Wielki rewanż Heat na Spurs
San Antonio Spurs zafundowali Miami Heat jedną z najwyższych i najbardziej bolesnych porażek w tym sezonie, kierując klub z Florydy na równię pochyłą.
Gracze "Żaru" widocznie zapamiętali sobie to upokorzenie i wczoraj srogo zrewanżowali się gościom z Teksasu, wygrywając 110:80.
Spotkanie miało wiele historii i smaczków, bo każdy z zawodników miał sobie coś do udowodnienia. Brylował w tym zwłaszcza Chris Bosh. Mając niedawno słabszy okres "CB1" tym razem lśnił na parkiecie i ogrywał Tima Duncana. Miał najwięcej punktów (30) i zbiórek (12) w tym meczu. Doskonale uzupełnili go dwaj pozostali członkowie "Wielkiej Trójki" - Dwyane Wade (29 "oczek", 9 zbiórek, 4 asysty i po 2 bloki i przechwyty) oraz fenomenalna gra w obronie - czytanie podań, blok na Timie Duncanie. LeBron James miał 21 punktów. Oznacza to, że ci trzej gracze zdobyli razem 80 - łącznie tyle co cały zespół Spurs! W nim - Tony Parker zanotował 18 "oczek", 5 asyst.
Co ciekawe, Miami wygrało dokładnie taką samą różnicą, jak przegrało czwartego marca podczas meczu w Teksasie. To drugi taki dziwny przypadek odwrócenia wyniku w tym sezonie. Cleveland Cavaliers po ponad 50-punktowym laniu w Los Angeles pokonali u siebie Lakers.
Podopieczni Erica Spoelstry zaczęli dominować ten mecz już w drugiej kwarcie. Pewna egzekucja w ataku, dobra skuteczność, ruch piłką, szybkie kontry - nie można było przyczepić się do ich gry. "Ostrogi" prezentowały się na ich tle niemrawo. Heat znacznie wygrali też deski - 47:33. Ich skuteczność z gry to ponad 53%, przy 38% gości. Wynik końcowy nie mógł być inny.
"To dla nas wielka wygrana. Dali nam ostatnio niezłego łupnia i jestem szczęśliwy, że mogliśmy odpowiedzieć grając dziś mecz kompletny. Ale to wciąż tylko jedno spotkanie" - mówił Chris Bosh.
"Zdecydowanie mieli dziś bardzo dużo energii" - komplementował rywali Parker. "Ogólnie zagrali lepiej od nas."