Boston przegrywa drugi mecz z rzędu
Po niespodziewanej porażce z Los Angeles Clippers fani Celtics mieli nadzieję na odbudowę morale poprzez wygraną w kolejnym meczu z 76ers. Nic z tych rzeczy. "Phily" mający świetną passę (8:2 w ostatnich 10 spotkaniach) i tym razem nie dali się pokonać zwyciężając 89:86.
76 tki stają się coraz lepszym zespołem i poważnym zagrożeniem dla najlepszych w Konferencji Wschodniej. Zespół ten prezentuje się dobrze jako kolektyw, co pokazała ich dzisiejsza dyspozycja, szczególnie w końcowych fragmentach gry, kiedy ich skuteczna obrona uniemożliwiała Celtom na dojście do czystych sytuacji rzutowych. Zawodzili ci, na których opiera się gra podopiecznych Riversa - Ray Allen trafił zaledwie 2 rzuty na 11 oddanych z gry, dołączając tym samym do niechlubnych wyczynów Chrisa Bosha (1/18 w starciu z Chicago) i Paula Pierce'a (0/10 w meczu z Miami) oraz Kevin Garnett, który nie umiał odnaleźć się w dwóch kluczowych akcjach ofensywnych zespołu w końcówce meczu.
Najlepiej zaprezentowali się za to nowi w Bostonie, Jeff Green - 18 punktów i Nenad Krstic - 16 punktów i 15 zbiórek.
To jednak było za mało na Philadelphię, wśród których nieźle poczynali sobie podkoszowi - Hawes -14 punktów, 10 zbiórek i Brand - 14 punktów i 5 zbiórek.
Najważniejszą akcję meczu przeprowadził lider gospodarzy - Andre Iguodala (13pkt,9zb,8as), który efektownym wejściem na kosz i rzutem o tablicę na 12.5 sekundy przed końcem wyprowadził zespół na bezpieczną różnicę 5 punktów (89:84).
Jeśli oni będą grać tak jak grali z nami, a my będziemy tacy jak w ostatnich meczach, to na pewno nie spotkamy się w pierwszej rundzie. Być może w którejś z następnych - ocenił to co działo się na parkiecie w Wells Fargo Center Elton Brand.