Dobry Gortat to za mało na Magic
Wielu starych przyjaciół miało okazję znów zobaczyć się na parkiecie, kiedy Phoenix Suns podejmowali na własnym parkiecie Orlando Magic. Wśród nich nasz Marcin Gortat, grający przeciwko staremu kumplowi, Dwightowi Howardowi.
Na boisku goście z Florydy nie mieli jednak sentymentów. Pokonali swoich rywali pewnie, 111:88, pokazując, że bez obrony wygrywać z czołowymi drużynami się nie da.
Pierwsza połowa przypominała raczej sparing podczas ligi letniej, niż pojedynek dwóch solidnych zespołów z NBA. Ani jedni, ani drudzy nie przykładali wagi do powrotu do obrony, rotacji, przekazań czy innych komplikacji koszykówki. Skupiali się na wejściach pod kosz, kontrach i oddawaniu rzutów w 5 sekundzie akcji. Ciężko było to oglądać, aczkolwiek...
...oczy polskich sympatyków koszykówki zwrócone były na pozycję środkowych. Tam Marcin Gortat bardzo dzielnie stawiał czoła topowemu Dwightowi Howardowi. "Superman" zagrał oczywiście lepiej, był w ogóle najlepszym zawodnikiem na boisku, ale "Polish Hammer" z pewnością nie miał się czego wstydzić. Wspaniale prezentował się jego jumper z 10-15 stóp, a nawet z dalszej odległości. Nie pudłował, a forma rzutów i ułożenie ręki wyglądały perfekcyjnie, niczym u Dirka Nowitzkiego. Ponadto nasz gracz dobrze bronił "z ręką na plecach" DH12, utrudniając mu znacznie grę w ataku (o ile to możliwe) i zmuszał go do oddawania rzutów przodem do kosza, co nie jest jego najlepszą stroną. Howard zdominował mecz, ale Gortat był chyba jedynym grającym w obronie graczem gospodarzy, co dostrzegali wielokrotnie amerykańscy komentatorzy. W przerwie wyróżnili go nawet materiałem filmowym (Aarona Brooksa również). Wypadł więc porównywalnie.
Najlepszy na boisku Howard miał tej nocy 26 punktów, 15 zbiórek i aż 5 bloków. Aaron Brooks rzucił 19 "oczek".
Ostatecznie Polak miał 12 punktów i 4 zbiórki, a także raz zablokował Dwighta.