Jazz w kryzysie, Bulls ciągle wygrywają.
Chicago Bulls odnieśli szóste z rzędu i dziewiąte z ostatnich dziesięciu rozegranych spotkań zwycięstwo. Ich przeciwnikiem byli pogrążeni w kryzysie Jazz, którzy przegrali 100:118. Wynik nie mógł być jednak inny wobec ceremonii, jaka miała miejsce w United Center.
W przerwie meczu odbyła się ceremonia upamiętniająca pierwsze mistrzostwo Bulls z 1991 roku, czyli z przed dwudziestu lat. Pojawili się na niej m.in Scottie Pippen i Michael Jordan.
Jordan powiedział, że Scottie Pippen jest jedynym z tego grona, który wygląda tak, że mógłby jeszcze z powodzeniem dalej grać. Pippen szybko się zrewanżował:
Skoro tak, to wpisz mnie do składu Charlotte Bobcats...
Jordan dodał jeszcze: Szkoda, że czas tak szybko ucieka, naprawdę tęsknię za tymi czasami, kiedy grałem w koszykówkę. Ale cóż, Ojciec Czas dotyka każdego i tej karty nie da się odwrócić.
Potem oświadczył:
Macie wspaniałą drużynę, być może najlepszą na wschodzie. Nie sądzę, by zajęło im tyle co mnie (7klat) aby zdobyli mistrzostwo. Myślę, że wszyscy jesteśmy świadomi tego, że na sześciu mistrzostwach zdobytych przez nas się nie skończy i szybko dojdą kolejne.
Wobec takich słów graczom Bulls nie pozostawało nic innego jak tylko pokazać wspaniałą grę, uświetnioną rekordem klubu (18 celnych trafień z dystansu na 32 próby), bardzo efektywną i niesamowicie efektowną, gdzie prym wiedli Derrick Rose (26pkt) i Joakim Noah (16pkt,9zb). Najlepszym zawodnikiem meczu był natomiast Luol Deng, który zapisał na swoim koncie 26 punktów, 7 zbiórek, 6 asyst i 3 przechwyty.
Po stronie Jazz najlepiej zaprezentował się Al Jefferson - 33 punkty i 18 zbiórek.