu, mogliby liczyć na zrównanie się z ekipą Mistrza Polski, co byłoby dodatkowym czynnikiem mobilizującym przed zbliżającą się fazą play – off. Trzeba pamiętać też, że zgorzelczanie przyjadą do Trójmiasta opromienieni ostatnim zwycięstwem nad PBG Basketem Poznań, które wywalczyli w niezwykle trudnych okolicznościach. Sopocianie jednak, we własnej hali nie poddadzą się łatwo. Po niespełna miesięcznej przerwie dane im będzie znów zagrać w ERGO Arenie, co bez wątpienia można uznać za mały handicap. Poza tym, podopieczni Karlisa Muiznieksa w ostatnich tygodniach prezentują się naprawdę przyzwoicie i nie notują żadnych odchyłów. Potwierdzeniem tego jest choćby ich ostatni pojedynek z Polonią Warszawa, kiedy to przez pełne 40 minut kontrolowali bieg wydarzeń i pewnie zgarnęli komplet punktów. Teraz, głównym zadaniem nadmorskiego teamu będzie powstrzymanie najlepszych strzelców Turowa, którzy dla każdego rywala stanowią olbrzymie zagrożenie. Jeśli im się to powiedzie, to mają ogromne szanse na pokonanie wicelidera ekstraklasy. Która z ekip zakończy sezon zasadniczy zwycięsko? Okaże się w niedzielę o godzinie 18.
Wciąż walczący o podium Energa Czarni Słupsk tym razem podejmą na własnym parkiecie warszawską Polonię. Pozornie, faworytem tego spotkania są gospodarze, którzy plasują się o wiele wyżej w całej hierarchii i mają w kadrze kilku wartościowych zmienników więcej. Wobec ostatnich wydarzeń jednak, ta rywalizacja wcale nie musi paść łupem słupszczan. Nadmorski zespół doznał, bowiem sporego osłabienia po kontuzji Camerona Bennermana, a ponadto, jego forma jest daleka od ideału. Co prawda, w pewnym momencie wydawało się, że wszystko wróciło do normy, lecz jak pokazała rzeczywistość, nawet interwencja samego prezesa klubu niewiele wskórała. Mimo to, w Słupsku liczą na wysokie zwycięstwo, które pozwoli podbudować morale przed decydującą walką o medale. W starciu z Czarnymi Koszulami jednak, o taki rezultat może być niezwykle trudno. Wszystko dlatego, że warszawianie są bardzo niewygodnym przeciwnikiem, o czym przekonał się już niejeden wyżej notowany team. Poza tym, mają w swoich szeregach młodych, ambitnych graczy, którzy bez względu na okoliczności walczą do końca. Kto zatem wyjdzie zwycięsko z tej konfrontacji? Zobaczymy w niedzielę o godzinie 18.
W Poznaniu natomiast, dojdzie do starcia dwóch ekip zaciekle walczących o udział w fazie play off. Mowa o miejscowym PBG Baskecie i AZS-ie Koszalin, które plasują się odpowiednio na ósmej i siódmej pozycji w tabeli. Pojedynek ten zapowiada się o tyle interesująco, że oprócz walki o jak najwyższą lokatę, kibice mogą liczyć na dodatkową atrakcję, w postaci zdobycia dużej ilości punktów przez któryś z zespołów. Wszystko dlatego, że w ostatnich meczach z udziałem „Akademików” albo oni, albo rywal regularnie przekracza barierę 100 „oczek”, co zawsze dodaje uroku całemu widowisku. Czy tym razem koszalinianie również zagwarantują wysoki poziom rywalizacji? Ich kibice z pewnością na to liczą. Po bardzo słabym początku sezonu AZS, dzięki „interwencji” Mariusza Karola mozolnie wygrzebał się z tarapatów i znów zaczął nawiązywać do lepszych. Dodatkowo, zyskał na wartości po zakontraktowaniu Grady’ego Reynoldsa, co sprawia, że po prostu nie może zniweczyć całego włożonego trudu. Przeszkodą na drodze zdobywcy Pucharu Polski sprzed roku pozostaje jednak PBG Basket. Poznaniacy, choć prezentują się zdecydowanie poniżej oczekiwań (pierwotnie mieli walczyć o miejsce na podium) są nieobliczalni i sztuką jest przewidzieć, kiedy eksplodują z formą. Przed tygodniem, mimo dobrego meczu przegrali po dwóch dogrywkach z Turowem Zgorzelec, co może wyzwolić dodatkową mobilizację i chęć powetowania sobie tej wpadki. Czy dowodzeni przez Eddiego Millera poznaniacy zdołają „pomyślnie” zakończyć nieudany sezon zasadniczy? Początek meczu w niedzielę o godzinie 18.
Pogodzona ze spadkiem tarnobrzeska Siarka, na zakończenie rundy zmierzy się z Kotwicą Kołobrzeg. Dla gospodarzy jedynym pocieszeniem przed rozpoczęciem tej rywalizacji może być to, że jedno z trzech zwycięstw, jakie odnieśli w tym sezonie miało miejsce właśnie w starciu z Kotwicą. W związku z tym, istnieje przynajmniej minimalna szansa na to, że tarnobrzeżanie godnie zakończą swój pierwszy w historii sezon w ekstraklasie. Nie da się ukryć, że ten cień nadziei dla podkarpackiego zespołu to i tak wiele. Podopieczni Bogdana Pamuły, którzy w ostatnim czasie bazują na popisach Louisa Truscotta, Michaela Deloach’a i ambicji Daniela Walla na tle wyżej notowanej Kotwicy wyglądają, bowiem ubogo i określenie ich mianem faworyta byłoby dużym nadużyciem. Kołobrzeżanie natomiast takich zmartwień nie mają. Po ostatniej kolejce ich morale nieco wzrosły za sprawą zwycięstwa nad Zastalem i w nadchodzący weekend z pewnością będą chcieli powtórzyć ten wyczyn. Na chwilę obecną nie wiadomo czy do gry powróci Ted Scott. Jeśli nie zdąży się wykurować do soboty, może to być paradoksalnie atut Kotwicy. W ostatnim spotkaniu bez udziału Amerykanina, „Czarodzieje z Wydm” w końcu zagrali jak prawdziwy zespół i pozostaje zapytać, czy jego obecność aby na pewno pomaga zespołowi? Moim zdaniem nie. Pomijając ten temat warto wspomnieć jeszcze, że dla trenera Dariusza Szczubiała oraz czterech zawodników będzie to powrót na Podkarpacie po niemal rocznej przerwie. W poprzednim sezonie reprezentowali, bowiem barwy Znicza Jarosław, który z powodów organizacyjnych nie przystąpił do rozgrywek. Czy południowo wschodnia część Polski po raz kolejny okaże się dla nich szczęśliwa? Dowiemy się w niedzielę o godzinie 18.
W ostatnim meczu 22 kolejki Zastal Zielona Góra podejmie Polpharmę Starogard Gdański. Nie da się ukryć, że oba zespoły mogły być kilka miejsc wyżej w tabeli i teraz ze spokojem podchodzić do weekendowej rywalizacji. Jednak w obliczu wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w ostatnich miesiącach, ekipa z Winnego Grodu znalazła się na odległym, 9 miejscu, a „Farmaceuci” z kolei zsunęli się na 6 lokatę. Tym samym, wielce prawdopodobnym jest, że zielonogórzanie, którzy mieli fantastyczną pierwszą rundę sezonu będą walczyć o utrzymanie. Aby jednak do tego nie dopuścić muszą wznieść się na wyżyny swoich umiejętności i na własnym parkiecie pokonać Polpharmę. Tyle, że to nie będzie łatwe. Podopieczni Zorana Sretenovicia ani myślą, bowiem o fundowaniu negatywnych wrażeń na sam koniec i ich celem jest przypieczętować udział w fazie play - off. Zresztą innego scenariusza nikt w stolicy Kociewia sobie nie wyobraża. Apetyty zarówno kibiców, jak i włodarzy klubu zostały rozbudzone zwłaszcza, po serii zwycięstw, która pozwoliła przez dłuższą chwilę plasować się starogardzianom na podium. Teraz, mimo nieco bardziej odległej lokaty, nastroje w Polpharmie nadal są bojowe. Czy „Farmaceuci” pogrążą na koniec Zastal i zażegnają słabszy okres? Przekonamy się w niedzielę o godzinie 18