Zapowiedź 20 kolejki TBL

Dodano: 11 marca 2011 13:07
Zapowiedź 20 kolejki TBL
Adam Popek, Informacja własna
Obraz własny

W nadchodzący weekend z Tauron Basket Ligą kibice z pewnością nie będą mieli powodów do narzekań. Na parkiecie znów nie powinno zabraknąć walki, a smaczku całej rywalizacji dodaje nieuchronnie zbliżająca się faza play-off. Kto tym razem okaże się wielkim wygranym?

Jak pokazała ostatnia seria gier, nie da się tego w prosty sposób przewidzieć. Nie zmienia to jednak faktu, że oczy wielu kibiców skierowane będą na Trefla Sopot.

Podopieczni Karlisa Muiznieksa przed tygodniem zadziwili niemal całą koszykarską Polskę w pięknym stylu pokonując Energę Czarnych i to na ich parkiecie. Po tym efektownym zwycięstwie, oczekiwania wobec sopockiego zespołu zdecydowanie wzrosły, więc w starciu z Anwilem, Trefl po prostu nie może zawieść. Wydaje się, że jeśli znów zatrybi cały kolektyw, to znaczy zarówno gracze podkoszowi, jak i obwodowi, wicemistrzowie Polski mogą mieć wielkie kłopoty z nawiązaniem równorzędnej walki z rywalem. Tyle, że wobec ostatnich wyczynów Anwilu, nie należy go lekceważyć. Ekipa z Kujaw wysoko pokonała m in. Zastal Zielona Góra, a w ostatnim meczu nie dała szans PBG Basketowi Poznań, co powinno dać do myślenia zawodnikom Trefla. Atutem włocławian mogą być Dardan Berisha i Scott Morrison. Kosowianin do niedawna był kompletnie niewidoczny i z jego obecności na boisku niewiele wynikało. Od 3 tygodni jednak, jego postawa uległa poprawie i wreszcie prezentuje pełnie swoich możliwości. Morrison z kolei, choć dopiero niedawno dołączył do drużyny Anwilu, udanie wkomponował się w zespół, czego dowodem jest zdobycie 16 punktów w ostatnim meczu. Czy ta dwójka po raz drugi z rzędu okaże się niezawodna i poprowadzi Anwil do wygranej na trudnym terenie? Przekonamy się w sobotę o godzinie 18.

Niedawna ofiara Anwilu, PBG Basket Poznań zmierzy się z bezpośrednim rywalem w walce o fazę play-off, warszawską Polonią. Oba te zespoły różni niemal wszystko oprócz… zajmowanego miejsca w tabeli. Choć poznaniacy dysponują o wiele lepszym składem pod względem personalnym i mogą pochwalić się zdecydowanie wyższym budżetem, to jednak bilans obu ekip jest właściwie ten sam. Poza tym większym szacunkiem cieszy się stołeczna ekipa. Dlaczego? Bo Czarne Koszule mimo wielu problemów pozasportowych i właściwie braku odpowiedniego przygotowania do sezonu, walką i ambicją zdobywają w lidze kolejne punkty i jak się okazuje, wcale nie są skazani na walkę o utrzymanie. Ten cel osiągnęli, bowiem po ostatnim wysokim zwycięstwie nad Siarką i teraz mogą spróbować powalczyć o udział w dalszej fazie. Przewagą warszawian jest to, że oni jedynie mogą, a Basket, wobec poniesionych kosztów i dużych oczekiwań musi. Podopieczni Miliji Bogicevicia przez wszystkie miesiące sezonu zasadniczego prezentowali się bardzo nierówno i nie inaczej jest teraz. Aby przynajmniej w jakimś stopniu powetować sobie niepowodzenia, potrzebują kompletu punktów w starciu z Polonią. Sympatycy klubu z pewnością liczą na swojego super strzelca Eddiego Millera, który jako jeden z nielicznych nie zawodzi. Poloniści jednak, mają w swoich szeregach Darnell’a Hinsona oraz wciąż zadziwiających graczy podkoszowych. Czy wystarczy to do pokonania wielkopolskiej ekipy? Okaże się w sobotę o godzinie 18.

Równie ciekawie zapowiada się starcie w stolicy Kociewia, gdzie Polpharma podejmie nieobliczalną Kotwicę Kołobrzeg. Starogardzianie z pewnością odczuwają głód zwycięstwa po ostatniej porażce z AZS-em. Ich przegrana boli o tyle, że zdobyli na wyjeździe aż 107 punktów, a mimo to musieli uznać wyższość rywala. Teraz podopieczni Zorana Sretenovicia zapewniają, że o powtórce nie ma mowy i to oni muszą być górą. Pasjonująco zapowiada się rywalizacja strzelców obu zespołów, czyli Michaela Hicksa i Teda Scotta. Ten pierwszy jest uzależniony od dograń Roberta Skibniewskiego, który jest prawdziwym mózgiem w drużynie Polpharmy. Drugi zaś ma o tyle łatwiej, że haruje na niego… cały zespół. Dzięki temu właśnie, Amerykanin w każdym meczu notuje ponad 20 punktów i samotnie lideruje w klasyfikacji strzelców. Ostatnio jednak, byłemu zawodnikowi Sportino Inowrocław zaczął dorównywać Anthony Fisher. Dzięki temu, Kotwica zdołała wygrać m in. z Asseco Prokomem, co jest dla niej niewątpliwie sukcesem. W starciu ze zdobywcą Pucharu Polski jednak, nie będzie łatwo, bowiem „Farmaceuci” grają bardzo dobrze w obronie. Ponadto, kołobrzeżanie będą musieli uważać na Kirka Archibeque’a, który gdy jest w formie, potrafi dominować w strefie podkoszowej. Jak potoczą się losy tej rywalizacji? Zobaczymy w sobotę o godzinie 18.

Pozornie łatwiejsze zadanie czeka Turów Zgorzelec. Podopieczni Jacka Winnickiego udadzą się, bowiem do „pogrążonego w żałobie” Tarnobrzega, gdzie czeka pogodzona ze spadkiem Siarka. Nie ma co ukrywać, że zespół prowadzony przez Bogdana Pamułę poniósł sportową porażkę i w przyszłym sezonie nie zobaczymy go w szeregach ekstraklasy. Mimo to, szkoleniowiec podkarpackiego klubu zapewniał, że jego zawodnicy do końca będą walczyć ambitnie i nie odpuszczą ani jednego meczu. Trudno jednak oczekiwać, że wzniosą się na wyżyny swoich umiejętności i pokonają kroczący od zwycięstwa do zwycięstwa Turów. Ekipa z nadgranicznego miasta prezentuje, bowiem co najmniej solidny basket i do wyników przez nią osiąganych właściwie nie można mieć zastrzeżeń. Siarce o korzystny rezultat będzie tym trudniej, że zgorzelczanie szykują już formę na ostateczną walkę o medal. Dowodem na to jest choćby ich ostatnia, 26 punktowa wygrana nad rywalem zza miedzy, Zastalem, co chyba nie wymaga dodatkowego komentarza. Siarkowcy jeśli myślą o nawiązaniu walki, będą musieli uważać na Toreya Thomasa, który wyraźnie przejął rolę lidera drużyny i niemal w każdym meczu jest najjaśniejszą postacią Turowa. Jeśli zdołają go wyłączyć z gry oraz skorzystają z atutu własnej hali, to możemy być świadkami ciekawego widowiska. Jakie oblicze zaprezentuje podkarpacki klub? Początek meczu w sobotę o godzinie 19.

Niedzielna rywalizacja rozpocznie się w Zielonej Górze, gdzie Zastal prowadzony od niedawna przez Tomasza Jankowskiego na własnym parkiecie podejmie nieobliczalny AZS Koszalin. Goście przyjadą do Winnego Grodu opromienieni niesamowitym zwycięstwem nad Polpharmą, w którym to zdobyli aż 114 punktów. Takie triumfy niewątpliwie podnoszą morale zespołu, w związku z czym można się spodziewać, że „Akademicy” od samego początku będą walczyć o komplet punktów. Pomóc w tym ma sprowadzony w lutowym okienku transferowym Grady Reynolds. Były koszykarz m in. Znicza Jarosław był głównym twórcą ostatniej wygranej nad „Farmaceutami”, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby znów zaprezentował pełnię swoich możliwości. Tyle, że zielonogórzanie po ostatnim niepowodzeniu nie mogą sobie pozwolić na stratę punktów, jeśli chcą zachować twarz i nawiązać jeszcze do lepszych zespołów. W ich szeregach tradycyjnie wiele zależeć będzie od trójki Walter Hodge, James Maye, Chris Burgess. Ponadto, lubuscy kibice liczą także na któregoś z Polaków. Ostatnio formą błysnęli Tomasz Kęsicki i Marcin Flieger. Czy tym razem znów zagrają na miarę oczekiwań? Przekonamy się w niedzielę o godzinie 16.

W ostatnim pojedynku kolejki kibiców na Pomorzu czeka nie lada gratka. Wszystko dlatego, że w Słupsku odbędzie się prawdziwe starcie na szczycie. Miejscowi Energa Czarni podejmą Asseco Prokom Gdynia. Słupszczanie ostatnich dni nie zaliczą do udanych. W miniony weekend w kiepskim stylu ulegli Treflowi Sopot, do przerwy przegrywając różnicą ponad 20 punktów, a w poniedziałek na zawodników zostały nałożone kary finansowe. Takie posunięcie ma związek z brakiem zaangażowania, którego prezes Czarnych już nie mógł więcej tolerować. Teraz, wedle zapewnień podopieczni Dainiusa Adomaitisa dadzą z siebie wszystko i spróbują wydrzeć komplet punktów Mistrzom Polski. Chęci ku temu są, ale w Słupsku muszą mieć świadomość, że łatwe to nie będzie. Gdynianie do słabych, bowiem nie należą i na pewno zdają sobie też sprawę z nadchodzącej końcówki sezonu, która będzie kluczowa dla losów całej rywalizacji. Dodatkowo na ich korzyść przemawia fakt, że w końcu zaczął funkcjonować cały kolektyw i gra nie jest uzależniona jedynie od pojedynczych graczy. Co ciekawe, Czarni w tym względzie nie powinni mieć kompleksów, bo przez większą część sezonu, tak dobre wyniki osiągali właśnie dzięki grze zespołowej. Jak zatem wypadnie konfrontacja drużyn aspirujących do walki o medale? Zobaczymy w niedzielę o godzinie 18.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp