AZS bez szans w Gdyni

Dodano: 24 marca 2011 14:57
AZS bez szans w Gdyni
Adam Więckowski, Informacja własna
Obraz własny

Broniący tytułu Mistrza Polski, Asseco Prokom Gdynia, bez większych problemów pokonał na własnym parkiecie AZS Koszalin. Podopieczni Tomasa Pacesasa potrzebowali tego zwycięstwa, aby utrzymać się w walce o pierwsze miejsce w sezonie zasadniczym. Koszalinianie, pomimo tej porażki, wciąż mają bardzo duże szanse na występ w fazie play-off.

Mecz pomiędzy Asseco Prokomem Gdynia a AZS Koszalin był rozegrany w ramach zaległej 6. kolejki Tauron Basket Ligi.

Już od samego początku spotkania było widać sporą różnicę pomiędzy obiema ekipami. Aktualny Mistrz Polski ani przez chwile nie pozostawiał wątpliwości, kto jest lepszy na parkiecie. Fantastyczna gra Krzysztofa Szubargi i Ratko Vardy poprowadziła gdynian do dziesięciopunktowej przewagi już w pierwszej kwarcie. Rozgrywający Asseco zdobył 7 punktów, a podstawowy center w drużynie Pacesasa dodał od siebie 9 "oczek". Warto dodać, że obaj panowie zakończyli pierwszą część meczu ze 100% skutecznością. Ogromny problem z zorganizowaniem jakiejkolwiek skutecznej akcji mieli podopieczni Mariusza Karola. Najlepszy koszaliński strzelec, Winsome Frazier, był doskonale kryty i przeszkodziło mu to w seryjnych zdobyczach. Koszalinianie trafili zaledwie 1 spośród 5 rzutów zza linii 6.75m i zanotowali na swoim koncie aż 6 strat.

Druga kwarta niewiele różniła się od pierwszej. Zespołowa gra Asseco doprowadziła do powiększenia dotychczasowej przewagi. Ponadto, gospodarze dominowali pod obiema tablicami. Zbierali większość piłek, co prowadziło do łatwych zdobyczy punktowych. Do przerwy podopieczni Pacesasa zgromadzili na swoim koncie aż 14 asyst i 20 zbiórek. Akademicy fatalnie bronili, gdynianie nie mieli najmniejszych problemów w zdobywaniu kolejnych punktów. Swoje przebłyski miał Grzegorz Arabas i Grady Reynolds. Obaj starali się utrzymać drużynę w grze, jednak bez pomocy reszty zespołu, nie byli w stanie nic osiągnąć. Na przerwę zawodnicy schodzili przy wyniku 51:34 dla gospodarzy.

Największym wydarzeniem trzeciej odsłony meczu był powrót Qyntela Woodsa. W przeciągu niecałych 4 minut, koszykarz oddał trzy rzuty z czego żadnego nie trafił. Na swoim koncie zapisał jeden punkt dzięki wykonywanym rzutom wolnym (1/4). Nie ulega wątpliwości, że ubiegłoroczny lider Asseco potrzebuje jeszcze sporo czasu, aby wrócić do optymalnej formy. Mało prawdopodobnym wydaje się, że Woods może być kluczową postacią podczas, zbliżającej się wielkimi krokami, fazy play-off. Na parkiecie niewiele się zmieniło. Gdynianie regularnie zwiększali przewagę, pomimo iż na boisku pojawiło się sporo graczy rezerwowych. Akademicy nie potrafili przeciwstawić się Mistrzowi Polski i po raz trzeci w tym sezonie musieli się pogodzić z porażką z zespołem Tomasa Pacesasa.

Ostatnia część meczu była formalnością. Jednak ku zaskoczeniu większości kibiców zgromadzonych w hali, Akademicy rozpoczęli tę kwartę od wyraźnego prowadzenia. Za sprawą Slavisy Bogavaca i George'a Reese'a, koszalinianie zaczęli odrabiać straty. W tym momencie czas wziął trener gospodarzy, Tomas Pacesas. Po powrocie na parkiet, gdynianie powrócili do odpowiedniego rytmu i bez problemu wygrali w tym meczu. Po stronie przyjezdnych szanse na grę otrzymali rezerwowi, Mateusz Bartosz oraz Tomasz Śnieg. Nie zaprezentowali się jednak na zbyt wysokim poziomie i podczas ich przebywania na parkiecie, przewaga gospodarzy tylko się zwiększała.

W Gdyni zabrakło dwóch koszalińskich zawodników. Pierwszym z nich był Sebastian Balcerzak, tegoroczny reprezentant Asseco. Poprzez zapis w kontrakcie, Polak nie mógł występować przeciwko drużynie Tomasa Pacesasa w innym zespole. Drugim nieobecnym był "głęboki" rezerwowy AZS-u, Mateusz Bieg. Koszykarz nie pojechał do Gdyni z powodu choroby.

Poprzez to zwycięstwo, Asseco (bilans 16-5) powróciło na pierwsze miejsce w lidze i utrzymało nieznaczną przewagę nad PGE Turowem Zgorzelec. W ostatniej kolejce gdynianie zmierzą się z Anwilem we Włocławku. AZS (10-11) nadal liczy się w walce o play-off. W najbliższą niedziele zagrają w Poznaniu z miejscowym PBG Basketem. W przypadku zwycięstwa, Akademicy mogą awansować nawet na 6. pozycję. Nawet jeżeli przegrają, ich szanse niekoniecznie muszą być pogrzebane. Jeżeli Polpharma pokona Zastal, a Energa Czarni wygrają z Polonią Warszawa, to bez względu na wynik w Poznaniu, koszalinianie zajmą miejsce w pierwszej ósemce.

Asseco Prokom Gdynia - AZS Koszalin 105:85 (28:18, 23:16, 30:25, 24:26)Asseco: Widenow 15, Varda 14, Hrycaniuk 14, Adams 13, Szubarga 13, Szczotka 10, Eldridge 7, Burrell 6, Witka 6, Ewing 3, Frasunkiewicz 3, Woods 1.AZS: Bogavac 21, Reynolds 19, Reese 17, Arabas 13, Frazier 7, Śnieg 3, Milicić 3, Bartosz 2, Łopatka 0.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp