Magic wymęczyli wygraną z Kings
Sacramento Kings nie mieli być raczej trudnym rywalem do znajdujących się w czołówce Konferencji Wschodniej Orlando Magic.
A jednak, goście długo męczyli się w Prudential Center, wygrywając ostatecznie 106:102.
Największa w tym zasługa Jameera Nelsona, który 12 ze swoich 26 punktów (najwięcej w swoim zespole) zdobył w kluczowej, czwartej kwarcie. Po zawieszeniu do składu wrócił też Dwight Howard, który zaliczył double-double (16-15), wyleciał jednak z parkietu na minutę przed końcem za sześć przewinień. Jason Richardson dorzucił 19 "oczek".
Z drugiej strony rewelacyjnie spisał się DeMarcus Cousins. Debiutant miał aż 29 punktów. Marcus Thornton rzucił 22.
Tyreke Evans, gwiazdor Sacramento Kings, nie był zadowolony z gry swojej ekipy - "Nie graliśmy dobrze. Zbliża się koniec sezonu, ale nie możemy na tym poprzestawać i myśleć, że jest w porządku. To nie zmieni się ot tak."
Przytakiwał mu Cousins - "Musimy ograniczyć straty. To naprawdę rani nas w końcówkach spotkań."
Ryan Anderson, grający w ekipie "Magii" dorastał w okolicach Sacramento i jako młodzieniec dopingował lokalnych Kings. Miejscowe media pytały go, co sądzi o ewentualnych przenosinach "Królów" do Anaheim (co staje się coraz bardziej realne). "To byłoby bardzo dziwne, ale przede wszystkim trudne dla ludzi. Tam wciąż jest masa kibiców Kings." Dla upamiętnienia tradycji zespół zagrał tej nocy w uniformach Rochester Royals.